Co zmieni się, gdy już będzie dobrze? Czy świat po epidemii będzie zupełnie inny?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Spotkam się z przyjaciółmi! Pójdę do kina! Do teatru! – wielu z nas snuje plany, co zrobi, gdy to wszystko się skończy. Ba, sama już zaplanowałam, że najpierw pójdę na Mszę do kościoła, potem usiądę sobie w kawiarni z mrożoną kawą i bezą, a na koniec wezmę dzieci na długi spacer.

Czy jednak świat po epidemii pozwoli nam na realizację takich planów? A może wszystko będzie już wyglądać inaczej? Bo nie da się ukryć, że przechodzimy teraz mnóstwo zmian, które mają zminimalizować skutki obostrzeń wywołanych bakcylem w koronie. Sama mam poczucie pewnego przełomu, który dokonuje się na naszych oczach. I nie chodzi tu nawet o przełom medyczny.

Nie będę ukrywać, że obecna sytuacja już ma i pewnie będzie mieć jeszcze bardziej przykre konsekwencje. Śmierć wielu osób, szczególnie starszych i obciążonych, utrata dochodów, być może nawet głód i bezdomność części z nas. Szykuje się pewna rewolucja, a ta najczęściej wiąże się z ofiarami. Skoro jednak rewolucja niejako dokonała się „sama”, bo przecież żadna polska partia nie postulowała przyjęcia wirusa do Polski, warto zastanowić się, z czym zostaniemy, gdy przestanie być takim zagrożeniem. Szczególnie że to może jeszcze potrwać.

Upowszechnienie zdalnej pracy

Nie da się ukryć, że pracodawcy trochę zdalnej pracy się boją. Wciąż jesteśmy przyzwyczajeni, że mamy pracowników pod kontrolą, patrzymy im na ręce, sugerujemy dress code, nawet w najbardziej podrzędnym call center i pozwalamy na przerwę o 12:00. O czym więc mowa? A jeśli pracownik zasiądzie przy brudnym biurku, z kawą i w piżamie? Horror!

Trochę więc trwało, zanim kierownictwo w wielu firmach zdało sobie sprawę, że to, co robią ich pracownicy, może być wykonywane w domu. Niektórzy musieli się wręcz o taką opcję wykłócić. Szczerze mówiąc, nawet się nie dziwię. To wymagało przekroczenia sporego schematu myślowego. W końcu nie da się ukryć, że w domu rozpraszaczy mamy więcej, a już szczególnie teraz, gdy szkoły są wolne i dzieci siedzą nam na głowie. Wygląda jednak na to, że ten system w wielu miejscach się sprawdził.

Przy okazji kierownicy firm zauważyli, że gdy pracownik jest w domu, oszczędności można ciąć – drogie biuro z dużą powierzchnią można zamienić na mniejsze, dla dyrekcji i niezbędnych w biurze pracowników. Mniej jest również absencji, bo pracownik, który czuje się gorzej, z łóżka do biurka nieraz jakoś się doczłapie. No chyba że ma siłę tylko leżeć.

Ile firm zostanie przy takim rozwiązaniu? Tego nie wiem. Na pewno nie będzie tak, że wszyscy jak jeden przeniesiemy pracę do domu – zresztą i dziś przecież tak nie jest! Przeczuwam jednak, że pracowników zdalnych będziemy mieć dużo więcej.

Większa kontrola

Zgredy takie jak ja pamiętają dobrze atak terrorystyczny „11 września”, który zmienił nieco oblicze świata. W obawie przed terroryzmem pozwoliliśmy na kontrole osobiste na lotniskach, kamery… Świat zmienił się powoli w „Big Brothera”. Przesadziłam? Pewnie tak, bo zmieni się dopiero teraz.

Ponieważ naszym obowiązkiem jest dziś siedzenie w domu, osiedla patrolują… drony. Rzecz jasna służby wystawiające mandaty biedakom, którzy zaszyli się gdzieś na zapomnianej przez miasto łące i cicho piją piwo, już nie są maszynami. Słabo? Powstaje aplikacja mająca informować nas, że obok nas znajduje się osoba zarażona. Oczywiście, dla chętnych. Na razie…

Wymogi epidemiczne również łamią zagwarantowaną wcześniej prywatność. Dziś, gdy zarażonych jest więcej osób, powoli przestaje to mieć znaczenie, wcześniej jednak z każdą zarażoną osobą przepytywano pół miasta „czy na pewno nikt więcej nie miał kontaktu z instruktorką fitness z Wałbrzycha albo sprzedawcą pieczywa w Pcimiu”. Takie działanie było w pewnym sensie zrozumiałe, choć rodziło pole do nadużyć, że podam przykład słynnej dyrektor Sanepidu, opisującej sytuację rodzinną „pacjenta zero”.

Świat od 11 września poszedł do przodu. Teoretycznie i tak jesteśmy kontrolowani na każdym kroku. Świat po epidemii może zmienić tyle, że się o tym oficjalnie dowiemy, a nawet na to zgodzimy. Mamy wybór?

Świat po epidemii będzie światem online

Już przedtem powoli przenosiliśmy się do świata wirtualnych zakupów, choć na przykład ja pisałam o tym, że ubrań przez internet kupować nie lubię. Wciąż mam opory przed kupnem choćby spodni, ale jeśli to potrwa dłużej, mogę po prostu nie mieć wyboru.

O ten brak wyboru zresztą chodzi. Wcześniej robiliśmy zakupy online, kiedy nie chciało nam się wychodzić z domu, ale robiliśmy je również osobiście, między w centrach handlowych, szczególnie jeśli mieliśmy załatwić po drodze kilka innych spraw. Dziś zakupy w sieci są niestety koniecznością. Dla niektórych przykrą, dla innych mniej – domyślam się, że nawet jeśli będziemy je mogli robić nim zagrożenie minie, częściej wybierzemy bezpieczną opcję. Póki co, rodzi to pewne problemy – przesyłki idą, delikatnie mówiąc, dłużej, niż zwykle. Czy szybko się z tym uporamy?

Jest jeszcze jeden aspekt: bakcyl w koronie sprawił, że z dnia na dzień swoje bramy musiało zamknąć sporo sklepów i usług. Bądźmy szczerzy – wielu z nich już nie zobaczymy, gdy świat na powrót troszkę znormalnieje. Inne zaś, jeśli mogły, przeniosły się do Internetu oraz w inne miejsca. Restauracje oferują dania na wynos, nawet te, które przedtem tego nie robiły. Lekarze i specjaliści oferują konsultacje przez komunikator. Instruktorzy fitness zachęcają do ćwiczeń na internetowych platformach, szkoleniowcy zapraszają na webinary – kto tylko miał pomysł i mógł to zrobić, zmienił nieco swój model biznesowy.

Z pewnością po epidemii wielu przedsiębiorców odetchnie z ulgą, że znów może mieć osobisty kontakt z klientem i wróci do stanu sprzed marca 2020. Są jednak tacy, którzy tu się odnajdą i już nie wrócą. My natomiast przywykniemy do kupowania spodni przez internet.

Upadek kin – jak po epidemii będziemy odpoczywać?

Ja wiem, że my teraz wszyscy jak jeden mamy ochotę założyć adidaski i zrobić sobie długi spacer po mieście, parku albo lesie. Mam jednak złą wiadomość – przejdzie nam. Ten, kto przedtem grzał kanapę, nadal będzie to robić. Mało tego, również osoby aktywne mogą przyzwyczaić się nieco do siedzenia w domu. Czy będziemy więc wypoczywać wyłącznie w swoim mieszkaniu?

Kina są dziś nieczynne. Nie wiadomo, jak długo ten stan będzie trwać. Dwa miesiące? Pół roku? Tak czy siak, nie zdziwię się, jeśli firmy prowadzące sieci kin przejdą na platformy internetowe. I przed pandemią zresztą coraz więcej osób wolało takie rozwiązanie. Kino coraz bardziej stawało się miejscem ewentualnej randki, spotkania z przyjaciółmi, jednak zaczęliśmy doceniać możliwość obejrzenia hitu kinowego na własnej kanapie, z popcornem za trzy złote, zamiast niewygodnego fotela i pogryzek za kilkadziesiąt złotych.

Czy z popularnych sieciowych kin będzie jeszcze co zbierać? A może zostaną jedynie te artystyczne, studyjne, kawiarniane, a sieciówki zaczną gościć w naszych domach?

Czy rzeczywiście realia zmienią się tak mocno i świat po epidemii będzie zupełnie innym niż ten znany teraz? Czy teleporady medyczne, które przy łagodniejszych dolegliwościach są całkiem dobrym rozwiązaniem, zostaną? A może totalnie się mylę i za chwilę wszystko będzie tak, jak było przedtem?

Ja nie wiem. Tak się tylko zastanawiam.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować