Ja wiem, że dziś moda na równość, równe włosy pod pachami, na nogach, równe rurki ściskające równe poślady, uda i chude łydki, ale to niekoniecznie do mnie przemawia. Nie przemawia do mnie również retoryka „Skoro mężczyźni używali przemocy, dziś my też możemy” – a wcale nierzadko się z nią spotykam w przestrzeni medialnej. Tak, szpieguję nie tę przestrzeń medialną, co powinnam. Sama sobie jestem winna.

Jest takie powiedzenie, że znamiennym jest, iż tekst „wszystkiego w życiu trzeba spróbować” odnosi się raczej do próbowania nielegalnych substancji, niż studiowania fizyki technicznej. Podobnie odnoszę wrażenie, że równać czasem chcemy w dół. Ale ale! – usłyszę – równa płaca, równe warunki odnośnie przyjęć do pracy tak Cię martwią? Nie, ale właściwie nie o tym ten tekst.

Pisałam jakiś czas temu o gwałcie na mężczyźnie. Byłam przerażona, jaki jest odbiór takiej sytuacji i jak zabawna dla niektórych potrafi ona być. Nikt się dziś nie śmieje z gwałtu na kobiecie (poza marginesem troglodytów, ale naprawdę nie warto o nim wspominać), wszyscy wiedzą, jak straszne jest to przeżycie, nawet jeśli go nie doświadczyli. Tymczasem, gwałt na mężczyźnie – no kurczę, hihi, ale no jak? Toć to bardziej seks niespodzianka!

Gdy kobieta bije

To, że potrafimy bić i bijemy w tych czasach wcale nierzadko – wiadomo. Pamiętasz dziewczyny z gdańskiego gimnazjum, które pobiły swoją koleżankę? To nie było popchnięcie czy szarpnięcie za włosy. To był regularny „oklep”, gdzie przez chwilę wydawało się, że skończą dopiero wtedy gdy dziewczyna będzie nieprzytomna.

To były jednak porachunki między dziewczynami – choć najprawdopodobniej katowana dziewczyna niekoniecznie miała ochotę coś wyjaśniać. Co gdy kobieta bije mężczyznę?

I znów robi się śmiesznie. To znaczy, że jak? Kobieta ma posturę Otylii Jędrzejczak i szuka sobie wzorca Adama Małysza, żeby mieć na kim się wyżyć? Bo inaczej, przepraszam, ale to nie ma sensu. Średni mężczyzna zawsze będzie w stanie przyłożyć średniej babie. Nawet przy nieco większych odchyleniach rozkład sił będzie raczej niekorzystny.

Patologia czy norma?

Środek wielkiego miasta. Idą dziewczyny i widzą regularną bójkę. Po chwili okazuje się, że to nie tyle bójka, co mężczyzna, cały we krwi, próbuje bronić się przed agresywną kobietą, prawdopodobnie partnerką (choć w przypadku osób z nizin mamy przecież do czynienia z konkubentami – wiadomo). Sprawa była o tyle słaba, że oboje byli pod wpływem alkoholu, jednak dziewczyny zdecydowały się pomóc mężczyźnie, podchodząc, ogarniając sytuację. Ponoć nie był to pierwszy raz.

Dlaczego pan pijany nie oddał? Kobieta była agresywna, dziewczyny musiały ostro zagrozić policją, żeby odeszła. Żeby ją uspokoić, trzeba by było ostro ją w łeb „zamalować”. Ryzyko odpowiadania za pobicie kobiety? Spore. W rozmowie wyszło również, że „pan pijany”, mimo promili, kobiety uderzyć by nie mógł. No bo jak?

No dobrze – tylko że ta para to była, delikatnie mówiąc, patologia. Czyli to się raczej nie zdarza u normalnych osób? Pewnie nie. A chłopak, który wyznał w akademiku, gdy już nadmiar alkoholu pozwalał na szczerość, że rozstał się dopiero, gdy trudno było mu wytłumaczyć innym rozkwaszony nos, to kolejny wyjątek od reguły.

Syndrom maltretowanego męża

Nie wymyśliłam tego terminu na poczekaniu. On rzeczywiście funkcjonuje i został wprowadzony przez Susan Steinmetz, choć długo nie chciano takiego zjawiska przyjąć do wiadomości. Chodzi tu właśnie o wspomnianą niemoc, gdy kobieta bije mężczyznę. Bity mąż boi się powiedzieć komukolwiek o problemie – czy to swoim bliskim, którzy albo nie uwierzą albo też polecą babie lutnąć, „żeby się nauczyła”, czy to policji.

 

Nie rozstają się z żoną (lub konkubentką), bo powoli popadają we współuzależnienie. Znamy to, prawda? Kobiety przecież też nie odchodzą tak łatwo, zdarza się że latami czekają, aż mężczyzna się poprawi albo pośle je do grobu. Przykład Karoliny Piaseckiej, która zdecydowała się opowiedzieć i pokazać swój koszmar, wiele unaocznił nam w kwestii mechanizmów przemocowych.

Przemoc psychiczna

Długo byłyśmy specjalistkami od przemocy psychicznej – jakkolwiek by to nie brzmiało. Świetnie manipulujemy czyjąś wypowiedzią, próbujemy zjednać sobie ludzi, którzy podzielą nasze zdanie. Oczywiście, to nie jest tak, że nagle zmieniłyśmy profil i bić też zaczęłyśmy nagle. Jeśli ktoś miałby kiedyś zbadać temat od strony historycznej i etnograficznej, znalazłby zapewne sporo męskich ofiar przemocy, które milczały.

Dziś zresztą milczą również, bo temat wzbudza śmiech, zarówno w społeczeństwie, jak i wśród niektórych środowisk policyjnych. Jak wytłumaczyć, że ta drobna blondynka groziła Ci nożem? Jak powiedzieć, że rzuciła się z pięściami, skoro mógłbyś pokiereszować ją dwoma ruchami pięści?

Nic więc dziwnego, że trudno oszacować skalę problemu. Z pewnością nie jest to problem o skali takiej, jak maltretowanie kobiet – choćby właśnie ze względu na różnice w psychice. Różne statystyki wskazują inaczej, mówi się o jednym pobitym mężczyźnie na dziewięć pobitych kobiet. Z drugiej strony, skoro mężczyźni nie zgłaszają swoich pobić, jak stworzyć w miarę wiarygodną statystykę?

Jak więc pomóc?

W kwestii przemocy dokonywanej na kobietach wiele zmieniło się, gdy zaczęłyśmy o niej mówić. Słowa „mąż mnie bił” brzmiały kiedyś jak powód do największego wstydu. Jak wystawienie się na pytania: Ale dlaczego? Co robiłaś, że Cię bił? A może byłaś w jakiś sposób winna? Dziś nie pozwalamy na to. Głośno krzyczymy, gdy próbuje racjonalizować się przemoc. Protestujemy, gdy ktoś próbuje sobie na temat takiej przemocy głupio żartować.

Może więc od tego zacząć? Od sprzeciwu, gdy usłyszymy, że „głupi chłop dał się babie pobić?” Od powstrzymania się od głupich komentarzy, gdy o takim przypadku dowiemy się z mediów? Od uświadomienia, że przemoc to przemoc, bez względu na to czy maltretowana jest kobieta czy mężczyzna.