Miejsca w Trójmieście: Klockownia

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Im dziecko starsze, tym bardziej jest z nim co robić i tym więcej ono robić chce. Szczególnie jeśli ma się takiego Strusia Pędziwiatra, co po zwiedzeniu połowy miasta zjadłoby coś i poszło dalej zwiedzać.

Czy jednak klocki zatrzymają w miejscu malucha, który biegać po prostu musi? Przyznam, że zadałam sobie takie pytanie, przedłużając dziecku Dzień Dziecka o wyjście do Klockowni. „Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz!” – a więc w drogę, szczególnie że maluch na myśl o atrakcji już sobie wewnętrznie (i zewnętrznie) skakał.

klockownia
Opaskę dostaje rodzic na wejściu. Nabija się na nią również produkty w kawiarence, dzięki czemu nie trzeba biegać z „drobnymi”.

Klockownia w Gdańsku mieści się w Centrum Handlowym Manhattan we Wrzeszczu (z tego co widziałam, w innych miastach też są. Może akurat u Ciebie?) i co mnie zaskoczyło, to to że jest duża! Jestem przyzwyczajona do placyków w centrach na niewielkiej powierzchni, a tu proszę – udało mi się nawet zgubić dziecko. Nic, czym można się chwalić, po prostu odwróciłam się, a Speedy Gonzales był już na drugim końcu, gdzie bawił się Złomkiem i mamutem.

Co znajdziesz w Klockowni?

Przede wszystkim, animatorki, które naprawdę pomagają dzieciakom w zabawie! Kiedy wchodziłam do boksu z dużymi klockami, jedna właśnie wygrzebywała się z więzienia, w którym zamurowały ją dzieciaki. Te natomiast tworzyły kolejne ściany lochów, bo niby dlaczego nie?

klockownia
Strefa dla maluszków

Klockownia podzielona jest na strefy. Mamy więc dźwig, którym uczymy się sterować, mamy strefę większych klocków, z których łatwo budować pomieszczenia i gdzie dziecko można zamurować (drodzy rodzice, ja nie zachęcam, ale…) oraz tworzyć z nim labirynty. Jest tor wyścigowy dla małych drewnianych samochodów, strefa klocków lego dla cierpliwych pracusiów, gdzie można podziwiać dzieci tworzące misterne budowle i płakać, że nasze wolą biegać od atrakcji do atrakcji. Współpracy natomiast nauczą domki, które trzeba przedtem złożyć – ciężko to zrobić samemu i trzeba poprosić kolegę o pomoc.

Również rodzice ledwo chodzących berbeci znajdą coś dla nich. Klockownia zaopatrzona jest bowiem w dużą strefę dla „małych paluszków” – takich od ok. 1 roku życia, które właśnie uczą się układać pierwsze klocki oraz puzzle. A naprawdę, nie wymieniłam wszystkich atrakcji! Co dla opiekuna, który powoli ma dość i potrzebuje chwilki przerwy między jedną zabawą, a drugą? Klockownia jest wyposażona w całkiem sporą kawiarenkę! Ceny przystępne, ciacho wyglądało na dobre, choć nie miałam czasu sprawdzić.

klockownia
Ciasto w kawiarence naprawdę kusiło!

Zabawa i edukacja

Mając obok siebie tyle kreatywnych zabawek, nawet najbardziej oporne dziecko w końcu zacznie się uczyć! Moje, leżąc leniwie w „basenie” pełnym klocków i udając że wokół jest pełno rybek, od niechcenia zaczęło tworzyć wokół siebie coraz większy mur z klocków, łącząc je z sobą, konstruując kolejne rybki… Coś zatrybiło.

A reszta? Najmniejsze dzieci zapoznają się tu z prostymi kształtami, kolorami, rozwiną podstawową sprawność manualną. Starsze nawiążą nowe znajomości podczas budowy labiryntu, domu czy więzienia, nauczą się rozwiązywać problemy, co wspomaga myślenie analityczne i ogólny rozwój intelektu. O rozwoju zdolności przestrzennych nawet nie wspomnę – tu po prostu umysł cały czas pracuje! Nie wspomnę już o starszych, szkolnych pociechach, które będą tu prawdopodobnie wykonywać operacje matematyczne czy nawet fizyczne (ha! Szczególnie spodobało mi się wiadro, które spuszcza się w dół na linie), ale nawet maluch, biegający od stanowiska do stanowiska, skorzysta.

klockownia
Tu zgubiłam moje dziecko. To nie jest trudne. Uważajcie 😉

Mamo, nie chcę wychodzić!

No i masz… Ostrzegam, bazując na własnym doświadczeniu – wyjścia bywają dramatyczne. Po półtorej godziny radosnego biegania i zabawy trzeba było wracać do domu. Tylko jak to wytłumaczyć dziecku? Wspięłam się co prawda na wyżyny rodzicielstwa bliskości, self-regów i innych takich. Osiągnęłam tyle, że dziecko okraszając pikające bramki placu zabaw wodospadami łez, wyszło na własnych nogach, bez wynoszenia. Obiecałam, rzecz jasna, że wrócimy. No więc, wrócimy! Szczególnie że ceny nie odbiegają od cen na trójmiejskich placach zabaw.

Klockowni natomiast dziękujemy za zaproszenie 🙂

klockownia
„Studnia”, dzięki której można było budować na górze.
Segregowanie, dopasowywanie i gotowanie – takie cuda tylko w strefie malucha 🙂
Wyjście było traumą. Musimy tu wrócić 😀
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować