Są teksty, które sprawiają, że ludzie z oburzeniem wyłączają stronę, blokują ją sobie w przeglądarce i obiecują, że już nigdy, przenigdy na nią nie zajrzą. Najczęściej są to teksty ideologiczne lub polityczne. Sam pewnie wiesz, że istnieją tematy, które dotykają do żywego i dotyczą one różnych kwestii.

Jako matka, zdążyłam nawet kilka z nich poruszyć. Pisałam o publicznym karmieniu piersią, o szczepionkach – dziś poruszę kolejne tabu. Choć pewnie niektórzy stwierdzą, że pewnych świętości się nie szarga. Być może kilka lat temu byłabym po ich stronie i odsądziłabym dzisiejszą siebie od czci i wiary.

Tak to jednak bywa, że doświadczenie życiowe umieszcza nas czasem w innej przestrzeni, niż byliśmy niedawno. Niekoniecznie zresztą są to pozytywne doświadczenia, stąd i zmiana zdania nie zawsze wychodzi nam na dobre. Moje doświadczenie jednak jest pozytywne!

Nie piję alkoholu, ale uwielbiam wino

Kilka lat temu zaszłam w pierwszą ciążę. Jest mnóstwo kobiet, które i wtedy ma ogromną ochotę napić się alkoholu, choć trzyma się dzielnie, bo FAS to nie żarty i nie teoria o płaskiej ziemi, a smutny fakt. Ja do tych kobiet nie należałam i dziś również nie należę. Na studiach bywało różnie, złośliwi i moja mama stwierdziliby, że zapewne wypiłam wtedy swój życiowy przydział. Dziś alkohol to dodatek od święta, który rzadko gości na moim stole (dziś, w sensie, w tych krótkich okresach, gdy nie karmię piersią i nie jestem ciężarna).

Pamiętam jednak, jak te kilka lat temu, w ciąży poszłam z mężem na plażę. Nagle poczułam zapach morza, mokrego piasku i… wina z plażowej knajpki. Wdychałam ten zapach jak szalona, bowiem wino uwielbiam! A już w ogóle w takiej scenerii.

Jeśli już piję alkohol, najczęściej jest to właśnie wino. I mimo że spokojnie obywam się bez niego w ciąży i bardziej brakuje mi sera pleśniowego, naszła mnie ostatnio myśl, że miło byłoby zakończyć wieczór lampką wina. Przypomniałam sobie też, że widziałam gdzieś jakiś czas temu taki twór, jak wino bezalkoholowe.

Spojrzałam, co na ten temat mówi wujek Google. I rzeczywiście, takie coś istnieje. Co prawda fakt istnienia jest okryty mieszaniną wstydu i pogardy znawców win, jednak i oni przyznają, że czasem alkoholu pić nie można. Takie wino powstaje dokładnie w ten sam sposób – dopiero później alkohol jest usuwany za pomocą różnych sposobów, które omawialiśmy z pewnością na lekcji fizyki, a więc przepraszam, nie wyjaśnię. Cena? Najczęściej można je dostać w granicach 25-40 zł. Oczywiście, są i droższe, wiadomo że w przypadku win cena górnych półek zależy od tego, jak wysoko te półki się znajdują.

Jak smakuje wino bezalkoholowe?

Przyznam, że na początku chciałam kupić dwie różne butelki i porównać jedno z drugim. Niestety, cena pierwszego sprawiła, że najwyżej uzupełnię tekst o porównanie, gdy już dorobię się kolejnego. A było to tak, że ze spuszczoną głową, spodziewając się alarmu i wyprowadzenia przez ochronę, weszłam do sklepu z winami i zapytałam o bezalkoholowe. Na szczęście sprzedawca nie uruchomił czerwonego przycisku i po prostu wskazał na wino „Fre” – jedyne, jakie miał, za to w różnych „kolorach”.

Wzięłam czerwone. Odmiana Merlot. Nie będę się rozpisywać, jakie aromaty czuć, bo nie o to dzisiaj chodzi, a o odpowiedź na ogólne pytanie: jak smakuje wino bezalkoholowe? Nalałam sobie i…

Pierwsza myśl: tak smakuje wino, którego resztki dopija się rano z kieliszków, po dobrej imprezie! Wiesz, wtedy gdy alkohol już z nich wywietrzeje i zostaje właściwie samo wino. Mąż był innego zdania, potem jednak wybraliśmy się na wesele i spróbował wina rano, po krótkiej dość nocy. Potwierdził moje zdanie – to jest właśnie ten smak.

Że niby to nie jest kieliszek do wina? A czy to jest wino? 😉

Dziwne, ale…

Brak alkoholu z pewnością nie pomaga – w końcu alkohol jest częścią składową smaku wina! Nie wymyślono jednak chyba niczego, co smakuje jak alkohol, a nim nie jest i nie szkodzi. Dlatego też, pijąc pierwsze łyki, zrozumiałam dlaczego znawcy win niechętnie dopuszczają do siebie myśl, że istnieje coś takiego.

Nie jest to jednak, jak się obawiałam, „napój o smaku soku owocowego w drogiej butelce” ani herbatka o aromacie wina, która jest tak modna zimą. To jest rzeczywiście wino! Szczególnie jeśli… Długo go nie piłeś. Smak powoli się zaciera, ale jeszcze go czujesz, trochę pamiętasz.

Zastępstwo dla smakoszy

Mnóstwo jest osób, które na wino z alkoholem pozwolić sobie nie mogą. Kobiety w ciąży, karmiące przez pierwsze kilka miesięcy, osoby z problemem alkoholowym, różnymi chorobami. Niektórzy już na stałe, inni na jakiś czas. Wiele z tych osób za winem tęskni. Bardziej za smakiem, wieczorem z lampką na balkonie, tarasie czy innym miejscu. Nawet nie za upojeniem.

I dla takich osób jest wino bezalkoholowe! Dlatego, mimo że nie jestem osobą, która wino piłaby codziennie, chętnie skuszę się na taką lampkę od czasu do czasu.

A co tam! Przecież w kieliszku nikt nie widzi, że bezalkoholowe!