W jakim stopniu potrafimy dziś pozbawić się komfortu?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Dawno już nie pierzemy w rzece i nawet popularne Franie zastąpiła pralka automatyczna. Odkurzacz? Jasne, ale w wielu domach na co dzień podłogę z fafkulców czyści wędrujący po podłodze krążek. Przykłady można mnożyć – komfort życia wyraźnie rośnie.

I oczywiście, nie oznacza to, że siedzimy na pupie, obserwując samosprzątające się mieszkanie, samonapędzającą się karierę i patrząc, jak dzieci wychowują się same. Wraz z ułatwieniami przybywa obowiązków. Prawda jest jednak taka, że gdy boli nas ząb, nie wyrywa go kombinerkami wioskowy felczer, a leczy, najczęściej pod znieczuleniem, stomatolog. I nawet podczas porodu możemy coraz częściej liczyć na złagodzenie bólu.

Oczywiście, to nie dotyczy nas wszystkich. Wciąż są kraje, do których postęp nie dotarł. Ba, nawet w Polsce są miejsca, gdzie ludzie chodzą głodni, a już z pewnością nie mają zmywarki do naczyń. Biorąc jednak pod uwagę ogólną sytuację, przez ostatnie 10 lat gospodarka nam troszkę ruszyła, stać nas na więcej, rozwinęła się również technologia – praca zdalna, nowe urządzenia… A to nie wszystko.

I nagle… bum!

Coś się dzieje. Nagle to, co pewne, co było dla nas codziennością, staje pod znakiem zapytania.

I nie tylko. Okazuje się bowiem, że sytuacje trudne są trudne dlatego, że nagle pozbawiają nas komfortu. Wyjmują z ciepłego fotela, z tej znanej już nam drogi do pracy i każą nam żyć w całkiem innych warunkach. W niepewności.

Na początku zimy w moim mieście spalił się dom wielodzietnej rodzinie z niemowlęciem na stanie. Na szczęście udało się wszystkim wydostać. Szczęśliwie uratowali życie. Niewiele więcej. Pomoc w wielu postaciach ruszyła szybko, ale możesz sobie wyobrazić, jaki brak przeżywali. Wiesz, ile sam jeden niemowlak potrzebuje na co dzień. A inne dzieci? A oni? Czy w takich warunkach przymus picia ulubionej kawy koło dziesiątej rano ma jakiekolwiek znaczenie?

A takich i podobnych sytuacji jest więcej.

Jak masowo pozbawić się komfortu?

Sytuacja pandemii to nie tylko sytuacja zagrożenia zdrowia. Zamknięte są restauracje, przedsiębiorstwa związane z imprezami, turystyką – to ogromna ilość osób, które za chwilę zostaną bez pracy. Ewentualnie z garścią pseudorad, żeby „wydać ebooka”.

Czas, gdy nagle pozbawia się nas możliwości wyjścia do przyjaciół, nie jest łatwy. Ale zaraz! Nie pozbawiono nas tej możliwości. Możemy, tylko nie powinniśmy. I właśnie – tu jest mowa o komforcie i odpowiedzialności. Czasem to życie pozbawia nas komfortu. Dziś jednak pozbawiamy się go trochę na własne życzenie, by ratować życie swoje i innych. Na razie na swoje życzenie, nie wiemy przecież, jak rozwinie się sytuacja. Życie stawia nas w niepewności.

I tak w domu zauważyliśmy, że skończył się mokry papier toaletowy. Gadżet przydatny przy małych dzieciach, polecamy. Trzeba kupić? Trzeba wyjść, stanąć w kolejce, być może przenieść typa w koronie na siebie, a potem na innych. Wiadomo, że czasem trzeba, ale czy teraz trzeba? Czy mokry papier toaletowy to rzecz aż tak warta ryzyka? Poważnie, nie możemy bez niego żyć? Okazało się, że możemy, przynajmniej chwilowo. Papier stał się przyczyną kolejnych rozważań.

Czy jesteśmy gotowi na to, że komfort życia spadnie?

  • Czy jesteśmy gotowi na to, że spadnie nam jakość życia?
  • Czy jesteśmy gotowi na to, że padnie firma, w której pracujemy? Że padnie nasza działalność gospodarcza? Co wtedy zrobimy?
  • Czy wytrzymamy te dwa tygodnie bez kawki z koleżanką? Czy niczym Włosi, właściwie „nie będziemy wychodzić, ale te kilka spotkań to nie wyjście”…
  • Co zrobimy w przypadku problemów z dostawami? Jak zareagujemy, gdy będziemy musieli obejść się bez naszej kawy albo chleba?
  • Czy będziemy potrafili dzielić się zapasami, wiedząc, że może ich zabraknąć?
  • Czy weźmiemy na siebie „chwilowy” ciężar kształcenia dziecka? A może będziemy powiesimy psy na nauczycielu, który „teraz nic nie robi”?
  • Co jeśli będziemy musieli odwołać nasz ślub albo wesele?
  • Jak urodzimy same, bez męża obok?
  • Co odpowiemy, gdy nie widziany od tygodnia znajomy zaprosi nas na kawę „tylko na chwilę, bo już wariuje”?
  • W jakim stopniu poświęcimy siebie, by ratować tych, którzy ucierpią?

Rano zielona herbata, o dziesiątej kawa

Pytań można postawić dużo więcej. Jednak nie chcę tu kreślić czarnych scenariuszy. Już i tak wiadomo, że gospodarka trochę oberwie, że komfort życia nieco spadnie, ludzie stracą pracę, inni nawet umrą.

Rano koniecznie krem do spierzchniętej twarzy. Nie ma jedzenia bez mycia zębów przedtem. Koło dziesiątej miło jest wypić sobie kawę. W szafie musi być chleb, ser i pomidor. Dobrze byłoby, żeby starczyło na sukienkę z wyprzedaży. Dobrze byłoby coś odłożyć. Codzienny spacer dla zdrowia to konieczność.

Każdy ma jakieś przyzwyczajenia. Znajoma opowiadała o swoich koleżankach, które całkiem niedawno po przylocie z Anglii musiały koniecznie odświeżyć się u fryzjera, kosmetyczki, zrobić paznokcie. Przecież to oczywiste, jak inaczej by dziś wyglądały? Że niby kogoś naraziły? No dobrze, ale wygląd jest ważny, prawda?

Sytuacje trudne zmuszają do zmiany przyzwyczajeń. Komfort życia znika. Na ile jesteśmy w stanie pozbawić się komfortu, by pomóc innym? Jak dużo może jeszcze się stać, byśmy nie rozpaczali, że za dużo nas przygniotło?

A przecież trudne sytuacje zdarzają się i bez pandemii. Wspomniany pożar, nagły nowotwór u dziecka… Nagle priorytety ulegają zmianie. Tylko że teraz powinny ulec masowo.

Pytanie czy tak potrafimy?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować