Matury już napisane, młodzież „policealna” niecierpliwie czeka na wyniki, chcąc zaczepić się na jakichś studiach, których być może już za kilka miesięcy będą żałować. Niektórzy wciąż nerwowo wertują kierunki studiów, chcąc dowiedzieć się, w czym na dzień dzisiejszy się widzą. Ja zaś lubię pomagać młodzieży, przedstawię więc jeden z cudowniejszych zawodów, jaki miałam okazję wykonywać. Szanowni Państwo, przed Wami pedagog specjalny, a właściwie specjalizacja, jaką jest oligofrenopedagog!

Wyobraź sobie teraz – jesteś u lekarza, w urzędzie czy jeszcze innym miejscu i pytają Cię o zawód. Ty zaś beztrosko i bardzo szybko odpowiadasz: oligofrenopedagog. Z satysfakcją widzisz, jak gula rozmówcy rośnie, zostaje przełknięta… Jak to zapisać? Wypowiadałeś to słowo tyle razy, uczyłeś się go i sprawdzałeś nim a akademiku, jak bardzo jesteś pijany, że potrafisz przeliterować, co też czynisz. Po kolejnej literce widzisz, jak rozmówca rzuca długopisem, po czym pyta z wyrzutem: „A mogę napisać, że pedagog?!”

Pod pojęciem „pedagog specjalny” kryć się może wiele specjalizacji, takich jak: surdopedagog, tyflopedagog (urocze nazwy, prawda?), a nawet logopeda! Oligofrenopedagog zaś zajmuje się głównie osobami z niepełnosprawnością intelektualną. I pewnie już zastanawiasz się, co zrobić, by kimś takim zostać. Najprościej poszukać oligofrenopedagogiki lub pokrewnych kierunków, których ostatnio nieco się namnożyło. Warto przy tym dokładnie wypytać uczelnię o możliwości, jakie daje konkretna specjalizacja, jej nazwa, a nawet sprawdzić to poza uczelnią. To smutne, ale zmiana nazewnictwa i różne nazwy tej samej specjalizacji sprawiły, że jedna literka czasem decyduje o ważności kierunku. Tak zresztą wkopałam się z magisterką, ale o tym innym razem.

Można też inaczej. Zrobić inny kierunek, a potem zacząć studia podyplomowe. Pod koniec licencjatu okazało się, że są nawet „weekendówki” dla nauczycieli. Ile się na nich można rzeczywiście nauczyć, tego nie powiem. Bo nie wiem.

Czy to łatwe studia?

Studia pedagogiczne to nie automatyka i robotyka czy medycyna. Przy odpowiednim nakładzie pracy ze skończeniem nie ma raczej większego problemu. Na moim wydziale „oligo” była jednak zarówno kierunkiem, jak i specjalizacją najtrudniejszą i najbardziej naszpikowaną przedmiotami. W dodatku takimi bardziej konkretnymi, przy których nie można było narzekać, że „to nam niepotrzebne, po co my się tego uczymy?”. Człowiek wkuwał i miał nadzieję, że po znalezieniu pracy będzie jeszcze pamiętał. Na szczęście jest to wiedza bardzo konkretna i przyjemna. Mnóstwo nowinek medycznych, psychologicznych, biologicznych, plus trochę historii.

Zajęcia były od rana do wieczora. Poważnie. Do dziś pamiętam zakończenie zajęć i powrót o 20:30 z toruńskiego centrum na Bielany, a następnie kilka godzin później bieg na 8:00 w to samo miejsce. Jako jedyna specjalność, mieliśmy zajęcia w piątki po południu. Zbrodnia dla kogoś, kto chciał jechać do domu.

Gdzie będę pracować?

Zacznijmy najpierw od tego czy jest praca. W Polsce nigdy specjalnie jej nie ma i trzeba się o nią starać, tu jednak nie jest tragicznie, jak choćby po resocjalizacji, gdzie z równoległej specjalności pracy w zawodzie nie dostał chyba nikt. Pracować możesz w wielu miejscach, zależnie zresztą od dodatkowych umiejętności, stażu pracy czy dodatkowych kursów:

  • w fundacji zajmującej się działalnością związaną z niepełnosprawnymi
  • w Warsztatach Terapii Zajęciowej i Domach Pomocy Społecznej
  • w szkołach i przedszkolach specjalnych oraz integracyjnych
  • w poradniach pedagogicznych
  • przy terapii indywidualnej

I w wielu wielu innych. Możliwości tak naprawdę jest sporo, bo i niepełnosprawni na szczęście są bardziej dostrzegani. Oczywiście, nie wszystkie miejsca pracy są tak łatwo dostępne. Z tego jednak co pamiętam, z mojego rocznika ten kto chciał pracować w zawodzie, ten raczej pracował. Sama pracę dostałam cztery miesiące po obronie i to właściwie po miesiącu dorywczego szukania. Nieco ciężej było z drugą, ale również po nieco ponad miesiącu siedzenia w domu byłam zatrudniona.

Doradzam oczywiście kontakt i zdobywanie doświadczenia już w trakcie studiów. Wkręcenie się w środowisko bardzo później pomaga.

Co Ci się przyda?

Kondycja. Pracując w przedszkolu, szkole czy w innych miejscach gdzie są niepełnosprawne dzieci, z pewnością się zmęczysz. Sama nieraz biegałam, nosiłam mniejsze maluchy i raczej mało miałam czasu, by usiąść.

Zdolności manualne. Przydają się podczas usprawniania manualnego niepełnosprawnych, a także w pracy w Warsztacie Terapii Zajęciowej oraz w innych miejscach, gdzie powstają handmade’y. Oczywiście, nie są one konieczne. Pracowałam w „wtzcie” mimo posiadania dwóch lewych rąk. Kreatywnością można łatwo zastąpić takie zdolności i tworzyć nieco łatwiejsze cudeńka.

Cierpliwość i empatia. Będziesz pracować z ludźmi, do których będzie trzeba odpowiednio dotrzeć, którzy nieraz bardzo nie będą chcieli z Tobą pracować. Z takimi, którzy mimo wieku nie będą potrafili powiedzieć, dlaczego dziś nie umieją tego, czego uczyli się miesiąc temu (złe samopoczucie? Drapiąca podszewka?) i którzy nie zawsze poradzą sobie ze swoją frustracją. Empatia przyda się, by pamiętać o traktowaniu ich stosownie do wieku – niestety, wciąż zdarza się „ciumkanie” do dorosłego mężczyzny z zespołem Downa.

Czy będę bogaty?

Pracując jako oligofrenopedagog? Pod pewnymi warunkami, jak bogaty mąż, wygrana w totka czy ustawieni rodzice – jak najbardziej! A poważnie, to niestety nie jest praca, w której zbija się kokosy. Często pensje, zwłaszcza te w pierwszych pracach, są niewiele ponad płacę minimalną albo i nawet na niej się opierają. Odpowiednimi kursami, podyplomówkami i szkoleniami oraz stażem pracy da się wywalczyć więcej, choć średnia krajowa jest tu raczej rzadkością.

Po co więc pchać się w taki zawód? (KLIK! Czemu akurat ten kierunek?) Człowiek się narobi, nauczy, napracuje i nawet specjalnie nie zarobi. Może dlatego, że to praca dająca spełnienie? Przynajmniej niektórym, bo i też nie każdy musi być do tego stworzony. Przed pójściem na takie studia naprawdę doradzam przejść się do pobliskiego ośrodka, warsztatów dla niepełnosprawnych i popytać o możliwość wolontariatu, a następnie pobyć tam kilka godzin. Były na moim roku osoby, które dopiero na studiach dowiedziały się, że absolutnie nie chcą w ten sposób pracować. Żadna to tragedia, bo przecież studia do pracy nie zobowiązują, po co jednak utrudniać sobie życie? Tym, którym taka praca spodoba się jeszcze przed studiami, nie muszę wyjaśniać, dlaczego warto w ten sposób pracować. To wciąga. Po prostu.

Dlatego też zachęcam!

 

Komentarze

komentarze