Od jakiegoś czasu praktycznie wszędzie poruszam się z wózkiem, w którym wożę sobie dziecko. Czasem przy okazji załatwiam różne zakupowe oraz inne sprawunki. Podobnie zresztą jak inne „wózkowe”, gdyż większość z nas nie ma komfortu zostawiania dziecka w domu z osobą towarzyszącą za każdym razem, gdy musi coś załatwić. Zakupy z wózkiem są i były normą.

Muszę przyznać, że póki co spotykałam się głównie z pozytywnym odbiorem – zdarzało się, że przepuszczano mnie gdy berbeć marudził, a ja miałam niewielką ilość produktów, zagadywano do niego, śmiano się, rozbawiano, słowem, chyba w każdym sklepie i miejscu, w jakim byłam z wózkiem, czułam się z nim mile widziana. Może poza PKP Intercity, gdzie dzieć troszkę przeszkadzał pasażerom, ale tu szkrab dał porządnie w kość, no i to nieco inny rodzaj „usług”. A przypominam, dziecia mam głośnego i wymagającego.

Włos mi się więc zjeżył na głowie, gdy przeczytałam o Katarzynie Bogatko, kobiecie która została wyproszona z ciuchlandu. Przy czym nie była to miła odmowa, kobieta usłyszała, że z dziećmi chodzi się na spacer do parku, a nie na zakupy, a wózek może przed sklepem zostawić. Z dzieckiem. Wyobrażacie to sobie, idziecie sobie ulicą, a tu przed sklepami zostawione tak sobie dzieci w wózkach, bo matki przecież muszą zrobić zakupy. Standard przecież.

Do parku, a nie mi tu po sklepach!

Podobnie zresztą jak spacerki po sklepach, zamiast do parku. To przecież oczywiste, że matki żywią się miłością do dziecka i zarówno siebie, jak i malucha, potrafią w tę miłość ubrać. Mało tego, jak się postarają, to miłość wygląda jak najnowsza kolekcja z Pepco! Po co więc miałyby chodzić do sklepów, skoro mogą w tym czasie iść do parku? Bezczelne i kapryśne! Kiedyś były inne czasy. Dzisiaj nie ma czasów!

No dobrze, ale to jedna kobieta. Innej spadł na głowę meteoryt, na trzecią zleciał samobójca z siódmego piętra. Nie ma co tworzyć regułek, pomyślałam i wpisałam w googla „nie wpuszczono jej z wózkiem”. I domyślacie się pewnie. Otworzyło mi się kilka ciekawych przypadków, jak kobieta z Grajewa, niewpuszczona do zwykłego spożywczaka „Społem”, bo „matki kradno do wózków”, gdzie polecono jej… wziąć dziecko na ręce i poprosić pracownika o pomoc w zrobieniu zakupów. Oczywiście, to już w artykule, bo zapewne na żywo takiej pomocy ze świeczką można było szukać. Inna, w Poznaniu, nie kupiła butów, bo nie wpuścił jej sprzedawca w obuwniczym, również z obawy przed kradzieżą.

Można ironizować, można się śmiać, ale czy rzeczywiście kobieta miała prawo wyrzucić matkę z wózkiem? Katarzyna Bogatko, która „przypadkowo” związana jest ze stowarzyszeniem antydyskryminacyjnym, twierdzi że nie. To tyle, jeśli chodzi o przepisy prawne. A te ludzkie, zapisane, że tak cynicznie się wyrażę, w naszym serduszku? Nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie, żaden z nas nie urodził się wrednym nastolatkiem, większość z nas jednak w tym wózku z matką kiedyś latała.

Nie ma w nas krzty empatii?

Wydaje mi się, że nie, a przynajmniej nie zawsze. Pół biedy, jeśli sklep ma dość szerokie przejścia i mamy pełną swobodę ruchu z wózkiem, ale przecież są sklepy, zwłaszcza te małe, w których wózek praktycznie się nie mieści! Co wtedy? Jako matka, mogę w duszy pomstować na zły układ, kipieć oburzeniem, najgorsze natomiast co mogę zrobić, to wciskać ten wózek „na siłę”, bo a nuż widelec się uda. Podobnie z ciuchlandami i miejscami, gdzie łatwo coś zwinąć pod wózek. Sama chodząc po takich miejscach, wózek staram się trzymać tak, żeby nikt nie posądził mnie o to, że właśnie zwinęłam dziecku kilka sweterków po dwa złote. Przykre? Być może, z drugiej strony bardziej przykre jest to, że ludzie rzeczywiście nagminnie kradną w ten sposób. Nie ma się co oburzać, jeśli prośba o przesunięcie wózka czy wyjście jest umotywowana i wyrażona uprzejmie.

W przypadku pani Bogatko niestety uprzejmości zabrakło, a wyszło wręcz chamstwo, zarówno sprzedawczyni, jak i reszty klientów. O ile oczywiście wersja medialna jest wersją rzeczywistą, bo być może wyglądało to całkiem inaczej i piekielną osobą, która nie chciała wyjść z wąskiego przejścia, była matka z wózkiem. Jak było naprawdę, pewnie się nie dowiemy. Pozostaje nam co najwyżej liczyć na wzajemne zrozumienie i uprzejmość. Zarówno ze strony sprzedawców, którzy powinni zrozumieć, że wózek i dziecko nie zawsze da się zostawić w domu, a kraść można na tyle sposobów, że wózek w spożywczym naprawdę jest jednym z tych sposobów rzadszych, jak i matek, które, o ile nie mieszkają na wsi głuchej, mogą iść do sklepu obok, jeśli ten jest za mały i za ciasny, a wózek się w nim nie mieści.

Komentarze

komentarze