Dlaczego konkurs na największą ilość lajków jest złym pomysłem?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Zasady są proste: ludzie wrzucają swój komentarz, zdjęcie albo wykonaną pracę konkursową. Zaś inni wykonują pracę za jury, oceniając i wspierając dzieła swoimi „lajkami”. Twór, który zdobędzie najwięcej lajków, wygrywa. Wszyscy są szczęśliwi!

Tylko że niekoniecznie.

Dlaczego konkurs polegający na zdobyciu największej ilości lajków, jak potocznie nazywamy uniesiony kciuk w górę na Facebooku, jest skrajnie kiepskim pomysłem?

Zacznijmy od tego, że co jakiś czas wybucha w Internecie mniejsza lub większa afera spowodowana tym, że ktoś „wygrał nieuczciwie”. Ba, nie będę ściemniać – wieki temu sama byłam z moją rodziną w środku takowej, wygrywając pewne marzenie dla jednego z nas. Uf… Udało się!

Tym razem afera dotyczyła przedszkola, które zorganizowało konkurs na najlepszy strój ekologiczny. Tradycyjnie w konkurs wczuli się rodzice – znacie pewnie ten motyw. Praca „rodzinna” wykonana tak, że nie powstydziłby się jej artysta z ASP, a dziecko ledwo widziało ją na oczy, o udziale w tworzeniu nie mówiąc. Nie to jednak było problemem!

Lajki odkupię! Wygram konkurs na największą ilość lajków!

Prace zostały wrzucone na stronę szkoły, a rolę jury przejęli fani strony. Mieli oni „lajkiem” zaznaczyć najlepszą według nich pracę. I tu przedszkole popełniło błąd. Nie wiadomo czy wynikł on z nadmiernego zaufania wobec rodziców, czy też z nieznajomości Internetu. Faktem jest, że rodzice zaczęli lajki… kupować!

Skutek: przedszkole konkurs przerwało. Słusznie zresztą. Nagrodzono wszystkich, by żadne dziecko nie czuło się pokrzywdzone. I rodzic! Nie zapominajmy o rodzicu.

Na razie jest mało śmiesznie? Podkręćmy atmosferę: nagrody warte były może 20 złociszy. Mniej, niż kosztowały lajki u największych zapaleńców. Czego nie zrobi rodzic, aby bombelek osiągnął sukces? I czy można nazwać to sukcesem?

Dlaczego taki konkurs to zły pomysł?

Konkurs na największą ilość lajków ma pewną istotną wadę: tu nie wygrywa najlepszy. Owszem, w zamierzeniu organizatorów tak ma być. Jedni zamieszczają swoją pracę, inni oceniają i najlepszym stawiają łapkę z kciukiem – przecież to proste!

Łatwo jednak taki konkurs zniszczyć i tak się najczęściej dzieje. Jak?

  • Istnieją specjalne grupy, gdzie ludzie wymieniają się takimi lajkami w konkursach. „Pomóżcie mi wygrać, tak jak ja pomogłam wygrać wam.” I tak komentarz nie musi być wybitny, aby wygrał.
  • Wspomnę jeszcze o zakałach innych grup, czyli „Hej, mam nadzieję, że nie łamię regulaminu, ale proooszę Was, polubcie rysunek Wojtusia, mamy szansę wygrać hulajnogę!” Ręce opadają… Na klawiaturę, by wyrzucić delikwentkę z grupy.
  • Można też porobić sobie zawczasu kilka trollkont do lajkowania. Jest to czasochłonne, ale jeśli ktoś ma zamiar brać w wielu takich konkursach, może się opłacić.
  • Inni liczą na znajomych. „Cześć, dawno się nie widziałyśmy! Zagłosujesz na zdjęcie mojej Amelki?” Jeśli znajomych ma się sporo, a większość jednak kliknie – dla świętego spokoju, z powodu sympatii, rzadziej dlatego, że zdjęcie rzeczywiście jest ładne, jest szansa, by wygrać.
  • I wreszcie: kupowanie lajków. Po prostu płacisz i pod komentarzem masz polubienia. Gdzie płacisz i jak? Nie wiem. Dużo w życiu napsociłam, ale zawsze byłam zbyt skąpa na taką zabawę.

Nie chcę, by potraktowano to jako instrukcję, a ostrzeżenie. Albo informację, że to droga donikąd.

Mądry Polak po szkodzie

Trzeba przyznać, że przedszkole wybrnęło z przykrej sytuacji ze smakiem. Dyrekcja nie bała się napisać, co poszło źle, zapewne zawstydzając nieco winowajców. Było to o tyle łatwe, że konkurs był lokalny, a kombinatorzy znani.

Gorzej jest, gdy trafi się na konkurs o większym zasięgu. Co tam się czasem dzieje! Wzajemne oskarżenia o kupowanie lajków od tych, którzy sami je kupili, żądania zakończenia konkursu, wznowienia, ufundowania dodatkowych nagród.

Ja wiem – czasem trudno być sędzią i wtedy właśnie wydaje się, że konkurs na największą ilość lajków uwolni nas od sędziowania. Tylko że to złudne wrażenie. Już lepiej poprosić o pomoc w ocenie prac osobę postronną.

Bo zasady są proste. Wykonanie, tradycyjnie już, od zasad odbiega.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować