Dlaczego mąż nie mógł Ci pomóc?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Znasz to pewnie, szczególnie jeśli siedzisz na babskich grupach. Żalisz się, że tyle pracy i nie masz w co rąk wsadzić. Że nagle los zawalił Cię obowiązkami albo też sama bohatersko wzięłaś na swoje bary nieco za dużo. To już właściwie zwyczaj, że znajdzie się ktoś, kto zapyta „Dlaczego mąż nie mógł Ci pomóc?

Sama zresztą pamiętam, jak żaliłam się w bardziej ścisłym gronie, że mam dość. Zeszłoroczna zima to było w końcu jakieś nieporozumienie i to, że jakoś ją przetrwaliśmy, to jakiś cud. Szpitale, lekarze, wieczne wysokie gorączki, noworodek na pokładzie, codzienne obowiązki… Plus kilka innych niefajnych zbiegów okoliczności. Pisałam zresztą. Toteż zdarzyło mi się żalić, mówić, że nie wytrzymuję i że mąż też już chyba wyczerpany.

No bez przesady… Czym on niby taki wyczerpany?„, „Odpocznij sobie, a mężowi powiedz, że też masz prawo czuć się zmęczona” – usłyszałam w odpowiedzi pogardliwym tonem. I wtedy mnie ruszyło. I to poważnie ruszyło. Jak to niby czym wyczerpany? Może tym samym co ja? Wstawaniem w nocy do chorych maluchów, pracą, bieganiem po lekarzach i przyzwyczajaniem się do nowej rzeczywistości związanej z pojawieniem się niemowlaka? Piersią nie karmił, fakt. Butlą kilka razy mu się zdarzało.

Mąż nie mógł Ci pomóc?

Chyba nie jestem w tej irytacji osamotniona. Jakiś czas temu inna blogerka dzieliła się, że ostatnio nieco nie nadąża, bo życie przyspieszyło. Każdy z nas ma takie chwile, że przez jakiś czas dni mijają niczym w słynnej melodyjce.

Blogerka również usłyszała „cenną” radę typu: to może czas chłopa zagonić do roboty? Przemęczasz się, a nie możesz robić za dwoje. Przypomnij mu, że równouprawnienie to już od dawna mamy. Blogerka (ja bardzo przepraszam, ale naprawdę nie jestem pewna, kto to był, a nie chcę strzelać) zirytowała się i odparła, słusznie zresztą, że to iż jest zmęczona, nie oznacza, że nikt jej nie pomaga.

Skąd to się bierze? Skąd szczególnie u kobiet taka chęć wciskania się w czyjś model rodziny i próby ustawiania obowiązków tak, aby na pewno było po równo?

Ni mo równouprawnienia

Może stąd, że mężczyzna pracujący w domu wciąż jeszcze nie zakorzenił się w naszej kulturze? Wciąż walczymy z PRL-em, gdzie mężczyzna pomagający był rzadkością. Chłop nie pomagał. Bo nie, babo, cóż Ci się zachciało? Poważnie jednak, chłop wykonywał wtedy dużo częściej pracę fizyczną, mniej dziś potrzebną. Codzienne obowiązki spadały na kobietę.

W każdym razie feminizm nam galopuje i z jednej strony fajnie, z drugiej śmiesznie i straszno. Bo dziś raczej wybieramy sobie chłopów, którzy potrafią w sprzątanie domu i ogarnianie rzeczywistości, a jeśli tego nie robimy, tekst „mąż nie mógł Ci pomóc?” i tak nie pomoże. Widać, nie mógł. Ot, takie życie. Nie mógł, bo na przykład był w pracy i niekoniecznie mógł z niej zrezygnować. Albo tak, jak najbardziej pomagał, ale życie po prostu chwilowo przytłoczyło tyloma obowiązkami, że starczyło na zawalenie jednego i drugiego. Nie mógł, bo nie mógł – dziękuję.

Co w takim razie powiedzieć?

Nie wiem czy to pytanie niesie ze sobą jakąś chęć pomocy, naprowadzenia na rozwiązanie problemu, coś jak propozycja leczenia depresji bieganiem i makaronem. Ot, jest tu biedna, przemęczona kobieta, ale ja mam rozwiązanie! Bo widzicie… ona ma męża! A gdyby tak… tadam! Gdyby tak on przestał się lenić i zaczął jej pomagać? Sprytnie to wymyśliłam, nie? Ha! Fakturę za poradę wyślę mailem, pozdrawiam cieplutko!

Litości. Nie. Nie pomagasz. Chcesz pomóc? Jeśli to nie anonimowa blogerka, a Twoja koleżanka, spytaj, jak. Czy czegoś potrzebuje. Możesz też zwyczajnie powspółczuć, czasem zwykłe „ojojoj” sprawia, że zmęczonemu człowiekowi lżej na sercu.

Nie zaprzęgaj do roboty cudzego chłopa – być może już wystarczająco zaprzęgniętego.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować