Wraca dziewczyna nad ranem do domu. Pokłóciła się z resztą towarzystwa, więc idzie sama, przez park, bo tędy wiedzie najprostsza ścieżka do jej domu. Nie każdy przecież mieszka w centrum, gdzie drogi prowadzą dużymi, oświetlonymi ulicami. Tam widziano dziewczynę po raz ostatni. Sytuacja miała miejsce kilka lat temu, nadal jednak nie wiadomo, co się stało. Historią żyła wtedy cała Polska.

Jakiś czas temu odgrzebałam starego bloga. Pośmiałam się, stwierdziłam, że w sumie jestem dość stała w poglądach, bo niewiele się zmieniło. Trafiłam też na wpis, gdzie nieco przerażona nakreśliłam sytuacje, jakie miały miejsce po tym wydarzeniu. Otóż, w przestrzeni internetowej mało było wyrazów współczucia dla biednej matki dziewczyny, która zapewne odchodziła wtedy od zmysłów. Mnóstwo było za to pytań: gdzie ona miała rozum? Po cholerę w tym wieku szła na imprezę? Czemu szła nad ranem przez park, bez towarzystwa? Sama jest sobie winna!

Blog wisiał sobie wtedy na serwerze pewnej gazety znanej z poglądów bardziej lewicowych, teoretycznie można było więc spodziewać się zrozumienia dla mojego przerażenia „samsobiewinnizmem„. Nic bardziej mylnego. Notka została umieszczona na głównej stronie, a więc komentarzy miałam sporo, mimo że bloga na co dzień czytało może kilkanaście osób. I prawie każdy w komentarzu odsądzał dziewczynę od czci i wiary, że tak zacytuję jeden z nich: „Owszem, nie usprawiedliwia to gwałtu czy morderstwa. Ale jak czytam o panience, która po kłótni z chłopakiem wylatuje z mieszkania, obrazona na cały świat, w środku nocy, w podłej dzielnicy – no to do cholery, jak się nie ma głowy, to się potem płacze. Zdrowy rozsądek trzeba mieć.” Niestety, prawidła i rozsądek swoją drogą, a życie wybiera czasem drugą. I okazuje się, że Ty, rozsądny człowieku, kilka dni po osądzeniu dziewczyny idziesz w nocy ciemną uliczką w podejrzanej dzielnicy – bo musisz. Bo zmusiła Cię do tego życiowa sytuacja. I co teraz?

 

Czym nie jest samsobiewinnizm?

Samsobiewinnizmu” nie można mylić z daleko idącą lekkomyślnością, polegającą na życiu tak, jakby zakazów i nakazów nie było. To oczywiste. Jeśli w sopockim klubie biegasz od faceta do faceta i z każdym pijesz drinka, współczuję przykrego zakończenia, ale łatwo je przewidzieć. Jeśli, mimo ostrzeżeń, robisz coś głupiego i ponosisz konsekwencje, trudno winić o to kogoś innego. Nic nie zwalnia nas od podejmowania życiowych środków ostrożności, mających zminimalizować ryzyko nieszczęścia. Nie widzę jednak, jak miałabym zastosować tę zasadę do próby powrotu do domu Iwony. Albo mam nieostrożne towarzystwo, albo prawie wszystkie kobiety w moim otoczeniu wracały kiedyś nad ranem do domu, zwłaszcza jasnym letnim”nadranem”. Minimalizowanie ryzyka to przecież nie obłożenie się poduszkami i przeżycie w ten sposób do późnej starości.

Zwolennicy „samsobiewinnizmu” winę znajdą zresztą wszędzie. Samotna matka z pięciorgiem dzieci prosi o pomoc? Głupia dzieciorobka, narobiła bachorów, niech teraz kombinuje! To że dwa lata temu zmarł jej mąż czy wystąpiły inne przyczyny pogorszenia sytuacji, nie jest ważne. Znajomy w wieku 25 lat nie może znaleźć żadnej pracy? Może gdyby robił coś przez ostatnie kilka lat, zamiast siedzieć dupą do góry. Nie ma znaczenia, że opiekował się chorymi rodzicami, a potem długo wychodził z depresji. Rodzice proszą o pomoc dla chorego niemowlaka? Również sami sobie są winni. Jest przecież usg, wszystko było wiadome, można było „załatwić sprawę” przed porodem. Nie wierzysz, że ludzie są na tyle głupi, żeby tak powiedzieć? Poważnie, widziałam takie głosy. Czy to wymaga komentarza?

 

Ideologia „samsobiewinnizmu” jest ideologią niebezpieczną.

Teoretycznie jest to teoria wygodna, bo zwalnia od przejmowania się drugim człowiekiem. Ktoś, kto wpadł w tarapaty, jest kretynem i idiotą, niezależnie od tego, dlaczego w nie popadł. Masz prawo nim gardzić i cieszyć się, że nie musisz mu pomagać, pochylić się nad nim czy w jakiś sposób przejąć się sprawą. Odpada również obwinianie się o brak poglądów na daną sprawę i bycie bezideowym, bo przecież pogląd masz, w swoim mniemaniu nawet dość „radykalny”!

Samsobiewinnizm jest jednak pułapką – mało kto przejdzie życie bez potknięcia się. Być może jutro złamiesz nogę, biegnąc na autobus. Być może to Twoje neuroprzekaźniki zaczną nagle wariować i nagle zdasz sobie sprawę, że nic nie możesz zrobić i jesteś w głębokiej depresji. Być może – w każdej chwili coś może się stać. Naprawdę, cokolwiek. A wtedy, im gorliwszym wyznawcą samsobiewinnizmu jesteś, tym bardziej żałośnie w tym momencie wyglądasz i tym bardziej nie jesteś osobą, której chce się pomagać. Bo po co? Sam sobie piwa nawarzyłeś.

Komentarze

komentarze