To oni też rodzą? Jak to depresja poporodowa u mężczyzn? Przecież ona jest spowodowana w dużej mierze zmianami hormonalnymi zachodzącymi po porodzie! Oksytocyna i prolaktyna u mężczyzn? No słabo, żeby akurat wtedy coś się zaburzało.

No i problem związany z niemożnością poradzenia sobie z dzieckiem czy niską samooceną to też przecież problem raczej kobiet. Jeśli mężczyzna sobie z dzieckiem nie radzi, najczęściej po prostu zostawia to kobiecie. Więc o co chodzi?

Za czasów mojej „młodości”, jak lubię mówić, zbliżając się do starczej trzydziestki, modny był dowcip, że depresja dotyczy mężczyzn. A kobieta? No błagam, może mieć co najwyżej chandrę albo PMS. Dowcip słabych lotów? Jak dla mnie, to on nawet nie lata, a co najwyżej biega jak przetrącona kura. Tu jest podobnie, tylko tym razem mówimy o depresji, która niby mężczyzn nie ma prawa dotyczyć. Sama dowiedziałam się o niej niedawno. Temat, który pewnie niektórych rozbawi, podobnie jak bawił gwałt u mężczyzn (KLIK! Tu pisałam o tym „rozrywającym boki ze śmiechu” zjawisku).

1 na 10?

Kto z Was widząc parę ze „świeżo upieczonym” noworodkiem, ma przed sobą obraz dumnego, uśmiechniętego ojca i padniętą po porodzie matkę, której przez następne 18 lat nie jest dane odpocząć? W takim układzie nie dziwi nas fakt, że tak wiele kobiet w ciągu 1 roku życia swojego dziecka przestanie dawać sobie radę – ze sobą, swoją samooceną, z dzieckiem.

A mężczyzna? Fakt, jemu też przybywa obowiązków, ale przecież idzie do pracy, spotyka się z ludźmi, żyje choć namiastką poprzedniego życia. Skoro tak, dlaczego depresja poporodowa może dotyczyć aż 10% świeżo upieczonych ojców? Niektóre statystyki podają jeszcze mniej optymistyczne dane.

No dobrze, ale dlaczego ona się u nich pojawia?

Najpierw te nieszczęsne hormony. U mężczyzn również może występować obniżenie prolaktyny czy kortyzolu (a takie się to babskie wydawało, nie?), ale przede wszystkim rolę gra tu testosteron. Także obniżony, co ma sprawiać, że chłop łatwiej nawiązuje więź z dzieckiem. Tak też pewnie jest, jednak jak widać, nie każdemu się ten obniżony testosteron przysłuży.

Częściej jednak rolę odgrywa czynnik psychiczny. Nie da się ukryć, że pojawienie się dziecka wywołuje sporo zamieszania. Zmienia się praktycznie wszystko – nieprzespane noce, mniejsze zainteresowanie ze strony kobiety, permamentne zmęczenie, dodatkowe wydatki… Naprawdę można długo wymieniać. Rambo by wysiadł, a co dopiero taki Bartek z Opoczna czy Krzysiek z Warszawy.

Mało? Wielu mężczyzn ma zaburzone relacje z własnymi rodzicami, szczególnie ojcem (KLIK! Pamiętasz, że pisałam, jak ważna jest rola ojca?), nieraz w poszukiwaniu wzorców, którymi miałby się kierować, mężczyzna zaczyna te relacje nagle analizować. Tak, sytuacja bardzo temu sprzyja. A nagłe powroty do przeszłości i próby samodzielnego zmierzenia się z nią bywają bardzo bolesne.

To tak najogólniej, bo nie opisałam dokładnie sytuacji, w której to kobieta przejmuje opiekę nad dzieckiem, nie dopuszczając do niego ojca. Nie pisałam o przygniatającej nagle odpowiedzialności, depresji poporodowej u kobiety, co również zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia – no, naprawdę, nie wymieniłam miliona czynników.

Ok, a czym się objawia depresja poporodowa u mężczyzn?

Stereotypowy obraz depresji poporodowej? Dziecko leży w łóżku i płacze. Kobieta siedzi obok, niezdolna wstać i zrobić cokolwiek. Też płacze. Tak, bardzo stereotypowo, bo z wielu źródeł wiemy już, jak może to wyglądać. A u mężczyzny?

Występują objawy kliniczne, te same co w zwykłej depresji. Problemy ze snem (przemożna chęć spania cały czas albo brak snu), częste zmiany nastroju i drażliwość, brak apetytu albo wręcz kompulsywne objadanie się. Poczucie ciągłego lęku, zamartwianie się. Poza tym mężczyzna nie chce zajmować się dzieckiem, często robiąc wszystko, żeby do dziecka nie podchodzić. Czasem po prostu ucieka w pracę, zajmując się głównie nią.

Mówiłam o obniżonym testosteronie? Bo mimo wszystko, mężczyzna może być dużo bardziej wybuchowy, wiecznie „podminowany”, poirytowany. Płacz? Również się zdarza.

Ale do lekarza z tym nie trzeba?

„Kiedy zauważysz u kobiety po porodzie oznaki depresji, NATYCHMIAST namów ją na wizytę u specjalisty i zapewnij wsparcie!” – grzmią portale, gazety i czasopisma. Mężczyznę również wysadzamy na kopach do psychologa?

I tu nieco lepsza wiadomość: depresja poporodowa u mężczyzn często przebiega łagodniej, niż ta babska. Nieraz wystarczy szczera rozmowa, wsparcie otoczenia, podobne do tego które udzielane jest kobiecie w potrzebie, a jednak nieco inne. Oczywiście, dobra terapia nie zaszkodzi, jednak nie ma co wysyłać na nią chłopa „na siłę”.

Często przebiega łagodniej – często jednak nie oznacza „zawsze”. I tak, część mężczyzn, u których depresja poporodowa przebiega nieco ciężej, również wymaga pomocy. I to szybkiej. Pamiętaj, że depresja to zaburzenie, które może skończyć się śmiercią. Nie wolno jej lekceważyć tylko dlatego, że nie nawala nas ząb albo żołądek nie szwankuje.

A inne skutki?

Śmierć jest tym najgroźniejszym skutkiem – wiadomo. Poza tym jednak nieco mniej groźnymi, a również smutnymi, są skutki społeczne. Pogłębiające się niechęć do jakichkolwiek bliższych kontaktów społecznych, utrata znajomych oraz przyjaciół. Rozpad małżeństwa, które ciągłych wybuchów i dziwnej, niewytłumaczalnej zmiany zachowania może po prostu nie wytrzymać.

Minęły czasy, gdy opieka nad dzieckiem tyczyła się wyłącznie kobiety. Zresztą, wydaje mi się, że i część z nich odczuwa z tego powodu ulgę (albo dobrze grają 🙂 ). Tym bardziej warto jednak na tego chłopa uwagę zwrócić. Nawet wtedy, gdy na piedestale pojawia się mały, pachnący oliwką i mlekiem bobas, potem jego matka, a następnie… Czasem długo długo nic.