Skończyły się właśnie wybory! Natchnęły mnie one kolejnymi rozkminami, mimo aktywnie w wyborach nie uczestniczyłam. Nie, nie mogłam w nich uczestniczyć. Tak, uważam że gdybym mogła, powinnam lecieć w te pędy.

Jakoś tak przy okazji dziejących się tematów politycznych, nagle wychodzi na jaw, że nasi znajomi mają inne zdanie, niż my i w dodatku chętnie się nim, świnie jedne, dzielą. Brzmi jak ironia? Miało, ale to nie zawsze jest zabawne. Szczególnie że poglądy człowieka nie są stałe i nie trzeba być chorągiewką, żeby zmienić na coś pogląd, a co za tym idzie, stać się nawet pariasem we własnym środowisku.

Niekoniecznie zresztą potrzebne są wybory czy inne podobne wydarzenia. Czasem po prostu widzimy, że koleżanka, z którą kiedyś miło piło się piwo albo właściwie epizodycznie dodaliśmy ją do znajomych – chamieje lub zaczyna nam zaśmiecać ścianę czymś, czego nie lubimy.

Nie usuwamy!

Kiedyś bardzo się wzbraniałam przed usuwaniem ze znajomych. I nawet nie chodziło o to, że kurczę, głupio tak. Bo owszem, istnieje ryzyko, że człowiek zapyta się na priva, prosto z mostu „Hej, usunęłaś mnie?” – choć poza pewną pomyłką, kiedy człowieka po prostu nigdy nie dodawałam, nigdy mi się nie zdarzyło.

Po prostu uważałam, że nie wypada. I że trzeba być tolerancyjnym – nawet jeśli ktoś jest, delikatnie mówiąc, z całkowicie innej bajki i chętnie daje mi o tym znać. W ten sposób wiele udostępnień, których nie miałam zamiaru wyjaśniać, dyskutować nad nimi, wpuszczać się w maliny tłumaczeń, bo ktoś źle zrozumiał, miałam ochotę usunąć. O wielu sprawach ważnych nie informowałam – a jednak niektórym, szczególnie w wieku ponastoletnim, media społecznościowe służą nie tylko do wrzucania zdjęć kotków.

Jeszcze jedno: to, co wrzucasz w social media, to pewien wycinek Twoich poglądów. Oczywiście, jeden nie wrzuci praktycznie nic, poza swoim zdjęciem. Inny natomiast zadba, by każdy dobrze wiedział, co, jak i dlaczego uważa. Mimo to media społecznościowe zawsze niosą ze sobą ograniczenia, których nie ma podczas rozmowy nad kawą i sernikiem. Inna odczuwalność ironii, inna waga argumentów. Mam prawo nie chcieć, by ktoś wyrabiał sobie o mnie zdanie na podstawie profilu na facebooku?

Mam! Usuwamy!

I zaczęłam usuwać. Szczególnie że i tak na niedobór nie narzekam. Dawny znajomy stwierdził, że mam średniowiecze na tablicy? Hu hu! Jaki postępowy! Co miałam go martwić kolejnymi treściami? To znaczy, zapewne to było z troski i liczył, że przystopuję, a następnie przejdę na jedynie słuszną stronę… No nieważne, przeliczył się. Pożegnałam się i uwaga! Mimo to kiedy przypadkowo się spotkaliśmy, gadało nam się naprawdę miło. Niespodzianka, co? Mówiłam! Kawa i sernik w realu to jednak coś całkiem innego.

Zdarzały się i bardziej przykre „usunięcia”, gdy ktoś okazywał się być fałszywą świnią. Wspomniane w poprzednim tekście chorągiewki wywalałam w te pędy. Podobnie innych, którzy nie potrafili się zachować i obrażali wszystkich wokół. Ale nie tylko.

Bowiem w mediach społecznościowych siedzę już jakiś czas, a 18 lat skończyłam dawno. Da się przez te lata nabrać dystansu. Zastanowić się, z jakimi treściami chcę mieć kontakt, z jakimi nie. Jacy ludzie mnie nie interesują, kogo chcę obserwować.

Czy usuwać ze znajomych MNIE?

Pamiętam, jak kiedyś reagowałam, gdy odkrywałam że ktoś wywalił mnie ze znajomych. „Ale dlaczego? Co takiego napisałam? Czym się zasłużyłam?” – dziś również nieraz chwilę się zastanowię, szczególnie jeśli wcześniej ten ktoś nie był jedynie nieaktywną duszą. Tak było choćby po tekście o szczepieniach, który mimo że miał być tekstem spokojnym, nie uderzającym w nikogo, wywołał burzę i sprawił, że kilka osób z fochem odeszło. Tylko wiesz co? Miały prawo. Bo niby dlaczego nie?

Sama odchodziłam z fochem, gdy stwierdzałam, że ktoś swoimi poglądami krzywdzi drugiego człowieka. Na początku informowałam, że to nie fair, potem już szkoda mi było osłonek mielinowych na nerwach. Dlaczego więc ktoś nie miałby wywalić mnie? W końcu poglądy mam dość wyraziste.

I tak dziś, gdy odkrywam że kolejny znajomy przestał mnie właśnie obserwować i nie przyznaje się do znajomości ze mną, nie płaczę w poduszkę, nie palę mściwie bransoletek przyjaźni i nie wybieram się po kudły do laleczki voodoo. Rzecz jasna, nie zawsze mam minę olewczą niczym Grumpy Cat, czasem nawet się przejmę. Tylko że przecież każdemu wolno! Nikt, kto raz przyjmie mnie do znajomych, nie jest zobowiązany do obserwowania mnie, aż nie zamkną portalu społecznościowego.

Czy usuwać ze znajomych w takim razie?

  • Dlaczego chcesz tę osobę w ogóle wywalić?
  • Masz z nią kontakt w świecie rzeczywistym czy to jedynie wirtualna znajomość?
  • Będzie Ci brakować tej osoby? Jak bardzo?

Myślę, że resztę pytań zadasz sobie sam. Nie jestem ani za wywalaniem wszystkich jak leci, żeby Bóg rozpoznał swoich, ani za zostawianiem sobie każdego dziwaka, jaki kiedykolwiek zawitał na nasz profil. Widziałam już zarówno profile osób, które nawet wyzywane od najgorszych zostawiały dosłownie każdego, bo „co to, cenzurować będą? Niech się wypowie! Niech poświadczy o swojej kulturze”. Niby tak, z drugiej strony, dlaczego u Ciebie? Przecież może chlapać w korytku gdzieś indziej.

Widziałam też profile, gdzie każdy z każdym się zgadza. I te osoby naprawdę nie interesowały się jedynie szydełkowaniem! Zresztą, pewnie i o ściegi można nieźle się pożreć i zagrozić rodzinie dziergającego do siódmego pokolenia (tylko bufka, ty tępaku walący półsłupki!!! Doprawdy, tych idiotów od reliefowych nie powinno się z domu wypuszczać, jeszcze komuś krzywdę zrobią). Tu nic. Kaczyński musi odejść? Musi! Kobiety nie powinny mieć prawa głosu? Nie powinny! Małżeństwa homoseksualne powinny być zalegalizowane? Jak najbardziej! Każdy z każdym się zgadza. Głosu „Kurczę, niby tak, ale trochę się zastanawiam…” nie ma. Niby fajnie, ale człowiek sam ze sobą czasem już by się pokłócił.

Co zamiast wywalania?

No właśnie! Skupiłam się troszkę na facebooku, choć portali społecznościowych jest przecież więcej, a na każdym z nich inne możliwości. Nie ma co jednak omawiać wszystkiego – zostańmy przy tym nieszczęsnym facebooku, gdzie jeśli jednak chcesz mieć kogoś w znajomych, bo łatwiej Ci jest się z nim w ten sposób kontaktować, a irytuje Cię to, co wrzuca, możesz po prostu przestać obserwować. I to w opcji na stałe albo na 30 dni, jeśli boisz się, że jednak zatęsknisz!

Mało tego, jeśli taka osoba wcina Ci się w Twoje treści, dziwnie odzywając się jedynie wtedy, gdy jej to nie pasuje, również możesz je przed nią ukryć! Bez wywalania z grona znajomych.

Czy usuwać ze znajomych? Przede wszystkim, nie warto się tego bać. To tylko internet i tylko portal społecznościowy 🙂 Czasy, kiedy dyskretne wywalenie kogoś było równoznaczne z zepchnięciem go w rzeczywistości ze schodów, dawno minęły. Twój profil jest natomiast… Cóż, może nie tyle Twój, co właścicieli portalu, ale to Ty wybierasz 🙂

To jak? Wywalasz czy zostawiasz? 🙂