Na początku studiów przyszedł mi do głowy jeden z wielu „szalonych” pomysłów. Co powiesz na wolontariat w hospicjum? – zapytałam koleżanki po ulubionych zajęciach z pogranicza tanatopedagogiki. Koleżanka również się zapaliła, po czym inna koleżanka, która również próbowała się tym zająć, ostudziła nieco nasz zapał.

„Bo do tego trzeba się nadawać. To nie jest tak hop siup, gdy codziennie widzi się praktycznie nieżywych”, usłyszałyśmy. Bzdury? Tak, dziś wiem, że są to bzdury. Nie żałuję co prawda, że nie poszłam do hospicjum, bo trafiłam do świetlicy przedszkola specjalnego, gdzie byłam równie potrzebna. Wiem jednak, iż wolontariat w hospicjum to sprawa, nad którą zastanawia się wielu innych, podobnie, jak zastanawiałam się ja.

A jednak ciężko czasem tak po prostu pójść i zapytać. Zbyt wiele w naszej głowie mitów, zbyt ciężkie wyobrażenia o ponurych ścianach, w których praktycznie bez opieki konają ludzie.

Zuzanna jest człowiekiem – orkiestrą. Wolny czas plasuje się dla niej gdzieś między Atlantydą, a potworem z Loch Ness. Wśród mnóstwa aktywności, znalazła również czas na pomoc w hospicjum. A co fajne, jest również jedną z „wielu” moich sióstr (ach, wielodzietność!). Zgodziła się więc odpowiedzieć na kilka pytań, które trapiły kiedyś mnie i które, jak zdążyłam zauważyć, trapią wiele innych osób. Chcesz się dowiedzieć, na czym polega wolontariat w hospicjum? Siadaj, czytaj i nie bój się zadawać pytań w komentarzu.

Hospicjum na co dzień

Tina: Co w hospicjum należy do Twoich obowiązków?

Zuzanna: Kwestia obowiązków jest bardzo indywidualna. Niektórzy wolontariusze czują się dobrze tylko w rozmowach z chorymi przy herbacie, inni wolą pomóc zmyć naczynia i podłogi. Ja gdy przyjeżdżam, to raczej w porze, w której jest rozdawanie śniadań, karmienie i mycie podopiecznych. Chyba w tym czuję się najlepiej.

Tina: Gdybym zaczęła teraz wolontariat w hospicjum, co mogłoby mnie w takim typowym dniu przerazić i sprawić, że zraziłabym się do takiej formy pomocy? Czy było coś takiego co sprawiło, że nie chciałaś tam wracać?

Zuzanna: Pamiętam, gdy pierwszy raz tam poszłam i już na starcie zaprzyjaźniłam się z jedną panią. Czytałam jej wiersze, dużo rozmawiałyśmy. Gdy po kilku dniach zmarła, mocno mną to wstrząsnęło i było mi ciężko znaleźć dystans do tego, że to w końcu hospicjum i ludzie tam umierają. Dopiero po kilku dniach wróciłam, gdy poukładałam sobie, że właśnie po to tam jestem – żeby pomóc tym ludziom i być przy nich na ostatnim odcinku życia.

Oprócz tego nie sądzę, żeby coś mogło człowieka zrazić w hospicjum. Wolontariusze i pracownicy są do siebie życzliwi, panuje miła atmosfera. To coś całkiem innego niż „smutna umieralnia”, która przychodzi nam do głowy, gdy zastanawiamy się, jak w takiej placówce jest.

Tina: Jakie cechy mogą nas zdyskwalifikować jako dobrego wolontariusza?

Zuzanna: Nie wiem czy są takie cechy. W hospicjum jest tak wiele rzeczy do roboty, że myślę, iż każdy znalazłby coś, co by mu pasowało.

Tina: Jesteś bardzo młodą dziewczyną i pewnie niejedynym wolontariuszem w tym ośrodku. Więcej jest młodych wolontariuszy czy nieco starszych? A może więcej jest wolontariuszek?

Zuzanna: Oj, wolontariusze są w bardzo różnym wieku! Myślę, że zdecydowanie więcej jest kobiet.

Początki

Tina:Skąd pomysł na wolontariat w hospicjum? Co Cię do tego pchnęło?

Zuzanna: Już wcześniej o tym myślałam, zresztą działania pomocowe organizowałam również przedtem. W każdy wtorek organizujemy też w Gdyni pikiety antyaborcyjne. Kiedyś usłyszałam od przechodnia, żebyśmy poszli do hospicjów, to zmienimy zdanie co do ochrony życia ludzkiego. Pomyślałam, że w sumie czemu akurat teraz nie przekuć zła, które wylało się z tych słów, w dobro? Jeszcze tego samego dnia sprawdziłam gdzie znajduje sie najbliższe hospicjum.

Tina: Co musiałaś dokładnie zrobić, żeby tam pomagać? Weszłaś po prostu z ulicy i zaczęłaś swoją przygodę z wolontariatem?

Zuzanna: Nie, nie, niestety musiałam trochę się naczekać, bo najbliższy kurs na wolontariusza był dwa miesiące po tym czasie. Każdy przyszły wolontariusz musi przyjść na trzy krótkie spotkania, żeby dowiedzieć się, jak nie zrobić sobie ani podopiecznym krzywdy.

Tina: Chodzisz do hospicjum codziennie czy w ustalone dni tygodnia? Jak dużo czasu trzeba na taki wolontariat przeznaczyć?

Zuzanna: Chodzę gdy tylko pozwala mi na to czas, choć nie jest łatwo pogodzić pracę, szkołę i wolontariat, ale staram się. To ile czasu przeznaczamy, jest zależne od nas. Są wolontariusze, którzy chodzą codziennie, inni raz na długi czas lub tylko w określone dni tygodnia. Pracy przy chorych jest sporo i każda para rąk się przydaje

Jak pogodzić się ze śmiercią wokół?

Tina: Hospicjum to miejsce, w którym pobyt najczęściej kończy się śmiercią. Jak radzisz sobie z tym, że dziś nie ma już tej osoby, którą wczoraj się opiekowałaś?

Zuzanna: Czasami robi mi się smutno, ale raczej już nie przeżywam tego jakoś mocno. Wiem że jestem tam dla nich, żeby nie czuli się samotni w tym ciężkim dla nich czasie i to jest najważniejsze.

Tina: Czy przywiązujesz się do osób, którymi się opiekujesz? Był ktoś, kogo szczególnie Ci zabrakło albo będzie brakować?

Zuzanna: Zawsze trochę przywiązujemy się do osób, którymi się opiekujemy. Warto mieć cały czas świadomość tego, że jesteśmy tam, by pomóc im przejść na drugą stronę.

Tina: Pracujesz z dorosłymi ludźmi, mimo że w mieście masz przecież hospicjum dziecięce. Dlaczego dorośli, a nie dzieci?

Zuzanna: Hospicjum dziecięce stoi w budynku obok, ale opieka nad dziećmi wygląda inaczej niż nad dorosłymi i musiałam długo czekać na kurs. Obecnie mam uprawnienia do obydwu placówek. Chciałabym chodzić do jednej i drugiej.

Dziękuję za rozmowę!

I przypominam, że chętnie rozwiejemy inne Wasze wątpliwości 🙂

Komentarze

komentarze