Propozycje ubrań na jesień oglądam w tym roku nieco „ironicznie”, wiedząc że na zakupy mogę liczyć raczej zimową porą. Do tej pory przewiduję bycie grubą i niewymiarową bułą, która i tak nie może za bardzo nic na siebie włożyć. Potem pewnie będę mniej gruba i mniej niewymiarowa – zobaczymy.

A że przewiduję również lekką zmianę rozmiaru po tym, jak „odpuchnę”, ubrań po prostu nie kupuję. Ciąża to oszczędność! Żeby jeszcze rzeczywiście tak było. W każdym razie, mogę sobie spokojnie krytykować.

Skrytykuję więc – szczególnie że trochę się cieszę. O ile lato obfitowało w rozwiązania, które chciało się wypróbować, gdy przeglądam kolekcje jesienne, nie żałuję że akurat teraz jestem grubą bułą. Może za rok będzie lepiej, a ja będę mogła kupić sobie coś, w czym czuję się dobrze? Bo jesienne kity modowe to coś, czego niestety w tym roku (trochę jak w każdym) sporo. I tak, jest to wyłącznie mój subiektywny wybór. Mój kit może być Twoim hitem. I odwrotnie.

Powyciągany sweter – „menel-sweter”

Jakieś pięć lat temu oglądaliśmy sobie stary serial „Alf”. Ach, ta stylówa! Bezdomni wysiadają i twierdzą, że przepraszam, wszystko można zrozumieć, spanie na klatce, niedojadanie, ale oni na siebie tego nie założą. Kojarzysz ten model swetra? Tak niemiłosiernie powyciągany, jakbyś właśnie próbowała odebrać Burkowi z pyska. Udało Ci się, ale po założeniu masz ochotę wsadzić go tam z powrotem. Szew zamiast w okolicach barku, zwisa gdzieś obok łokcia.

Ten sweter to koszmar mojego dzieciństwa, bo moda, szczególnie ta nieklasyczna, szybko się kończy. Znów nastał czas normalnych swetrów, a tu mamusia goniła z takim, „bo sąsiadce się znudził”, „na siostrę już za mały”, „wygrzebałam po przecenie”. I człowiek chlipiąc, szedł do szkoły w menel-swetrze, bo to nie były czasy, gdy smarkacz mógł powiedzieć, że Pani Matko, ja przepraszam, ale to coś to ohyda i nie pojmuję, jak można było coś takiego wymyślić. A szkoła… Szkoła była bezlitosna.

Menel-sweter odszedł do lamusa na wiele lat. Nie pojmuję, kto stoi za tym, że pojawił się znów, a ja daremnie przeszukuję sieciówki w poszukiwaniu czegoś choć troszkę bardziej klasycznego. Czegoś, co nie wygląda, jakby próbował go zwinąć za kanapę jamnik sąsiadki.

Brak guzików w długich swetrach

Miałam Ci ja piękny sweter. Szary taki, długi do połowy ud i przewiązywany w pasie. Przedtem miałam jeszcze dłuższy, melanżowy, fioletowy. O fioletowym to już nawet nie marzę – pieśń przeszłości, z czasów kiedy styl „hippie” potrafił zahaczyć również o zimę. Szkoda trochę, bo sweter długo był moim znakiem rozpoznawczym. W sumie pozbyłam się go, gdy już został „menel-swetrem”. A byłabym teraz modna.

Szary też musiałam niestety wyrzucić. Po prostu się zepsuł. No trudno – pomyślałam. Poszukam nowego długiego, ciepluchnego „puchacza”, w który będę mogła otulić się w zimowy wieczór, zapiąć, przewiązać i zapomnieć, że jest zimno. Z tą myślą oglądam sobie jesienne kity modowe w postaci długich swetrów i widzę, że czegoś im brakuje.

Konkretnie – guzików. Żaden z nich nie ma nawet jednego guzika do zapięcia! Mało tego, nawet paska do wiązania brakuje. Bo przecież u nas nie wieje i wszystkim ten sweter zostaje z przodu, jak na zdjęciach najnowszej kolekcji. Wcale nie jest tak, że zaraz będzie nam po prostu powiewać gdzieś z tyłu. Że jeśli przypadkiem nie masz ręki do przytrzymywania, bo nie wiem, dziecko trzymasz albo dwa dziecki, to będzie Ci zimno. I proszę nie sugerować, że guziki można przyszyć. Jestem grubą bułą? To będę też bułą leniwą.

Gołe kostki

Dżinsy! Za jakieś dwa miesiące będę musiała pewnie pomyśleć o jakichś wielgachnych dżinsach „na szybko”. Warto zobaczyć czy będę miała jakiś wybór. A może w tym sezonie tylko różowe, welurowe getry? Jeśli tak, biorę od razu! W rozmiarze 42 będą wyglądać cudownie.

Różowych welurowych getrów „niestety” nie znalazłam. Za to okazało się, że dżinsy są w tym sezonie jakoś dziwnie przykrótkie. Ciekawa odmiana po ciągnących się nogawkach, jakie znałam w liceum. Tylko że liceum zaliczyłam już dawno i potem było już tylko lepiej. Do teraz.

Tak, wiem że tegoroczna jesień ma być cieplusieńka, a i zima niekoniecznie sprawi, że Bałtyk zamarznie. Co nie zmienia faktu, że gołe kostki to ja mogę mieć latem, ewentualnie wiosną i jesienią, gdy jest jeszcze ciepło. Potem, bardzo przepraszam, wolę ciała nie odsłaniać. Wiem, alternatywą są coraz modniejsze kolorowe śmieszne skarpetki. Ubiorę je chyba wtedy, gdy do zestawu dodadzą wąsy i uszy Myszki Miki.

Botki-kaczuszki

O długich noskach przy butach pisałam już podczas omawiania wiosennych kitów. Wtedy też pojawiły się skarpetko-botki, które wszyscy zbyli potężnym śmiechem. Dziś coraz tłumniej pojawiają się one na szafiarskich blogach, a także półkach sprzedażowych. Za chwilę nic innego nie znajdziemy. A po cichutku znów salony zdobywają białe kozaczki.

Brzmi znajomo? Tak! Czekamy na powrót mody na solarium i czerwoną twarz. Na tlenione mocno włosy, wściekły róż i brokat. Na Dodę i Mandarynę. Dużo brokatu. Na jasnoróżową szminkę na czerwonej twarzy. Na „faszyn from raszyn” na salonach.

Jesienne kity modowe opanowały jesień?

Niekoniecznie! Nie jest źle. Poza przykrótkimi dżinsami, mogę kupić sobie moje ukochane dzwony i pewnie tak właśnie zrobię. A jeśli zatęsknię za latem, wciąż jeszcze mogę znaleźć sukienkę w kwiatki w jesiennej odsłonie. No i bluzki – również w kwiatki. O znów pojawiających się zakolanówkach nie wspominając – choć to już niestety raczej dla dziecka, niż dla mnie. Jest w czym wybierać, w każdym razie. Moda jesienna musi być cudna, nawet jeśli najnowsze trendy w tym przeszkadzają.

Czego mi najbardziej szkoda? Chyba tych swetrów. Przeszukałam już chyba wszystko i nie widziałam niczego, co ciepłe, długie i zapinane.

A może Ty coś kojarzysz? 🙂