Jeszcze zanim zaszłam w pierwszą ciążę, czytałam artykuły o tym, jak ważny jest w tym okresie ruch, że nie powinno się całymi dniami leżeć – takie tam truizmy, ale przecież potrzebne truizmy.

Tylko że potem już w tę ciążę zaszłam. I okazało się, że może i „ciąża to nie choroba”, ale jak przedtem pisałam, bywały dużo lepsze stany chorobowe. Ja wiem, że są osoby które ten stan przeszły radośnie i bezboleśnie, poza ewentualnym lekkim bólem pleców w ostatnim miesiącu. Nie należę do nich. Jeszcze ciekawiej zrobiło się przy kolejnym razie, gdzie poza kursowaniem między łóżkiem a toaletą ogarniałam dziką dwulatkę. Żyć, nie umierać.

Ciężko zmusić się do aktywności fizycznej w czasie ciąży, jeśli z samopoczuciem nie jest idealnie. Czy w takim razie można sobie odpuścić i przeleżeć te dziewięć miesięcy? Niestety, poród w takim układzie widzę kiepsko i nie tylko poród. Jeśli nie ma przeciwwskazań i z dzieckiem nic się nie dzieje, a my akurat nie umieramy z powodu sensacji żołądkowych – ruszamy się! Dobra wiadomość jest taka, że nikt nie każe nam odwiedzać codziennie siłowni, robić godzinnego treningu i żyć w ciuchach sportowych. Aktywność w czasie ciąży nie na tym polega. Poniżej wrzucam kilka moich rad, dzięki którym nie dziadzieję między biurkiem z laptopem, a kanapą.

Częste spacery

Pamiętasz, jak pisałam Ci o moich częstych wizytach w ciuchlandzie przy pierwszej ciąży? Zawsze był to jakiś cel, a ja bez celu chodzić nie lubię. Teraz mam nieco łatwiej, bo celem jest wyprowadzenie dziecka na spacer. W końcu, musi się gdzieś wybiegać. Ja bez świeżego powietrza przeżyję, ale jeśli Młoda na spacer nie wyjdzie i się tam nie wyszaleje, będzie mi jednak trudno przeżyć.

Nie, nie muszą to być dalekie wyprawy. Oczywiście, w chwilach lepszego samopoczucia bywało, że kilometry same leciały, ale nie ma co olewać sygnałów wysyłanych przez organizm. Czasem wyjście do sklepu jest wyczynem i warto po prostu drogę do najbliższego sklepu potraktować jako spacer.

Woda. Dużo wody!

Bywa że piję jej za mało i nawet trochę to po mnie widać. Natomiast w ciąży nie ma tłumaczenia – woda być musi i koniec. W niemałej ilości. Na szczęście organizm sam się jej domaga. Warto ją więc mieć pod ręką wszędzie – czy to w domu, czy na wspomnianym już spacerze.

Z tą wodą zresztą jest czasem mały problem. Taszczyć baniaki ze sklepu jest ciężko, woda z kranu najczęściej nadaje się do picia, ale wiadomo jaki jest nieraz stan rur i co za tym idzie, smak. Brać potem dwulitrowe butle na spacer i obciążać się kolejnymi kilogramami – kolejny mały dramat. A półlitrówki są nieopłacalne. W dodatku, jak się ostatnio dowiedziałam, najczęściej nie można ich używać po raz kolejny.

Butelka filtrująca „Dafi”

Dlatego testuję właśnie butelkę filtrującą Dafi. Co to takiego? Najprościej mówiąc: butelka z filtrem do wody kranowej. Przyznam się szczerze, że bałam się obsługi takich „urządzeń”, szczególnie pamiętając pierwsze filtrowe dzbanki sprzed lat. I jeśli też się boisz, że prędzej butelkę popsujesz, niż się z niej napijesz – obsługi nauczyłam się za pierwszym razem. Intuicyjnie też pojęło ją moje 2,5-letnie dziecko, które pokochało ją od razu (to pewnie przez intensywne kolorki).

Nic bowiem łatwiejszego. Odkręcasz butelkę, wyjmujesz filtr węglowy, nalewasz chłodnej wody, wkładasz filtr, zakręcasz butelkę… I smacznego! Przed pierwszym użyciem oczywiście trzeba umyć butelkę (w wodzie do 50 stopni. Większa temperatura grozi odkształceniem butelki) i filtr według instrukcji, ale to też poziom trudności 1/10.

Plusy?

Po pierwsze, ekologia. Butelka Dafi (zobacz, ile ładnych kolorów!) jest wielokrotnego użytku, wykonano ją z tworzywa wolnego od bisfenolu A, którego tak się ostatnio zaczęłam bać przy butelkach jednorazowych. Podczas upałów można zawalić połowę kubła na śmieci butelkami po wodzie. Tu mamy jedną, do której po prostu co pewien czas dolewamy wodę. Jeden filtr zastępuje nawet 300 jednorazowych butelek półlitrowych. Nie produkujemy więc góry śmieci, a pisałam ostatnio, jak wyglądają plaże tonące w plastiku. Nie będę kłamać, że w temacie zero waste robię wiele, jest to jednak krok w dobrą stronę. W dodatku wygodny dla mnie krok! A wiesz, że wygoda się dla mnie liczy, szczególnie jeśli idzie za nią również oszczędność pieniędzy.

W temacie wygody, raz jeszcze wrócę do spacerów. Zdarzało mi się iść gdzieś z dwulitrową butlą – ani to poręczne, ani lekkie, ale przecież dziecko pić musi, ja też, no i mąż czasem. Butelkę Dafi możesz napełnić nawet w toalecie, spokojnie więc zastąpi, przynajmniej w mieście, większe butle. Że woda w takich toaletach śmierdzi czasem chlorem i innymi dziwnymi substancjami? Filtr węglowy na szczęście w znacznym stopniu ten smak niweluje.

Co mnie ujęło, poza wygodą, oszczędnością i ekologią? Butelką można się pobawić, zanim jeszcze ją kupimy! Na stronie sklepu znajduje się bowiem kreator, gdzie możesz butelkę podpisać (tak! Oczywiście, że to zrobiłam 🙂 ), zmienić nieco kolorki, a nawet dodać mały grawer. Jeśli butelka ma dziecku służyć w szkole czy na przedszkolnych wyjazdach, taka opcja personalizowania jest świetna, ale nie oszukujmy się, skoro ja pół godziny bawiłam się kreatorem, możliwe że i Ty wsiąkniesz, zanim jeszcze butelkę kupisz.

Do czego ewentualnie mogę się przyczepić? Kiedy rozpakowałam butelkę, przeraziła mnie nieco jej „cienkość”. Poważnie, wydaje się być cieńsza, niż jednorazówki i troszkę się tego wystraszyłam. Butelkę upodobał sobie już jednak mój mały „psuj”, który wodę mógłby pić litrami (Ha! Takie dziecko mieć!), bawiąc się przy okazji dziubkiem, miętosząc. Butelka żyje i ma się dobrze, w dodatku jest leciutka.

Dostosowane ćwiczenia

A jeśli już mamy dobrą butelkę, wodę i czujemy się dzięki niej lepiej, bo nie wiem jak wyglądało to lub wygląda u Ciebie, ale u mnie picie wody naprawdę poprawia nieco samopoczucie (a nawet imbir nie pomagał), polecam ćwiczenia. Niekoniecznie, a nawet absolutnie nie jazdę na rolkach, trampolinę czy inne podskoki. Bardziej ćwiczenia relaksacyjne, szczególnie na basenie, gdzie woda nieco odciąża nasze ciężkie ciało, pilates albo aerobik dla ciężarnych.

Tu mała podpowiedź: ćwiczenia ciążowe oferuje coraz więcej szkół rodzenia, również tych refundowanych. Jeśli więc trudno Ci się samej zmobilizować, poszukaj czy gdzieś w pobliżu nie ma takiej. Jeśli nie, w sieci jest mnóstwo filmików dla ćwiczących ciężarnych. Warto tylko, żeby były firmowane konkretną siłownią lub działalnością.

WAŻNE! Przed rozpoczęciem ćwiczeń zapytaj swojego lekarza czy na pewno nie ma żadnych przeciwwskazań. Tak naprawdę każde drobne komplikacje mogą sprawić, że ćwiczenia będą jednak niewskazane.

Piłka

Dlaczego akurat ona? Spośród tych wszystkich gadżetów w siłowni, jak ciężarki, krążki, akurat piłka? Przede wszystkim dlatego, że ona naprawdę przydaje się w pierwszej fazie porodu, kiedy ból można jeszcze spokojnie rozładować oddychaniem i kręceniem biodrami na piłce.

Poza tym, ostatnie tygodnie ciąży to często czas, w którym czujesz się dosłownie jak słoń. Wtedy nawet radosne ćwiczenia z unoszeniem rąk mogą wydawać się ponad Twoje siły. Kołysanie się na piłce i ruszanie bioderkami nie wymaga zbyt wiele wysiłku, a przynajmniej miednicę trochę rozruszasz. Oczywiście, piłka przydaje się również do ćwiczeń wymagających więcej wysiłku.

Aktywność w czasie ciąży to taka łatwa sprawa?

Wielu z nas i bez rosnącego brzucha nie jest łatwo do aktywności się zmusić, a co dopiero z małym „balastem”? O ile normalnie jednak nie grożą nam porodowe komplikacje, tak brak ruchu w ciąży naprawdę może je powodować. Wiedzą o tym kobiety, które leżeć w ciąży musiały. Zastałe mięśnie nie ruszą nagle razem z czynnościami porodowymi.

Tak więc, łatwo nie jest. A w momencie, gdy leżysz osłabiona mdłościami, wydaje się wręcz niemożliwe. Mimo to w przypływie lepszego samopoczucia warto walczyć!

W końcu, walczysz w tym momencie nie tylko o siebie 🙂

 

Wpis powstał we współpracy z marką „Dafi”.

Chcesz więcej? Wpadaj na fp Rozkminy Tiny! 🙂