Szukaj
Close this search box.

Pamiętacie może subkultury? Ach, jakże nimi grożono! “Wygląd nie może świadczyć o przynależności do jakiejkolwiek z subkultur” – grzmiał kodeks uczniowski. Jakby miał śmiać śmieć świadczyć.

Kiedy byłam nastolatką, dominowali skejci i hiphopowcy, czasem zlewając się w jedną subkulturę – szczególnie w szczycie popularności hip hopu. Ja z kolei pokochałam subkulturę gotycką. Nie, nie za strzeliste wieże czy ostre łuki w czcionce, choć i to w jakiś sposób sprawiało mi wizualną przyjemność. Pokochałam za pełną emocji muzykę i czarne ubrania. No i glany, czyli buty prawie na każdą porę roku. Poza tym niemałą przyjemność sprawiało mi bycie w kontrze do mainstreamu, wiadomo.

Czy “przynależność do subkultury” sprawiała wtedy komuś jakiś problem? Trzeba przyznać, że punkt kodeksu uczniowskiego w moim liceum był martwy. W gimnazjum, gdzie rozpoczęłam przygodę z gotykiem, też niewielu się nim przejmowało, o ile człowiek nie przesadzał z makijażem i golizną. Gotyk na goliznę nie stawiał, już prędzej “skejciary” polubiły się chwilę z miniówami a’la Mandaryna długości paska od spodni oraz gołymi brzuchami.

Kto w takim razie stanowił problem? Inne subkultury? W tych czasach poza gotami można było spotkać punków, metali i skejtów. Z punkami i metalami raczej się lubiliśmy. Ze skejtami mniej. Największym antagonistą były tak zwane “technomuły” i skwarki, czyli ubrane na różowo dziewczyny, które absolutnie przesadzały z solarium. My śmialiśmy się z tego nadmiaru różu oraz brązu na ciele, one z tego, że wyglądamy jak jakieś porąbane wiedźmy i nie mamy na sobie najnowszej “różowej kolekcji.

Wyrosłam z subkultury i znów wpadłam

Latka leciały, a ja powoli zapełniałam swoją szafę ubraniami innymi niż czarne. Glany zakładałam coraz rzadziej, aż po ciąży chyba oddałam. Playlista zapełniła się różnorodnością. A ja po latach zdałam sobie sprawę, że w dorosłości to dopiero są subkultury!

I to jeszcze jakie! A ile ich jest. Jakże zawzięcie ze sobą walczą!

Dla odmiany nazywa się je “bańkami informacyjnymi“.

I już coś świta, prawda? W dorosłości dużo mniej ważne jest, czy założysz glany i małą czarną z ćwiekami, czy może dresik pewnego markowego kotka. Choć klasowość również wpycha Cię w pewną finansową bańkę. Ale ona zaczyna się już w szkole, więc tu nie ma nic nowego.

Mamy więc bańki informacyjne polityczne. A w niej ci, co piszą w mediach społecznościowych: “Do wszystkich moich znajomych! Jeśli głosowałeś na PiS, bądź tak dobry i usuń mnie z grona znajomych“. To oczywiście bardziej prymitywna forma. Wielu jednak tworzy swoją bańkę “wolnościową gospodarczo”, “socjalną” i sporo innych.

Dalej mamy bańki światopoglądowe. Tu też sporo się dzieje. Katolicy, ateiści, aborcjoniści, prolajferzy, konserwatyści, liberały… Bańki informacyjne oczywiście przenikają się wzajemnie, co zresztą generuje mnóstwo problemów – na przykład gdy konserwatywny ateista pokłóci się z konserwatywnym chrześcijaninem.

To takie dwa potężne podziały baniek, ale tak naprawdę bieżące wydarzenia potrafią bardzo szybko wygenerować kolejne, skaczące sobie do gardeł. Przykład? Pandemia wirusa w koronie. Czujecie już ten swąd napalmu od proszczepionkowca albo przeciwnika lockdownu?

Bańki informacyjne zmieszały subkultury

Sama patrzę z rozbawieniem na to, że dziś nieraz częściej dogadam się z kiedysiejszą “antagonistką” będącą dziś w mojej bańce, niż z kimś, z kim łączyła mnie subkultura. Wypadliśmy stamtąd. Wpadliśmy ponownie, w jeszcze mocniejsze ramki.

Czy subkultura mnie ograniczała? Nie i raczej każdy, kto wybrał ją świadomie, nie czuł żadnych ograniczeń. Oczywiście, możemy podyskutować tu o ludziach-chorągiewkach, skaczących po subkulturach, ale to nie ten tekst. Pewnie dziwnie patrzyliby się na mnie, gdybym nagle poszła na solarium, założyła modne wtedy futrzaste kozaki i różową miniówkę, zrobiła sobie fryzurę na borsuka (wypas! Sprawdźcie to w googlach!) albo zaczęła się szwendać po techniawach. Tylko że mnie od tego i tak odrzucało. “Normalności” również wtedy nie pragnęłam.

Subkultura nie pytała o poglądy polityczne albo o wiarę. Jasne, bywały pewnie spięcia na ten temat, ale były one niezależne od subkultury.

A bańki informacyjne? Z bańką sprawa nie jest już tak łatwa. Jasne, są bańki mniej lub bardziej gościnne, ale ogólnie cechują się one sztywnością. Pękają, gdy napotykają kant niewygodnej opinii.

Bańki i lęk

W bańce możesz czuć lęk odnośnie pewnych poglądów. Wyobraź sobie na przykład bańkę, w której odnajdujesz się perfekcyjnie. Pasują Ci poglądy polityczne, światopogląd… ale jesteś za szczepionkami. A oni nie. Czy to ma szansę się udać? Ma szansę, jasne. Ale nie zrozum mnie źle – jest jednak spore ryzyko, że bańka wypchnie Cię nieco poza nawias, sugerując ślepą wiarę w bigfarmę. To tylko przykład, proszę się nie obrażać. Lubię Cię bez względu na Twoje zdanie o szczepionkach 🙂

Ba! Sama nieraz przekonałam się, że posiadanie innego zdania w kwestiach wcale nie takich newralgicznych, może zaowocować konkretnym oburzeniem znajomych. “To może nam zaszkodzić, a Ty to udostępniasz!” – usłyszałam, udostępniając dokument o nadużyciach przy egzorcyzmach. Nam? No nie. Prawda nam nie zaszkodzi.

Czy jesteśmy skazani na swoją bańkę? To odpowiedź o to, na ile jesteśmy gotowi albo dostosować się do innych, albo przeżyć czasem gorzkie odrzucenie. Tylko że warto! Warto wychodzić do innych baniek, a nawet do “bezbańkowców”, bo i tacy się zdarzają. Tematów na życie jest tyle, że spokojnie można znaleźć punkty styczne, a nawet fajną przyjaźń! Oczywiście, gdzieś jest też “bańkowa granica”, za którą nie bardzo chcemy z człowiekiem pić kawy, ale to już inny temat.

Czy tęsknię czasem za subkulturą, która zastąpiłaby bańki informacyjne? Tak. Nie. Tak, bo dobrać się za pomocą muzyki i czarnej spódnicy było łatwo. Nie… W bańce rzadziej można ocenić książkę po okładce. Mimo wszystko z człowiekiem trzeba porozmawiać.

A to jednak rozwija. Bardzo.

Podziel się tym wpisem!

Facebook
Twitter
LinkedIn

O mnie

Karolina Jurkowska

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Archiwum

 

Instagram

Zapraszam do dyskusji