Kilka dni temu nad Polską przetoczyła się burza, z gatunku tych naprawdę potężnych. W moim województwie zginęło pięć osób. Zginęli harcerze, przygnieceni drzewem w lesie. Straszna tragedia i nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak czują się rodzice i jak czuje się reszta drużyny.

Kiedy wstałam rano, niedospana i wciąż przerażona tym, co działo się w nocy, od razu zaczęłam szukać informacji na temat ewentualnych zniszczeń. A te były spore. Wtedy chyba jeszcze nawet nie dotarto do tych dzieci. Ponoć drogi były kompletnie nieprzejezdne i zawalone drzewami. Lasu praktycznie nie było.

Komentarzy tym razem nie czytałam, chcąc w sercu zachować współczucie dla ofiar i bliskich oraz nie przykrywać go raz jeden pogardą dla „myślących inaczej”. Te jednak doścignęły mnie za pomocą wrzuconego w sieć screena.

Komentarze w dużej mierze piszą trolle, ale było ich nieco więcej. Rozumiecie, tragedia stała się harcerzom z ZHR, a więc jest okazja, by ponawalać w katoli i pośmiać się, że Bozia ich nie uratowała. Fajno! Zatytułujmy jeszcze artykuł „Bóg miał plan”, jak zrobił to jeden z portali i wyśmiejmy całkowicie katolickość ZHR-u, bo przecież jest okazja! Zasugerujmy, że gdyby wszyscy jak jeden byli ateistami, nikt by nie zginął i byłoby dobrze, bo każdy uwierzyłby w komfort ośrodka na Teneryfie, zamiast ciskać się po buszu. A że to ZHR, przecież jest oczywiste, że nikt się nie ratował i wszyscy się modlili. Potem wciśnijmy tu PiS i Macierewicza, bo ci przecież w umysłach fanatyków są wszędzie. A na koniec stwierdźmy, że w sumie jesteśmy takimi szujami, że guzik nas obchodzi czyjeś życie.

Winna kadra

Wszystkowiedzący oskarżali jednak przede wszystkim kadrę. No bo jak można było dopuścić do śmierci dzieci w lesie? Już wiadomo, że tylko idiota puszcza dziecko na wakacje w leśnej głuszy bez laptopa, nowinek technicznych i zasięgu. To proszenie się o tragedię i nic więcej – bo przecież na koloniach dzieci nie umierają. Że Google mówi inaczej, wysypując listę z ostatnich lat, gdzie praktycznie co roku w jakimś ośrodku zdarzały się śmiertelne wypadki? Oj tam! No i człowiek w buszu o warunkach pogodowych powinien coś wiedzieć, przecież są informacje o frontach burzowych!

Mieszkam jakieś 100 km. z haczykiem od miejsca, gdzie zginęli harcerze. Mam w telefonie dobrą aplikację pogodową, która o dziwnych zjawiskach pogodowych ostrzegała mnie w te wakacje co kilka dni. Przewidziała zagrożenie powodziowe, informując o trzecim stopniu zagrożenia, zapowiadała burze, grad, również te, które przeszły bokiem… Uwierzysz, że tej burzy nie zapowiedziała? Podobno miała również pójść bokiem, ale zmieniła nieco kierunek. Nie wiem, na ile to prawda i czy pierwotnie miała pójść przez Suszek.

Wiem za to, że gdy się pojawiła, sama trzęsłam się ze strachu, modląc się żeby drzwi balkonowe nie wleciały nam z oknami do środka. Błyskawice wyglądały, jakby ktoś spawał za oknem, a wiatr był tak silny, że wpychał deszcz przez szpary do domu. Nie kilka kropel – podłożone ręczniki były całe mokre. Za oknem nie było nic widać. Nie wiadomo było, co się dzieje, myślałam że to trąba powietrzna. To trwało kilka minut, podczas których siedząc w domu, byłam blada ze strachu. Rano okazało się, że na osiedlu szkody na szczęście nie były wielkie i ograniczyły się do powalenia kilku drzew i zdarcia ocieplenia z jednego balkonu.

Czy zginąć można tylko w lesie?

Zginęły również osoby będące w domu – kobieta, na której komin spadło drzewo. Czasem niszczycielskiej siły przewidzieć się nie da. Czasem w obliczu częstych ostrzeżeń nieco ją zlekceważymy. Czasem zagrożenie przyjdzie z innej strony. Taka burza zdarza się może raz na kilka lat. Ostatni raz kojarzę podobną jeszcze z czasów, gdy mieszkałam w Toruniu i była chyba jednak mniej gwałtowna. Nie wiem czy któraś dorównywała tej, którą widziałam kilka dni temu. Wydaje mi się, że nie.

Nie wiem, jak było tam, w obozie. Ze smutkiem, ale i pewną nadzieją czytałam o tym, jak wszyscy, już bezpieczni wspierali się nawzajem, trzymając za ręce. Nie wiem czy kadra mogła zrobić coś ponad to, co zrobili. Wiem, że z pewnością nie jesteśmy mądrzejsi i nie mamy tu większej wiedzy, choć spoza elektronicznego ekranu możemy takich udawać.

A zginąć można nie tylko w lesie. Giniemy na mnóstwo różnych sposobów, również w ukochanej naszpikowanej elektroniką cywilizacji. Pamiętajmy o tym.


Polub fanpage „Rozkminy Tiny„!

Komentarze

komentarze