Dlaczego jesteśmy zakompleksieni?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Facetowi żona zaczęła mówić przez sen. Jakieś jęki i imię Rysiek… Bez dwóch zdań doprawiała mu rogi. Aby to sprawdzić, pewnego dnia udał, że wychodzi do pracy i schował się w szafie. Patrzy, a tu żona idzie pod prysznic, układa sobie włosy, maluje się, perfumuje i w samej koszulce nocnej wraca do łóżka. W tym momencie otwierają się drzwi i wchodzi Rysiek…

Super przystojny, wysoki, śniada cera, czarne, bujne włosy – jednym słowem bóstwo.
Facet w szafie myśli: „Muszę przyznać, że ten Rysiek to ma klasę!”.
Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie, a na nim stylowe ciuchy, najmodniejsze i najdroższe w tym sezonie.
Facet w szafie myśli: „szlag, ale ten Rysiek, to jednak jest zajebisty!”.
Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu mięśnie krateczka-kaloryfer, wysportowany, a klatka jak u gladiatora.
Facet w szafie myśli: „ten Rysiek, to ekstra gość!”.
Rysiek zdejmuje super-trendy bokserki, a tu penis cudowny – pierwsza klasa.
Facet w szafie myśli: „O żesz ty, Rysiek jest rewelacyjny”
W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się ciało z cellulitisem, obwisłe piersi, rozstępy…
Facet w szafie myśli: „O kurcze! Ale wstyd przed Ryśkiem”.

     Ten dowcip przypomniałam sobie podczas kolejnej „debaty” internetowej na temat Polaków. Bo jeśli przejrzeć internety i jeśli popatrzeć na kraje wokół nas, to mamy podobno mnóstwo powodów do wstydu. Poważnie, przeciętny Polak, jak wskazują „amerykańscy naukowcy”, ma na imię Janusz, chodzi najczęściej w tzw. żonobijce, ewentualnie kamizelce typu Bomber z mnóstwem kieszeni. Na nogach szorty i skarpetki do sandałów. Często białe. Żona Janusza, Grażyna, spieczona na skwarkę w pobliskim solarium kuzynki Jolanty, najczęściej straszy topem w panterkę, legginsami i złotymi sandałkami. Tak właśnie jadą na wakacje, na które oszczędzali ładne kilka lat. Córka Vanessa została w domu, poprawia w tym roku maturę z połowy przedmiotów, bo bez wyższego wykształcenia dziś ani rusz. Na wakacjach Janusz z Grażyną robią zdjęcia wszystkim i wszystkiemu, na plaży rozstawiają ostatni krzyk polskiej mody, jakim jest parawanik, a w samolocie klaszczą, jak uda się wylądować. Co jakiś czas Janusza i Grażynę mijają młodzi Polacy – mijają, płaczą i wstydzą się. Bo to Polacy właśnie.

Płaczemy więc i wstydzimy się, wstawiając kolejne komentarze na facebooka i inne portale. Czasem ktoś nieśmiało wtrąci, że na wakacjach, gdzie liczy się turystyka, nie leżenie na plaży, niezależnie od kraju większość panów nosi sportowe sandały i skarpety, bo bez nich zwyczajnie odparzają się nogi. Nieraz pojawiają się japonki… Osobiście wolę już skarpetki do sandałów, ale ja to pewnie typowa Grażyna jestem.

Czasem ktoś nieśmiało wtrąci, że to Rosjanie i Anglicy mają w zwyczaju zastawiać leżaki swoimi ręcznikami do końca turnusu. To nic, my rozkładamy parawany. Czasem ktoś przypomni, że Włosi i Hiszpanie bywają za głośni… No ale oni tacy są. A my? Wstyd. Ponoć Japończycy robią dużo więcej zdjęć i w ogóle, w dobie smartfonów i kijków do selfie już chyba każdy dokumentuje jakoś swoją podróż. Nie, i tak nam głupio.

Wstydzimy się również, kiedy to obcokrajowcy odwiedzają nas. Do dziś śmieję się, gdy przypomnę sobie przystanek Polskiego Busa w Łodzi, gdzie stałam w kolejce do toalety. W toalecie siedziała Niemka, a gdy wyszła, ostrzegła nas łamaną polszczyzną, że brakuje papieru toaletowego i że „A to Polszka własznie”. Panie stojące za mną w kolejce bardzo się zasmuciły, rozległy się głosy, że „No tak, tak nas postrzegają w Europie, u nas to nic nie ma, wszystkiego brakuje”, a ja przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy stoję w kolejce do toalety na przystanku, gdzie widocznie chwilowo zabrakło durnego papieru czy też Polski Bus przeniósł mnie w czasy PRL-u i gdy za chwilę będę chciała kupić sobie jakieś pogryzki na dalszą podróż, stanę w kilometrowej kolejce i dwie osoby przede mną skończy się kiełbasa… No ale ta toaleta coś za nowoczesna. I rzeczywiście, z toalety wyszedł współtowarzysz podróży informując, że nie żadne „atopolszka”, tylko Niemka nie ogarnęła podpisanego po polsku, angielsku i niemiecku guziczka, po naciśnięciu którego wylatywał papier. Miny pań za mną – bezcenne. Niestety, Niemki już nie było.

Dobrze w sumie, że nie dostrzegamy wad u innej narodowości – że nie widzimy hałaśliwych Włochów z Erasmusa, Niemców na Jarmarku Dominikańskim, obrażonych, że nie potrafimy w ich Danzigu mówić po niemiecku. Fajnie, że uznajemy, że to widocznie część kultury, obyczajowości, że taki mają charakter. Bo tak jest i miło, że akceptujemy innych. Tylko czemu przy okazji nie potrafimy zaakceptować samych siebie, z naszymi cechami, zaletami i drobnymi wadami? Dlaczego nie reagujemy, gdy obrażają nas w prasie, również w tej polskiej? Gdy sugerują nam, że jesteśmy ksenofobami, nie potrafimy modnie się ubrać i w ogóle, wstyd za nas? Dlaczego się nie bronimy?

Może dlatego, że typowy Janusz to zakompleksiony typ, który sypie głowę popiołem i powtarza, że przeprasza za Polskę?

W takim razie ja przepraszam za typowego Janusza.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować