Ło rany! A może coś łatwiejszego? Może pokój na świecie Ci załatwić? Albo nie wiem, wielotysięczne statystyki na blogu? Wiesz przecież, że jeśli niemowlę nie chce spać, to spać nie będzie i tyle.

Wiem, nawet bardzo dobrze. Z nieśpiącym egzemplarzem bujałam się ładne kilka miesięcy, a nawet dłużej. Łatwo nie jest i tyle. To znaczy, są śpiące maluchy, z gatunku tych, co to „O, cześć matka, to weź mnie nakarm szybko, przewiń, a ja już dalej spokojnie wygniatam łóżko, jasne?”. Pewnym pocieszeniem jest hipoteza, że śpiące lekko i rzadziej niemowlęta łatwiej potem w nocy odpieluchować. Wzorzec lekkiego i przerywanego snu zostaje, a 2-3 latek budzi się na toaletę, zamiast „lać” pod siebie.

Są takie, które śpią zawsze i wszędzie, ale umówmy się, że problemy z zasypianiem niemowlaka to raczej norma. I to nie tylko u tzw. high need baby, gdzie problem jest ekstremalny. Ot, chyba każdy niemowlak czasem się rozstroi i, bardzo mi przykro, matko z ojcem i nianiami, będę płakać, zamiast spać. Ja trochę więc na zapas zbieram wszystkie metody, jakie znam. Kto wie, może któraś poskutkuje? 🙂

Spowijanie

Kilka dni temu okazało się, że w sumie przy pierwszym dziecku robiłam to źle. Zawijałam je bowiem w rożek i dziwiłam się, że Młoda po prostu mi z niego wychodziła. Nie była jedyna. Wiele dzieci z rożka wychodzi. Raz, że jest ciepły i łatwo w nim o przegrzanie, dwa że noworodkowe kończyny są niezwykle „machliwe” i nie z takich pułapek wychodzą.

W szkole rodzenia, w której byłam z nadzieją, że skorzystam z ćwiczeń, a potem okazało się, że w moim napiętym i aktywnym planie dnia po prostu nie mam na nie czasu, pokazano nam filmik. Póki co, spowijanie kojarzy mi się nieco z zakładaniem temblaku z chusty. Czyli na instrukcji fajnie i łatwo, a jak mąż złamał rękę i robiłam ten temblak, to się biedak załamał, że jego komfort zależy od moich umiejętności manualnych.

Mniej więcej tak to wygląda – tylko zamiast uśmiechniętej laleczki mamy najczęściej wierzgającego rozjuszonego byka, ale nie będziemy przejmować się takimi drobiazgami, prawda? Dla nieumiejących w zawiązywanie są już na rynku specjalne śpiworki, w które dziecko po prostu się zapina i unieruchamia.

O czym należy pamiętać? Przede wszystkim o zasadzie „Co za dużo, to niezdrowo”. Spowijanie dziecka na całe dnie raczej nie pomoże mu w rozwoju fizycznym. W dodatku ta metoda sama w sobie często nie działa. Zazwyczaj nie jest tak że unieruchomisz i dziękuję – maluch zamyka oczy i śpi. Bywa jednak pomocna, jeśli połączy się je z kolejnymi metodami.

Układanie na boku

Nie wnikam teraz w to czy najbezpieczniejszą pozycją dla dziecka podczas snu jest pozycja na plecach, boczku, brzuszku czy do góry nogami. Nie o to zresztą mi chodzi, a o ułożenie dziecka na boku przy zasypianiu. Najlepiej na własnym brzuchu albo ręce – z rękami to raczej kwestia ojcowska, bo babki nie zawsze mogą pochwalić się mackami, na których spokojnie ułożą sobie niemowlaka.

Działa? Nie mam statystyk mówiących, że 76% niemowląt stwierdziło, iż „O jaa, na ręce ojca to ja mogę ewentualnie zasnąć, a nie kurka blada, w łóżku”, 12% – „Ale potem, jak przestanę płakać będzie jeszcze pierś?”, a reszta „No chyba powariowaliście?”.Stabilna pozycja plus ciepło rodzica podobno często działa. Dlaczego by nie wypróbować, skoro i tak już płacze?

Rytmiczne bujanie

Chyba nie ma rodzica, który by na to nie wpadł. Bujanie się na piłce, na stojąco, na trapezie… Przesadziłam? Może tak, chociaż kiedy bujałam o czwartej nad ranem, a „Ach śpij kochanie” nie miało tyle przyzwoitych zwrotek, żeby zaśpiewać je, zanim dziecko zaśnie, pewnie sięgnęłabym w końcu i po ten trapez. Może nawet następnym razem…

Jak uśpić niemowlę, które jest spowinięte, a dalej rześkie jak szczypiorek pryskany chemikaliami? Najczęściej przychodzi nam na myśl właśnie bujanie i w sumie prawidłowo. Byle nie było to szarpanie, mocne wywijasy, po których dziecku za lat kilka przyda się terapia, a lekkie, rytmiczne kołysanie noworodka czy też już niemowlęcia.

Skuteczność? Nawet moje dziecko w końcu zasnęło. Co prawda wcześniej zbierałam ręce z podłogi, więc wyćwiczone mięśnie ramion z pewnością się przydadzą. Ewentualnie piłka, taka jak ta, na której „skacze się” podczas skurczów porodowych.

Pierś

No tak, ale tego właśnie chciałam uniknąć. Bo wiesz… My tu w miejscu publicznym i ostoje moralności w dekolcie do pępka się burzą albo po prostu, wolałabym żeby zasypiało przy czymś innym.

Ja też wolałam. Warto zresztą spróbować inaczej, jeśli ktoś ma na to ochotę. Inaczej się nie da? Masz dwie drogi: wściekać się i za wszelką cenę próbować jednak czegoś innego, ryzykując frustrację albo stwierdzić, że to w sumie wygodne, bo przynajmniej możesz się bezkarnie położyć i przedłużyć sobie bycie leniwą bułą o jakieś pół roku, póki nie zaczniesz rozszerzać pokarmu.

Czasem da się pierś zastąpić smoczkiem. Warto jednak pamiętać i mieć na uwadze, że może (acz nie musi) on zaburzać laktację. Nie ma się co burzyć i krzyczeć o terroryzmie laktacyjnym. Chcesz, w razie problemów pozbywasz się szybko smoczka i karmisz dalej, pokonując drobne początkowe kłopoty z karmieniem. Nie chcesz, kończysz, szukając alternatywnych metod futrowania berbecia.

Szum(iący miś)

Jeszcze jakiś czas temu mieliśmy do wyboru: własną szczękę, obolałą od wydawania dziwnego „szszsz”, suszarkę do włosów i jakieś dziwne aplikacje na telefon. Dziś tekst o szumiących misiach to wciąż jeden z chętniej czytanych u mnie tekstów. Od tej pory pojawiły się też cuda i dziwy w postaci nowych modeli. Również takich na aplikacje telefoniczne.

Szumiący miś stał się wręcz elementem solidnej wyprawki. Szczególnie że niektóre modele są coraz tańsze i nie trzeba już rezygnować z wózka, by kupić misia. Czy działa? U nas działał. Co prawda nie tyle usypiał, co włączony pozwalał się nie rozbudzić i relaksował. Z czystym sumieniem więc polecam dla nie-śpioszków. Szczególnie że ładnie wygląda na spacerze, w wózku.

Szum ma ostatnio nieco gorszą prasę, a misie podejrzane są o przyzwyczajanie do siebie, co może skutkować historią, w której dzidziuś dwadzieścia parę lat później zalicza wtopę, gdy podczas nocy poślubnej włącza sobie szumisia. Wykazano również, że szum może być szkodliwy. W nadmiarze. Szok, nie?

W każdym razie, warto zachować jednak ostrożność i nie zostawiać szumiącego misia na całą noc, a jedynie potraktować jako pomoc – co szczerze mówiąc, od początku było dla mnie oczywiste. Moim zdaniem, wciąż warto. No chyba że dziecko nie lubi – odpadnie Ci przynajmniej wstyd związany z unieważnianiem małżeństwa dziecka.

Chusta – czyli jak uśpić niemowlę w sposób alternatywny

O chuście już pisałam. Wiele matek się nie szczypie – berbeć po nakarmieniu i przewinięciu wciąż ryczy? Nie ma to jak skrawek długiego materiału, w który zawija się siebie z dzieckiem i wioo, z powrotem na pole! Skuteczność? I znów zależy od dziecka. Widywałam egzemplarze, którym już na widok chusty oczy powoli się zamykały. Mój… No cóż, z chustą nie od razu się polubił, ale gdy już się przekonał, skojarzył ze spacerem. Chusta nie była więc sygnałem pory na drzemkę, ale momentem, gdy Młoda skakała radośnie na wieść, że oto świeże powietrze, las i nowe bodźce are coming.

Wady? Nawet te najtańsze to najczęściej koszt ponad stu złotych. Jak bardzo ponad? Zależy od naszego rozmiaru, rozmiaru i wyglądu chusty… Przy tym nie mamy gwarancji, że dziecko chustę polubi.

Korzyści? Chustę zawsze można sprzedać niewiele taniej, niż się ją kupiło. A jak berbeć polubi, zdejmuje ona z głowy naprawdę spory ciężar usypiania (widok wtulonego na spacerze dziecka, które słodko w końcu chrapie, mimo że robi to rzadko – bezcenny)i szybko staje się uzależnieniem, przy którym żonglujesz budżetem, nawet nie wiedząc kiedy w Twoim domu lądują chusty o łącznej wartości używanego samochodu.

Nie płacz! Zrobiłaś co mogłaś

Dalej płacze? Owinięte jak rollo z kebabem, wytulane, wyściskane, wyszumiane, wyskakane, wychustowane? Dwadzieścia innych sposobów z poradników typu: jak uśpić niemowlę, gdy nie chce spać również nie zadziałało? Mam dobrą wiadomość – to normalne 🙂

Na filmach z YT najczęściej wygląda to pięknie. Dziecko po wykonaniu magicznych czynności samoczynnie zamyka oczka i bam, matka może obiad ugotować, zrobić manicure, potem nakarmić i przewinąć obudzone na chwilę potomstwo, następnie znów posprzątąć… Tak też bywa. Są takie dzieci. Podobnie jak są ludzie, których stać na willę z basenem albo którzy bez operacji plastycznych wyglądają jak urodowe ideały.

Dlaczego warto wiedzieć, jak uśpić niemowlę? Poza faktem, że te sposoby mogą zadziałać – żeby zdać sobie sprawę, że zrobiłaś co mogłaś. A „dzieci płaczą” i tyle. Czasem długo i namiętnie, mimo że nic im nie jest.

A może u Ciebie któryś ze sposobów się sprawdził? 🙂