Czy byłam julką? Co odwalałam, mając 15 lat?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Wesoły ten 2020 rok. Siedzimy w domu, katastrofa goni katastrofę i nawet takie inicjatywy jak „Młodzieżowe Słowo Roku” nie chcą się udać. Zaproponowano bowiem w dużej ilości „julkę” – i rzeczywiście, było to słowo słyszane na ulicy oraz czytane w sieci.

Julka jednak nie wygrała. Tłumaczono się bardzo mętnie: a to faktem, że julka „zaostrza” konflikt społeczny. Sama julka może i tak, ale słowo chyba nie bardziej niż „alternatywka” czy wcześniejsze „odjaniepawlić”, które również mogło przecież wielu urazić. Tłumaczono także, że julki są „bite na ulicach”, co słusznie wywołało salwy śmiechu. Cierpią za milijony, bidulki.

Tak czy siak, decyzja cenzorów pewuenu sprawiła, że julka mimo wszystko w społecznym wymiarze wygrała. Kim jednak ona jest?

Kim jest julka?

Kiedy kilka lat temu zakładałam konto na Twitterze, wchodząc tam może raz na ruski rok, nie wiedziałam jeszcze, że to medium opanują julki – nastolatki o poglądach radykalnie lewicowych, niespecjalnie umiejące argumentować, za to głośno krzyczące i chętnie używające słów uważanych potocznie za wulgarne, na zmianę z wtrętami z języka angielskiego.

Typowa julka słucha k-popu i chętnie łyka wszelkie lewicowe nowinki. Na tyle chętnie, że często nawet nie sprawdza, o co chodzi. Otwartość na dyskusję to u niej język obcy. Co chwilę grozi, że zaraz spakuje się i wyjedzie z kraju – nikt nie wie czy rzeczywiście zrobiłaby to, gdyby była pełnoletnia. Lubi występować tłumnie, na ewentualne „dialogi” zmawiając się przedtem w julkowych grupkach. Męskim odpowiednikiem julki jest oskarek.

Czy julka jest słowem lekceważącym? Z pewnością nie ma specjalnie pozytywnych konotacji, podobnie jak nie ma ich: madka, janusz, grażyna, seba, kuc, karyna (ach, jak pięknie się zrymowało!), zygotarianka oraz inne określenia, z których potrafimy dziś się śmiać, nawet jeśli są o nas.

Czy byłam julką?

Kto nią nie był? Czy ktoś w ogóle widział 14-latkę, która na prośby rodziców nie reaguje krzykiem „zostawcie mnie w spokoju”, płaczem, piskiem i groźbą wyprowadzenia się? No więc nie odbiegałam od tego obrazu, bezsennymi nocami snując plany ucieczki z domu, które nie mogły się ziścić. Wiecie – rodzice, którzy nagle zrozumieli swoje „błędy” i takie tam.

Mediów społecznościowych nie mieliśmy. Internet raczkował i nie każdy go miał. Licytacje o to, kto ma w życiu gorzej, snuliśmy siedząc na jakiejś bezludnej łące albo boisku.

Julka wyraża bunt za pomocą ubioru. I tu też byłam julką. Wiecznie na czarno, w martensach i długich spódnicach. Głośny krzyk zamiast argumentów? W gimnazjum, a nawet liceum, umiejętność argumentacji dopiero się kształci. Trzeba więc krzyczeć, wiadomo.

Czy nią nie byłam?

Julka słucha k-popu. Za moich czasów słuchało się… hip hopu. Ja nie słuchałam. Wykazywałam się nie lada odwagą, prosto w oczy odpowiadając na pytanie przywódczyń klasowych „Ale serio nie wiesz kto to Peja?” – „A na co mi to?” Ok, może brzmiało mniej grzecznie.

Teoretycznie więc kontestowałam rzeczywistość podobnie jak julki. Praktycznie robiłam to nieco w oderwaniu od większości rówieśników. Tu nie byłam julką. Gotyk, rock, metal nie były wtedy specjalnie modne. Subkultura emo, która pojawiła się dosłownie chwilę później, troszkę o nich przypomniała, ale bądźmy szczerzy, nie chcemy pamiętać o emo.

Mimo że prędzej bym wtedy założyła wór pokutny, niż modne różowe ciuchy, z tym samodzielnym myśleniem dyskutowałabym. Jasne, potrafiłam być inna – normalne chyba jednak jest, że patrzę z politowaniem na poglądy, które głosiłam dlatego, że głosił je jakiś mój „szkolny czy podwórkowy” autorytet.

I tak, z naszą kulturą było nieco lepiej. Oczywiście, nastolatki pyskują (niemowlęta płaczą, matki rwą włosy z głowy – są rzeczy, które się nie zmieniają), ale zachowywaliśmy w tym jakiś umiar. Wrzaski julki spotkałyby się… Właściwie nie wiem, z czym bardziej. Natychmiastową wizytą w szpitalu psychiatrycznym? Wywaleniem ze szkoły?

Schemat ten sam

Mój bunt wspominam z lekkim rozbawieniem – to pewnie dlatego, że nawet jeśli byłam julką, starałam się to robić tak, by nic mi się nie stało. A również w moich czasach przecież dzieciaki popełniały samobójstwa, ćpały, piły „ten straszny alkohol”.

Wnikliwi i bywający tu częściej pewnie skojarzą julkę z zeszłoroczną alternatywką. Podobieństw jest sporo – wciąż jednak julka niekoniecznie musi być totalnie zakolczykowana – może wyglądać całkowicie normalnie, wygląd stanowi sprawę drugorzędną, zaś alternatywka nie musi być lewaczką.

Nie wiem czy to wiek, czy coś innego, ale myśl o tym, że mogłabym być julką wywołuje dziwne „brr”. Może to i dobrze? Szczególnie że podobne wrażenie wywołuje myśl, że mogłabym być dziś taka, jak w wieku 15 lat.

Fajnie jest być starym!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować