O moich przygodach z poszukiwaniem idealnej torebki mogłabym pisać i pisać, dlatego też właśnie to robię! Pewnie zgodzisz się ze mną, że większość producentów dziś robi torebki, które nie tylko wyglądają tak, żeby być modne jeden sezon, ale i mają ten jeden, jedyny sezon przetrwać.

Oczywiście, znam i takie kobity, które ze swoją torebką, podobną do tej, którą i ja nabyłam i zaraz zniszczyłam, pochodziły o wiele dłużej. Nic w tym dziwnego, bo ja strasznie niszczę torebki. W swoim życiu przeprowadzałam się dobre kilkanaście razy, zarówno jako dziecko, jak i już duża (dorosła nie przejdzie mi przez klawiaturę) kobieta i być może to sprawiło, że z przyzwyczajenia noszę przy sobie połowę dobytku.

Kiedy więc zaczęłam się spodziewać rychłego wychynięcia na świat potomka, podjęłam decyzję o kupnie solidnej torby, która zastąpi mojego ślicznego, ale sfatygowanego już, podniszczonego i poplamionego Torbalskiego. Moje wymagania tradycyjnie były kosmiczne. Otóż, torba miała być:

  • pancerna, nie do zdarcia, wytrzymać zarówno nalot bombowy, jak i ciskanie nią o podłogę, pospieszne wyciąganie grzebienia z dna i kilka kilo nacisku bagażu
  • pojemna, jako że w torbie noszę naprawdę wszystko. Fajnie żeby pomieściła pampersy, ubrania, portfel, wysypane chrupki, chusteczki, grzebień i mnóstwo innych rzeczy
  • w miarę ładna, estetyczna
  • mieć wiele kieszonek. Nie cierpię kitrać małych drobiazgów w jednej dużej kieszeni. Dwie dodatkowe kieszenie na przodzie lub z boku to minimum!
  • nie kosztować za dużo

A może frytki do tego? Pokój na świecie też Ci załatwić? – złapał się za głowę mąż… I zaczął szukać w sieci, bo co mu innego pozostało. Jako że jest specem od wyszukiwania informacji i żadne makabryczne wymagania nie są mu obce, podał za chwilę ciekawą opcję. Znalazłam kilka opinii, przeczytałam, zapoznałam się i kupiłam torbę Skip Hop Duo Signature Grey. Jak się okazało, lepiej trafić nie mogłam! Plusy, plusy i jeszcze raz plusy i praktycznie żadnych minusów – a ja bardzo lubię tych minusów szukać. Po kolei więc.

Jakość

Torbę posiadam już półtora roku. Kiedy do mnie przyszła, przestraszyłam się, że jest dość jasna, a ja mam zwyczaj szybko brudzić torby ziemią, zalewać je i ogólnie robić z nimi brzydkie rzeczy. Nic, zupełnie nic się z nią jednak nie zadziało. Dzięki lekko śliskiemu (ale wciąż estetycznie chropowatemu) materiałowi nie ima się jej żaden brud. Nie da się też przykleić żadnej naklejki, ale to chyba tylko ja lubię sobie okleić torbę. Właściwie poza tym, że jest lekko wypchana, wygląda tak jak zaraz po zakupie.

Przed zakupem czytałam opinie kobiet, których torebki przetrwały dwoje, a nawet troje dzieci i dalej były zdatne do użytku. Jestem w stanie w to uwierzyć, widząc jej jakość na dzień dzisiejszy.

Pojemność

Jak już wspomniałam, mam zwyczaj napychać torbę do granic możliwości. Kiedyś w torbie mieściły mi się dwa jabole, ciepła bluza, tenisówki na zmianę, portfel, grzebień, parę kosmetyków i kilka innych rzeczy. Dziś jabole zamieniłam na pampersy, ciepłą bluzę na ubranie zapasowe dla dziecka i w ogóle, jakoś tak stałam się stara i nudna. Jednak nadal potrzebuję przepastnej torby, która przeciętnego zaglądającego biedaka wchłonie swoją czarną dziurą.

Torba Skip Hop naprawdę spełnia to zadanie. Nie dość, że ma mnóstwo małych i dużych kieszonek, ta największa mieści naprawdę wiele. Momentami mam wrażenie, że jest z gumy, gdy ledwo ją dopinam, a za chwilę jestem zmuszona schować coś jeszcze.

Estetyka

Torby szukałam w ósmym miesiącu ciąży i zastanawiając się nad „mamusiną”, przejrzałam wiele bardzo dziwnych wzorów, pasujących raczej do nawiedzonej przedszkolanki albo kogoś, kto rodząc dziecko, sam cofnął się do wieku wczesnoszkolnego. Najczęściej błądziłam w dziwnych nieestetycznych esach floresach.

Skip hop bardzo dba o estetykę. Ich torby najczęściej wyglądają jak zwykłe torby uliczne albo też mają bardzo delikatne wzorki. Torba Skip Hop Duo Signature Grey to trochę kompromis między jednym a drugim. Nie jest co prawda delikatną torebką na wieczorne spotkanie, ale już jako torba codzienna o wyglądzie bardziej sportowym daje radę. W dodatku jest na tyle „unisex”, że gdy zmęczymy się nieco dźwiganiem torby i bieganiem za szkrabem, bez lęku przed ośmieszeniem się może wziąć ją mąż.

Kieszonki

To jest chyba mój największy ból, kiedy szukam torebki! Zawsze musiałam mieć przynajmniej dwie dodatkowe kieszenie z przodu albo z boku. W epoce shopperek i innych jednokomorowych toreb z płaczem i bólem serca godziłam się czasem na jedną dodatkową.

Skip Hop wynagrodził mi te lata męki. Otóż, posiada nie jedną, nie dwie ani nawet nie pięć kieszonek. Jest ich aż dziesięć! Tak! Dziesięć kieszeni, w których można gubić wszystkie swoje drobiazgi, a przy tym wyglądających tak estetycznie i tak cudnie ukrytych, że przyznam się bez bicia… Jedną z nich znalazłam przypadkowo pół roku temu.

Koszta

Cena co prawda nie należy do tych najwyższych, birkinka to nie jest, Louis Vuitton również. Jest jednak nieco drożej niż w większości sieciówek w centrach handlowych. Te z sieciówek jednak lubią się bardzo szybko psuć – jeśli więc wziąć pod uwagę stosunek ceny do jakości, torba Skip Hop Duo Signature opłaca się i to bardzo. Zwłaszcza że jest to jednak torba, którą można spokojnie przypiąć do wózka, co też robiłam, dopóki nie przeniosłam się na delikatną spacerówkę.

Polecam więc! Choć chyba specjalnie nie muszę, gdyż coraz częściej Skip Hopy migają mi gdzieś na wózkach i ramionach. I wcale mnie to nie dziwi. Jedyne co boli, to fakt że niestety nie jest to polska firma, a takie wspierać lubię. Pozostaje więc mieć nadzieję, że pojawi się na polskim rynku konkurencja. A może taką znacie?

Komentarze

komentarze