Kilka lat temu cały świat znów śmiał się z Polski. Wiadomo, że co pewien czas cały świat się z nas śmieje i w zależności od tego, jaka opcja polityczna opanowała u nas piedestał, merdia podają, że świat śmieje się z czegoś zupełnie innego. Tym razem jednak świat nie śmiał się z naszej polityki, ale z pewnej matki, która uwierzyła córce, że ta zaszła w ciążę z basenem hotelowym.

Nie zwalałabym tu winy na brak rzetelnej edukacji seksualnej ani nieobeznanie się z pismami młodzieżowymi typu „Bravo”, z których pryszczaty nastolatek dowiaduje się, że „Nie, Twoja matka nie zajdzie w ciążę od Twojego nasienia pozostawionego na desce klozetowej”. To raczej wina bezkrytycznego wpatrywania się w dziecko. Przecież moje dziecko skłamać nie może! Poza tym… kiedy? Ona ma dopiero 16, 18, 20, 26, 30 (niepotrzebne skreślić) lat! Z pewnością czuła się na TO za młoda! I w ten sposób córcia tak owinęła sobie mamusię wokół palca, że matka gotowa była pozwać basen o alimenty. Zabawnie, prawda?

I tak i nie. Kilka dni temu kolejna mamusia, ponoć wykształcona i obyta, popełniła podobny błąd, co mamusia od basenu. A zaczęło się tak, że przyszedł do niej nad ranem synek i zapłakał, że policja go ścignęła za niewinność. Młodzian miał na sobie znaczek pewnej radykalnej partii o komunistycznych sympatiach i do tego ponoć policjanci tak bardzo się przyczepili, wyzywając chłopaka od części napędowych roweru, lewaków i podobnych. Za niewinność biedak dostał mandat w kwocie 600 złotych.

Mamusia, jak się okazało, pracowała w jednej z bardziej poczytnych gazet, sprawę więc rozdmuchała. Zaczęło się od łzawego wpisu na facebooku, gdzie przepraszała biednego zdyskryminowanego synka, że wychowała go bez lęku do policji i opowiadała całą, przytoczoną przez biednego synka historię. Potem był artykuł. Na końcu kolejny, z tłumaczeniem policji, gdzie okazało się, że policja podczas całej akcji miała w głębokim poważaniu znaczek, który zapewne leżał razem z pijanym delikwentem na bruku. Po podniesieniu „pijanego delikwenta” ten zaczął grozić swoimi kontaktami w partii, w prasie (znów mamusia) i utratą pracy. Sprawa się rypła. Bardzo.

Chłopina nie był pierwszym dwudziestolatkiem, który oszukał mamusię.

Zresztą, kto z nas nie ma na sumieniu „Mamo, nic nie piłem!”, „Przysięgam, jedno piwo!”, „Mandat? Jaki mandat… aa ten… mamo, bo policjant źle patrzył! A nie miałem jak się kłócić” – niech pierwszy rzuci kamieniem. Jednak w odróżnieniu od wspomnianych mamuś, tej od basenu w Egipcie i tej od wpisu na facebooku, nasze najczęściej nie wierzyły. Nie żeby robiły aferę, bo przecież tłumaczenie piękne, więc co najwyżej machały ręką. Może nawet dla świętego spokoju nie wnikały, na ile przedstawiona przez nas prawda jest prawdą.

A może wierzyły? Owszem, były i takie. I są. Gotowe kłócić się w szkole, że synuś popchnął koleżankę, bo ta go sprowokowała. Że na pewno nie palił papierosów za szkołą, bo ona by zauważyła i to pewnie guma była. Że umiał na sprawdzian i pani go złośliwie zestresowała. Że ona tylko pływała w basenie i w ten sposób zaszła. Że on nie był pijany, a jedynie miał znaczek swojej ukochanej partii.

Pytanie, gdzie leży granica? Gdzie zaufanie zmienia się w ośmieszanie?

Komentarze

komentarze