Ciąża to nie choroba – och, naprawdę? Miło słyszeć

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Choroba, jak nam wszystkim wiadomo, to takie przeciwieństwo zdrowia. Do tej pory nie wymyślono zresztą chyba lepszej definicji. A zdrowie? WHO definiuje je jako „stan pełnego dobrego samopoczucia („dobrostanu”) fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecność choroby czy niedomagania.„. Jesteśmy w domu?

Ano, jesteśmy! Jesteśmy i patrzymy z niedowierzaniem na patyczek z rysującymi się dwiema kreskami. Najprawdopodobniej jednak wciąż jeszcze czujemy się dobrze – choć są wśród nas te, które dobrze terminu miesiączki nie przekroczą, a już zwracają każdy obiad. Bywa też odwrotnie i tu pragnę pogratulować szczęściarom, które do końca właściwie będą czuły się, jakby w ciąży nie były, poza lekkim ciążeniem brzucha pod koniec. Te drugie być może same powiedzą, że ciąża to nie choroba.

Tymczasem, te pierwsze z pewnością dowiedzą się tego, gdy będą chciały usprawiedliwić swój stan. Mają do tego prawo? Czy może przesadzają? W końcu baby w ciążę zachodzą od wieków! Zaryzykuję stwierdzeniem, że chyba tak jakoś od początku. Nie wchodząc w rozważania „Czy Ewa miała pępek”?

Ciąża to nie choroba – więc pracuj!

Pisałam kiedyś tekst o zwolnieniach w ciąży. Prawo oczywiście swoje, a życie swoje. I tak pierwszą ciążę praktycznie od początku przeżyłam na zwolnieniu. Z jednej strony warunki pracy nie pozwoliłyby mi jej kontynuować. Z drugiej?

Ciąża to nie choroba. A więc nie byłam chora. Wstając i czując, jak cały świat mi śmierdzi, nie byłam chora. Kręciło mi się w głowie, ale przecież nie byłam chora. Ledwo miałam siłę dojść do domu, który znajdował się na wzniesieniu… ale żebym była chora? Te wszystkie zwrócone obiady to również przecież nie choroba. Ani te kilka dni, podczas których regularnie co wieczór miałam wieczorne mdłości kończące się w toalecie.

Więc powiem od razu – bywało że lepiej czułam się, gdy dopadał mnie wirus, który uziemiał mnie w domu na zwolnieniu chorobowym.

Ale przecież kobiety pracują

Oczywiście. Ja podczas drugiej ciąży również pracowałam. Czy czułam się lepiej? Niespecjalnie. Może świat mi tak nie śmierdział. Może nauczona doświadczeniem zwracania obiadów, po prostu nic nie jadłam. Z drugiej strony, mdłości i zawroty głowy miałam tak samo, jak wtedy. Ot, jeśli było lepiej, to minimalnie. Na tyle, żeby ogarnąć dwuletnie dziecko.

I pracę. Bo pracowałam. W domu na szczęście. Są też kobiety, które pracują w tym czasie poza domem. Niektóre po prostu czują się dobrze. Co prawda, przy braku objawów związanych z 1 trymestrem warto uważać na siebie podwójnie, bo może to oznaczać problem z utrzymaniem ciąży, jednak jeśli wszystko jest w porządku – tylko się cieszyć!

Inne czują się gorzej. Jednak na tyle dobrze, żeby pracować, szczególnie jeśli mają pracę spokojną, siedzącą i blisko do toalety. Jakoś przecierpią. Jeszcze inne… jeszcze inne są ofiarami tekstu „ciąża to nie choroba!”

Kto nim częstuje?

A kto nie? Zdarza się, że najbliższa rodzina. Bo matka przecież pracowała i nawet stała po papier toaletowy w kilometrowej kolejce, a w międzyczasie sąsiad kolejkę trzymał i dzieci pilnował, kiedy poszła wymiotować w krzaki. No i tyle, jakoś tam się żyło. Już nie pamięta, jak ciężko albo że ta kolejka to raz się zdarzyła, a tak kobita leżała właściwie w łóżku, bo tyle miała siły robić. Wspomnienia się zacierają, możemy być w nich bohaterkami, ze wzgardą patrzącymi na to słabe pokolenie, co to dziecka wielkości orzecha w brzuchu nie uniesie.

Zdarza się, że szef albo nawet szefowa. Nie spojrzy nawet na zwolnienie, omiecie wzrokiem i jasno da do zrozumienia, co myśli o złym samopoczuciu w ciąży. Naprawdę, bieganie z dziećmi tak męczy? No błagam. A roznoszenie towaru w sklepie i siedzenie w kasie? Śmieszna jesteś.

Zdarza się, że sam lekarz. „Proszę Pani!” – słyszysz podniesionym głosem, bo ośmieliłaś się napomknąć, że ledwo wleczesz się z punktu A do B, po drodze znacząc krzaki strawionymi resztkami obiadu. „Ciąża to stan fizjologiczny! Sama w sobie nie jest patologią. Pani jest zdrowa! Proszę brać witaminy, kwas foliowy i nie narzekać. Po pierwszym trymestrze przejdzie. Nie Pani jedna na tym świecie gorzej się czuje.”

O komentarzach w internecie nie wspomnę. Wiesz już, że social media lubią patologie. W rzeczywistym świecie zanim coś powiesz, musisz się zastanowić czy nie dostaniesz w zęby. Zanim napiszesz w zeszycie, najczęściej zastanawiasz się czy warto tracić kartkę na durnoty. A media społecznościowe – hulaj dusza! Nic nie płacisz, a jeszcze inni ludzie zapoznają się z Twoją „konkretną, taką wiesz no, radykalną wręcz” bo przecież nie chamską opinią.

Masz prawo czuć się gorzej

Masz prawo. Mało tego, gorsze samopoczucie jest często wręcz pozytywnym objawem, świadczącym o tym że hormony działają. Pierwszy trymestr to trudny czas. Brzuszka jeszcze nie widać, a czujesz się czasem tak, jak nie czułaś się nigdy. Nikt Ci jednak nie ustąpi miejsca w kolejce czy autobusie. No chyba że zauważy targający Tobą odruch wymiotny.

Masz prawo biegać co chwilę do toalety na siku.

Masz prawo mieć mdłości, wymiotować (byle nie za często), nie mieć apetytu.

Masz prawo do ciągłych bólów głowy, senności i zmęczenia.

I oczywiście, warto się ruszać mimo wszystko. Walczyć ze złym samopoczuciem, starać się żyć, działać. Nie ma co leżeć na zapas całymi dniami w łóżku. Aktywność w ciąży jest naprawdę ważna.

Tyle że organizm nie bez powodu daje sygnał, byś zwolniła. I często są to konkretne, bolesne sygnały. Nie rób z siebie bohaterki, jeśli nie musisz. Bo ciąża to nie choroba, ale jeśli w ciąży dopadnie Cię choroba, możesz czuć się gorzej. Do tej pory pamiętam moje zapalenie zatok w 3 trymestrze – ach, wspomnienia! Poza tym przeciążenie organizmu może skończyć się wylądowaniem w szpitalu.

Nie rób z siebie bohaterki. Jeszcze będzie na to czas 😉

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować