Znamy? Znamy! Mało tego, mamy wrażenie że znamy również rozkład ich domów, wiemy jak wyglądały ich dzieci na każdym etapie życia. Jeśli nie mają dzieci, wiemy gdzie podróżują, a ich długie nogi z co drugiego zdjęcia na insta poznalibyśmy nawet, gdyby mignęły nam w osiedlowym warzywniaku.

Jakiś czas temu na pewnej blogerskiej grupie wybuchła dyskusja na temat idealizmu – na blogach, na kanałach społecznościowych. Bo wiesz, latka lecą, a Ty się w końcu domyślasz, że choćbyś umeblował dom w najmodniejszym minimalistycznym skandynawskim stylu, upychając bambetle do piwnicy, zadbał o dodatki, ubrał się w najnowszą kolekcję Zachwile i jeszcze trochę się nagimnastykował, to przykro mi, idealnie nie będzie. No chyba że na zdjęciu.

Nieco inne zdanie miała jedna z osób, która czuła się w obowiązku przekazać nam, że są ludzie bogaci, którzy rzeczywiście tak żyją. I oni właśnie mają „idealne życie”, jak z instagrama, więc czemu mieliby udawać, że żyją inaczej?

Idealne życie – nie kupuję

Może na królewskich dworach nie bywam, życie księcia Williama czy jak mu tam oraz celebrytów pokroju Chodakowskiej znam raczej z doniesień prasowych albo nie znam w ogóle. Wiem jednak, jak żyją zamożni ludzie. Oczywiście, łatwiej im zrobić dobre zdjęcie wnętrz, niż komuś, kto w domu zamiast wnętrza skandynawskiego ma tanie meblościanki i dywany sprzed piętnastu lat, a w dodatku nikt mu nie sprząta i musi sam zaiwaniać ze szmatą po pracy, jak jakiś przegraniec losu.

Umówmy się – życie blogerskich celebrytów nieco odstaje jednak od życia księcia Williama. Idealne, świeżo opalone ciało mają nieliczni (choć z pewnością zdrowy tryb życia i ćwiczenia pomagają zbliżyć się do ideału), a jeśli nawet mieszkanie dostosowane jest pod zawód blogera i służy zarówno do mieszkania, jak i jako studio fotograficzne, to jednak na co dzień dzieci robią tam bałagan i to wcale nie artystyczny. Albo też gdzieś w rogu leży wstydliwa kupka ubrań, tych co to „nie wsadzę już do szafy, ale do prania się nie nadają”.

Nadmierny idealizm jest zły?

W grupie wiele osób było zdania, że nadmierny idealizm drażni. Wymuskane do granic możliwości i retuszowane zdjęcia po jakimś czasie nudzą. Ile można oglądać takie idealne życie-nieżycie, gdzie nawet opowieść o tym, jak bardzo ktoś się nie wyspał, bo dziecko płakało pół nocy, snuje osoba z nienagannym makijażem, siedząca w śnieżnobiałej pościeli?

Z drugiej strony, czego oczekujemy po kimś, kto pokazuje skrawki swojego życia? Że pokaże stertę brudnych naczyń albo niewłączoną zmywarkę? Pozostawiony bałagan po robieniu kanapki? Płacz z powodu napięcia przedmiesiączkowego? Są i takie blogi – zalatują czasem równie niesmaczną ostentacją. Przynajmniej dla mnie. Byłam chwilę w grupie, gdzie kobiety „wyzwalały się ze wstydu”, że mają nieposprzątane. Po wertowaniu zdjęć, gdzie licytowały się bałaganem wiałam stamtąd szybciej, niż od najbardziej wymuskanego blogaska.

Pokazujemy to, co chcemy pokazać. Jasne, jednego mniej obchodzi fakt, że na zdjęciu pokazał właśnie fałdę na brzuchu, inny tę fałdę pięknie obrobi albo ustawi się tak, by jej nie widać. Trików przecież nie brakuje, jeśli ktoś zarabia na byciu „influencerem” (nie wiem, dlaczego tak bawi mnie to słowo), z pewnością dobrze je zna.

Ochrona prywatności

Pisałam na początku o wrażeniu, że znamy każdy szczegół z idealnego życia. Czy na pewno? Osobiście niewiele piszę tu o sobie, choć jeśli czytasz mnie regularnie, wiele możesz wywnioskować. Z idealnych wnętrz i idealnych opisów wyczytasz czasem to, co bloger chce przekazać. Niby więcej niż u mnie, a tak naprawdę jeszcze mniej – piękną fikcję, za którą ukrywa prywatność w postaci zapuchniętych od pracy, niewyspania czy płaczu oczu. Po co ma o tym pisać, skoro nie chce? Na siłę? Bo każdy musi wiedzieć, że dziś sobie nie radzi?

Nie lubię ostentacji. Nie lubię też idealnych żyć. Co jednak, jeśli ktoś lubi takie pokazywać i czuje się w tym dobrze? I takie blogi przecież śledzę, szczególnie że są osoby, którym pokazywanie ideału wychodzi świetnie! A że wiem że są ludzie, którzy się na to nabiorą? Kiedyś się zżymałam. Dziś czasem też się zżymam, słysząc i widząc zachwyty nad czymś, czego nie ma. Coraz mniej jednak. W końcu mamy swój rozum i nikt nikomu nie zabrania być naiwnym.

Pod idealnym życiem można ukryć wiele. Jeden woli tak, inny inaczej. Jeden pokaże siebie takim, jakim jest – wystawiając się dosłownie na tacy. Inny potraktuje swoje życie jak studio fotograficzne, pod którym pokazując teoretycznie dużo, ukryje praktycznie wszystko. Ma prawo? Ma!

Ty masz prawo tego nie lubić. Masz prawo też potraktować to jako projekcję czyjeś rzeczywistości. To jak – lubisz blogowy idealizm? 🙂