Tak niedawno zastanawialiśmy się nad brzuchem Anny Lewandowskiej. Właściwie to po dziś dzień, a minął chyba jakiś rok, ten brzuch jest obiektem podziwu jednych i nienawiści drugich. Brzuch, który dzieli i to absolutnie nie dlatego, że spod oponki nie widać z boku drugiej osoby.

Właśnie o to chodziło, że miesiąc po porodzie wyglądał tak, jak mój brzuch, kiedy miałam dwadzieścia lat, tyle że Lewandowska miała na nim jeszcze mięśnie. Ani śladu po porodzie, jakby dziecka nie miała – figura po porodzie na szóstkę. Trzeba przyznać zresztą, że w wir pracy rzuciła się szybko. Również dla niektórych za szybko.

Oj, dostało się brzuchowi! Wiele kobiet znienawidziło go za to, że wyglądał tak, jak jakieś 95% brzuchów po porodzie NIE wygląda. I wyglądać nie będzie. Znienawidziło go, sądząc że oto pojawił się wzór brzucha poporodowego i teraz nie ma zmiłuj – ciężki połóg, ryczące dziecko, szybki powrót do pracy – brzuch będzie musiał wyglądać tak, a nie inaczej! Nawet jeśli przedtem tak nie wyglądał. Czy może być gorzej?

Tak! Może być gorzej

Bo oto urodziło się kolejne „royal baby”. I jak się okazuje, tradycyjnie jestem z tyłu – bo gdyby nie kolejna afera urodowa, ledwo kojarzyłabym, że pod kliniką, w której rodzi się za milijony, od kilkunastu dni koczują, niczym słonie i żyrafy z Króla Lwa fani, czekający aż Rafiki pokaże im Simbę z góry.

Tak jednak było, w dodatku po raz trzeci, więc przegapiłam drugi poród. Pewnie skubana Kate miała czelność rodzić mniej więcej w tym samym czasie co ja, czyli wtedy gdy straciłam troszkę kontakt z rzeczywistością. Nie to jednak jest dziś jej największym przewinieniem.

To powtarza się za każdym razem i razi też za każdym. Bo księżna Kate zaledwie kilka godzin po porodzie pokazuje się z dzieckiem. Nie, nie w zabrudzonej koszuli do karmienia, z przekrwionymi od parcia oczami i ogromnymi worami po kilkunastogodzinnych skurczach. Ona wychodzi do ludzi ze świeżymi, pięknie ułożonymi włosami, nienagannym makijażem i sukience co prawda luźnej, ale spod której nie wyziera brzuch. O obcasach litościwie nie wspomnę.

Jeśli rodziłaś (albo rodziła Twoja kobieta), pewnie zdajesz sobie sprawę, że brzuch po porodzie opada ładne kilka dni. Czasem wcześniej, czasem później. Rzadko jednak zdarza się, że tak po prostu po siedmiu godzinach jest na poziomie 4-miesięcznej ciąży. Ot, figura po porodzie, ale tak zaraz po porodzie, wygląda na ogół koszmarnie.

Te przypadki są niby podobne

A jednak mam problem, by podejść do nich tak samo. Bo widzisz, pracą Lewandowskiej jest fitness. Jest oczywiste, że wyćwiczonej kobiecie będzie łatwiej dojść do siebie i szanse na ładny brzuch po miesiącu, nawet bez ćwiczeń, nie oscylują w granicach błędu statystycznego.

Co prawda, ja w czasie połogu ćwiczenia bym sobie darowała. Tylko że ja nie jestem Lewandowską i nie mam przy sobie sztabu lekarzy, którzy dokładnie powiedzą, co mogę, a co nie. No i właściwie ćwiczenia daruję sobie nie tylko w połogu.

Nie mam więc problemu z Lewandowską. Bardziej bawią mnie krytyczne komentarze w jej stronę. Taka praca, że ten brzuch trzeba na powrót zdobyć jak najszybciej. Ćwiczenia, plus najwyraźniej dobre geny, jej w tym pomogły. Lewandowska to nie ogół społeczeństwa. I jeśli kiedyś lud ciemny zarzuci, że taki powinien być ogół i kobiety po porodzie powinny wskoczyć na stojącą w pokojach położnic bieżnię i rowerek, pozostaje śmiać się z ciemnego ludu.

Inaczej jest z księżną Kate

Tu mam problem, by machnąć ręką. Oczywiście, nie zamierzam krytykować samej księżnej. Taki zwyczaj. Tyle że dla mnie niesprawiedliwy.

Siedem godzin po porodzie to najczęściej czas, gdy jesteśmy jeszcze nieco oszołomione. Chodzimy już co prawda (inaczej jest po cesarce, no ale Kate cesarki nie miała), opiekujemy się dzieckiem, ale do ideału nam daleko, nawet jeśli na co dzień jesteśmy jednak ideałem urody. Nawet jeśli spokojne dziecko da nam się w szpitalu ogarnąć – umyć, ułożyć włosy, umalować się, nadal jesteśmy podpuchnięte, krwawimy tak, że zdarzają się nieestetyczne „przecieki”, a brzuch wygląda, jakbyśmy zapomniały, że mamy jeszcze jedno do urodzenia.

Oczywiście, gdzieś dopadłam jakiś czas temu opis kliniki, w której rodziła księżna Kate. I mimo że osobiście nie mam zastrzeżeń do miejsca, gdzie rodziłam ja (KLIK! Przeczytaj o kiepskich standardach porodowych), chyba nie muszę tłumaczyć, że to nie jest polski szpital. Ba, to nie jest nawet polska prywatna klinika! To miejsce, które właściwie bardziej przypomina ekskluzywne SPA, niż porodówkę.

Domyślam się więc, że ułożenie włosów, makijaż i inne to wręcz usługa gratis w pakiecie. Ot, leżysz sobie w fotelu, karmisz dziecko, dziamgolisz do niego albo po prostu patrzysz się jak cielę na malowane wrota, a kudły i nowa twarz dzieje się obok.

A jednak figura po porodzie u Kate przeraża

Choćby ten brzuch. Prawdopodobnie kilka godzin po porodzie wciśnięty w bieliznę korygującą. Choćby nawet na tę niecałą godzinę, gdy księżna pokaże dziecko i znów zniknie. Ale jednak.

Choćby to, że wstała i wyszła. Oczywiście, sama mam daleką ciotkę, która chwaliła się, że chwilę po porodzie wyskoczyła na papierosa (czasy PRL-U. Głupia sprawa, papierosy wtedy nie szkodziły), mam wokół inne przykłady, gdzie kobieta w dzień porodu wypisywała się na żądanie, bo zwyczajnie musiała wracać do domu, ogarniać rzeczywistość. Nie mówiąc o gorszych czasach, gdzie kobiety nie dbając o połóg, musiały po porodzie zaiwaniać fizycznie.

To jednak wciąż patologia, która dziać się nie powinna. Działa się, bo musiała. Czy tu stałoby się coś większego, gdyby kobiecie dano poleżeć dzień dłużej? Nie wiem, może tradycja jest równie ważna.

Trudno mi to jednak przyjąć do wiadomości.