Co to jest mochi? I jak smakuje?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

„Co to jest mochi?” – krzyknęłam sobie w samym środku Tiny pewnego dnia, gdy ujrzałam to cudo na półce jakichś słodyczy świata. Wtedy jednak jeszcze nie wiedziałam, że to ustrojstwo jest tak popularne i myślałam, że da się to jakoś ominąć i samo zniknie.

Świat jednak nie toczy się według cytatów Paulo Coelho i nie „znika” rzeczy, jeśli się nimi nie interesujemy. Nie, Bóg nie zniknie, jeśli przestaniesz w niego wierzyć. Matematyka nie zniknie, jeśli będziesz krzyczał, że to nieprawda. Z mochi chyba jest tak samo.

I tak odwiedziła mnie moja siostra, zakochana w kulturze japońskiej. Odwiedziła i oświadczyła z zachwytem, że jej chłopak kupił jej mochi. Była to w pewnym sensie zniewaga, gdyż to ja jestem w tej rodzinie osobą, która testuje nowe słodycze i nowinki. Z drugiej strony rozumiecie… To był łakoć japoński.

Tak. Mam krzywy mały palec.

Japońskie słodycze – czyli co to jest mochi?

Japonia to specyficzne miejsce, które różni się trochę od takiej Gdyni czy Wałbrzycha. Czy jest tam gorzej? Z pewnością inaczej! I tak też jest z japońskimi słodyczami. One są inne i można je kochać albo nienawidzić.

Nie byłam pewna, do której grupy pasuje mochi, więc zdecydowałam, że nabędę. Stanęłam przy ladzie i oświadczyłam, że jestem znaną blogerką i chciałabym w barterze, żeby przetestować. Był to rzecz jasna płatny barter, bo w końcu jestem bardzo znana, więc szybko go zapłaciłam, zrobiłam zakupy świąteczne i poleciałam do domu.

Wieczorem, gdy dzieci już zasnęły, otworzyliśmy paczuszkę, pełni złych i dobrych przeczuć. Wyjęliśmy… I okazało się, że mochi to taka kluska zrobiona z mąki ryżowej, która w środku ma nadzienie. W dotyku jest trochę jak cycek silikonowy. Nigdy nie dotykałam silikonowego cycka, ale teraz wiem już, jaką prawdopodobnie ma konsystencję. Jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni, jest to bardzo dziwne uczucie.

Jak smakuje mochi?

Drobna uwaga: mochi to właściwie, poza mąką, cukier. I co prawda nie jest tak słodki, żeby miało nas mdlić, ale procentowo cukru jest sporo. Jeśli więc go ograniczasz, powstrzymaj się z zakupem albo zjedz go z przyjaciółmi. Chętnie podam adres do wysyłki.

Przejdźmy do sedna! Mochi to takie trochę japońskie rachatłukum (grecka słodka galaretka w mące kukurydzianej). Tyle że dużo mniej słodkie. Mąka ryżowa idealnie równoważy słodkość. Mochi konsystencją i smakiem przypomina nieco zastygły budyń. W środku znajduje się nadzienie, które jednak nie jest płynne. Ma konsystencję gęstego dżemu z mąką. Mi przypadło nadzienie z mango, ale pomysły są przeróżne. Popularna jest choćby matcha. Z matchy robi się czasem również „panierkę” na mochi.

Mochi występują w różnych odmianach. My jedliśmy te.

Czy mochi zajęło miejsce w moim serduszku?

Nie będę kłamać – zajęło! Co prawda ze względu na cenę i zawartość cukru nie mam zamiaru kupować sobie tego niczym tik-taki, wydaje mi się jednak, że nie kupiłam ich po raz ostatni. Spodobało mi się, że nie są bardzo słodkie, a jednocześnie są konkretną nowinką. Czymś, czego raczej nie jemy na co dzień. To naprawdę dobre japońskie słodycze.

A jednak mężowi nie posmakowały. Ponoć zraziły go konsystencją budyniu. Jeśli więc nie lubisz budyniu (albo przeraża Cię konsystencja silikonowego cycka), mochi może Ci nie posmakować.

Ja jestem zachwycona 🙂

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować