Jeden z bardziej irytujących tekstów? Taki, który odbiera Ci prawo do własnych opinii, pod pozorem braku doświadczenia. Co taka gówniara może wiedzieć o życiu? Co ksiądz może wiedzieć o małżeństwie? Co mężczyzna może wiedzieć o dzieciach? I tak dalej.

Nie wnikam w to czy pewne zwroty są prawdziwe czy też nie. Zbyt wiele razy przekonałam się, że starsi ludzie potrafią znać życie tak, jakby przeszli je w piłce do zorbingu. Nieraz obchodzący kolejną, -dziesiątą rocznicę, o małżeństwie wiedzą tyle, jakby wzorem państwa Burtonów przeżyli je w osobnych mieszkaniach.

Pamiętam, jak usłyszałam po raz pierwszy tekst: „Będziesz miała dziecko to zobaczysz”. Pamiętam, jak usłyszałam go po raz drugi. A potem już nie liczyłam. I wiesz, co jest najlepsze? Słyszałam to, gdy nie zgadzałam się na to, że kiedy będę miała dziecko, nie będę chciała go szczepić (KLIK! Co dziś o tym myślę?), że będę chciała je szczepić dosłownie na wszystko, że gdy ktoś „rzuci na niego urok”, będę leciała odczynić – chyba żadna sytuacja spod znaku „będziesz miała dziecko, to zobaczysz” się nie sprawdziła.

Będziesz miała dziecko to zobaczysz. Ale co?!

No właśnie. Co można zobaczyć, mając dziecko? Wyobraźmy sobie matkę Amelki. Amelka jest high need baby. Nie śpi po nocach, na spacerze po kilku minutach wokół bloku alarmuje całe osiedle, że ją wózek w pupę parzy, tak że taksówki przystają żeby zobaczyć, co się dzieje. Matka zmęczona całą sytuacją straszy więc ciężarną koleżankę, że oto nadchodzą ostatnie dni spokoju i za chwilę rozpoczną się czasy, przy których szarańcze z plag egipskich były niczym złośliwy komar letnią polską nocą.

Matka jest przerażona, ale rodzi, bo co ma zrobić? Nie przeć? Rodzi Tomka. I czuje, że już nigdy nie wygra szóstki w totka, bo właśnie wyczerpała limit szczęścia. Tomek praktycznie od początku przesypia noce. Płacze, kiedy rzeczywiście coś jest nie tak i nie jest to płacz „z grubej rury”, a delikatne kwilenie. Matka Tomka, gdy ten ma trzy miesiące, wyjeżdża z nim na Teneryfę. „To jest ważne, żeby być aktywnym w ciąży i nie siedzieć jak kołek w miejscu. Będziesz miała dziecko, to zobaczysz” – poucza ciężarną koleżankę.

Która rodzi Basię. Basia każdą „podróż” do sklepu kilometr dalej kwituje histerią. Teraz już rozumiesz?

Każde dziecko jest inne. My również

Każda wychowuje inaczej. Dlatego śmiesznie brzmią słowa o jedynym słusznym wychowaniu, opatrzone końcowym hasłem: „będziesz miała dziecko, to zrozumiesz”. Co zrozumiem? Nie wychowuję Twojego dziecka.

Nawet jeśli bym wychowywała, bardzo możliwe że robiłabym to po swojemu i to z pozytywnym skutkiem. Nieraz widziałam, jak moje płaczliwe w różnych sytuacjach dziecko u kogoś innego po prostu się uspokajało. Inny tembr głosu, inna postawa. I to wystarczy.

Mamy różne poglądy na życie, często tak zakorzenione, że zrobimy coś, nawet podejmując szkodliwe ryzyko. Dziecko może je zmienić. Nie musi. Szczególnie jeśli charakterem dopasuje się do naszych poglądów. „Będziesz miała dziecko to zobaczysz, że nie chce jeść tego Twojego super zdrowego żarcia i sama kupisz mu słodycze”. Być może tak, a być może moje dziecko będzie jadło ze mną jarmuż, topinambur i inne świństwa, bo będzie to lubiło? Albo pójdę z nim do dietetyka, żeby się uspokoić i dowiedzieć się, jak zdrowo karmić niejadka? I odwrotnie.

Bezdzietni pouczają?

I tak, rozumiem że mamy wokół siebie ekspertów od polityki z dwóją z WOS-u, od religii, bo przeczytali Dawkinsa, od medycyny, bo siedzieli w długiej kolejce do lekarza. Wiem, czasem taki tekst sam ciśnie się na usta, gdy ktoś bezdzietny wymądrza się na temat Twoich dzieci, bo tak się składa że dorwał Tracy Hogg i dowiedział się, że Twoje karmienie niemowlaka na żądanie może sprawić, że zaszkodzisz dziecku i sobie. Albo twierdzi, że powinnaś na siłę przebodźcowywać swoje nadwrażliwe niemowlę, żeby się przyzwyczaiło i przestało Cię terroryzować.

Czy jednak bezdzietni lubią pouczać bardziej od innych matek wokół? A może te rady po prostu są bardziej irytujące, bo nie chcemy przyjmować ich od „laików”?

Ja właśnie od osób „dzieciatych” dowiedziałam się najlepszych kwiatków. To one opowiadały mi, jak szły ze swoim wrzeszczącym maluchem do sąsiadki, odczynić urok (czy tylko na Kaszubach uchowały się takie bzdury? A może jest jeszcze jakaś część Polski?), że krzywdzę roczne dziecko, bo nie strofuję go, gdy bezwiednie puszcza bąki i nie sadzam na siłę na nocnik.

Tylko wiesz, jaka jest różnica? Rady od tych pierwszych wkurzają bardziej, bo czujesz że wypowiada je osoba, która doświadczenia niby nie ma. Niby. Matka, wypowiadająca nawet największe głupoty albo ma zaćmienie i nie pamięta nic sprzed roku albo zwyczajnie kłamie albo ma bardzo biedne dzieci. I tyle.

Nic nie zobaczyłam

Mam dziecko i nic nie zobaczyłam. Może mam ich za mało? Może to wielodzietność (KLIK! Zobacz jak portal pseudoparentingowy pisze o wielodzietności) sprawi, że przejrzę na oczy, będę zarazem szczepić i nie szczepić, odczyniać uroki (po piątym dziecku certyfikat wiedźmy gratis!), sadzać dziecko na nocnik już na położniczym, niech się smarkacz uczy! I wiele, wiele innych.

Póki co, wątpię. A jeśli usłyszysz ode mnie styranej i padniętej po matczynych przebojach, że będziesz miała dziecko to zobaczysz, jak to jest – a bardzo możliwe że usłyszysz, to zdanie naprawdę łatwo się wymawia, masz prawo pacnąć mnie w ucho.