Baklawa z Lidla mnie rozczarowała. Dlaczego?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Trzy złote za taki kawałeczek dziwnego francuskiego ciasta?! Zdziwiłam się, zwiedzając Jarmark Dominikański, na którym stoisko ze słodyczami mieli wystawcy z różnych stron świata. Kto mnie zna, ten wie jednak, że słodyczom nie przepuszczę, chętnie poznam i najwyżej będę sobie pluć w brodę, że zamiast tego, mogłam mieć kawę z automatu na dworcu. Dlatego też kupiłam wtedy baklawę.

Nie pożałowałam. Właściwe po zjedzeniu dwóch trzecich kawałka miałam dość. Ciasto z pistacjami i orzechami nerkowca pływało wręcz w syropie i powiedzieć o nim, że było bardzo słodkie to jak powiedzieć o Cher, że w sumie miała jakieś tam operacje plastyczne, ale niewiele. Pamiętam, że uwaliłam tą dziwną miodową masą mojego Torbalskiego, kieckę i w ogóle, nie dało się tego wytrzeć. Aromat orzechów i reszty zaś czułam nawet po popiciu tego jarmarcznym podpiwkiem. Cudo!

Baklawa Czym w ogóle jest baklawa? W skrócie, to taki bardzo słodki przekładaniec z ciasta filo, przypominającego nieco nasze ciasto francuskie, przełożonego różnymi orzechami, migdałami i polanego słodziutkim miodowym sosem. Czyli taka słodkość w słodkości, polana słodkością. Jest to smakołyk turecki, a ja tureckie smakołyki ubóstwiam… Chałwy, pismaniye, o którym niedawno pisałam – jakoś tak Turcja wie, co dobre.

Kiedy więc zobaczyłam baklawę na półce w Lidlu, wahałam się tylko chwilę, a to dlatego, że miałam kupić chleb i tylko i wyłącznie chleb. Nic więcej. Tradycyjnie jednak zwyciężyło łakomstwo. Po powrocie do domu pochwaliłam się mężowi „Bo na Jarmarku było drożej! A tu kilka kawałków, wychodzi taniej, tyle zaoszczędzić!” Następnie otworzyłam i sięgnęłam po pierwsze ciastko.Baklawa

Ciastko okazało się być… Truflą czekoladową. Czyli siekanymi orzechami schowanymi w gorzkiej czekoladzie. Nie mam pojęcia, co one robiły w tej paczce. Mężowi smakowało, mi mniej. Reszta na szczęście okazała się być rzeczywiście baklawą.

Ustalę może jedno!

Nie spodziewałam się, że pudełkowe ciasteczka dorównają baklawie z Jarmarku Dominikańskiego, zwłaszcza że wychodziły jednak sporo taniej. Za 12 kawałków zapłaciłam ok. 12 zł. I na tym niestety, plusy się skończyły. Bo nie spodziewałam się, że będzie tak dobrze, niemniej jednak miałam nadzieję na jakiś dominujący choćby smak. W wersji jarmarcznej przenikał się aromat orzechów, syropu i ciasta. W lidlowej? Nie czułam żadnego tematu przewodniego. Było ciasto, które razem z orzechami po przełknięciu pozostawiało zamiast lepkiej słodkości, odrobinę mącznego osadu. Była odrobina słodkiego syropu wewnątrz, na tyle żeby baklawa nie była za sucha. No i była słodycz, ale o wiele za mało.

Tragedii nie było, nie ma co pędzić z reklamacją albo krzyczeć, że nie o taką baklawę myłam wczoraj okna. Jeśli ktoś zetknął się po raz pierwszy i nie wie, co stracił, zapewne nawet mu posmakuje. Nawet nie mam poczucia wyrzucenia pieniędzy w błoto, natomiast drugiej paczki z pewnością nie kupiłabym.

Wolę już poczekać do kolejnego Jarmarku.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on print

Karolina J.

Maniaczka słodyczy różnych. Zwłaszcza tych niepopularnych, których nie dostaniemy przy każdej sklepowej kasie. Lubię lato i swojego męża, nie lubię zimy i jak ktoś krzyczy i nie jestem to ja. Matka, pedagog specjalny, zainteresowana społeczeństwem, książką i byciem chudą. Nie mylić z ćwiczeniami.

Mogą Cię zainteresować