Są takie statystyki, które sprawiają że krew na chwilę przestaje płynąć albo wręcz przeciwnie – zaiwania po ciele z prędkością większą niż zwykle, sprawiając że oblewasz się potem. Niby nie dotyczą Ciebie i może nawet nikogo z najbliższych Ci osób, ale i tak ogrom zniszczeń sprawia, że nie czujesz się w tym momencie fair wobec świata i masz zamiar „coś” naprawić. Tylko co? Miałam tak, gdy zobaczyłam ostatnią statystykę dotyczącą rozwodów w Polsce.

Czy jest bardzo źle? Zacytuję za pch24: „Na każdy tysiąc małżeństw zawartych w Polsce w roku 2014 rozpadło się aż 349. W ubiegłym roku rozwód sfinalizowało 64 tysiące par, a 1700 znalazło się w orzeczonej przez sąd separacji.” Rozumiesz – jeśli braliście ślub w zatłoczonym czerwcu albo sierpniu i czekaliście przed kościołem, aż wyjdzie poprzednio ślubująca para, a gdy wychodziliście, na Wasze miejsce szykowała się następna, statystycznie jedno małżeństwo nie przetrwa.

No ok, ale co Cię to obchodzi?

Naprawdę, przestraszyła Cię statystyka dotycząca innego małżeństwa? Innych ludzi? Tak łatwo Ci oceniać? Ciesz się, że żyjesz w szczęśliwym małżeństwie, zajmij się tym i nie zaglądaj ludziom w życiorysy! Pewnie nawet nie przypuszczasz, jak kiepskie scenariusze pisze czasem życie!

Oczywiście, nie mam zamiaru stawać Wam teraz pod domem z tabliczką „Dość rozwodów!”. Wielu z nas pewnie zna przypadki, gdy odejście od męża czy żony było konieczne. Przypadek Karoliny Piaseckiej (Zobacz: Ogromne brawa dla Karoliny Piaseckiej! Pokazała schemat przemocowca) nie jest przecież jedynym w Polsce. Przemoc w związkach i małżeństwach jest częstsza, niż wielu z nas się to wydaje.

Naiwnością jednak byłoby zwalać całą albo prawie całą statystykę na przemoc. Bądźmy ze sobą szczerzy, zwłaszcza że wielu z nas takie przypadki zna – coraz częściej rozwód brany jest za szybko. Bo nie chce się nam czegoś naprawiać, pójść na terapię małżeńską, bo na horyzoncie pojawił się On albo Ona, zakochaliśmy się i postawiliśmy zauroczenie wyżej, niż więź z małżonkiem. Bo nagle okazało się, że gdzieś się nie dogadujemy, nie chce nam się walczyć z prozą życia… Nie będę wchodzić w szczegóły i wymieniać naprawdę śmiesznych i banalnych powodów rozwodu. Być może znacie je sami. Jeśli wierzyć statystykom, po latach rozwodu żałuje aż ok. 74% kobiet i 60% mężczyzn.

Skutki

Dlaczego tego nie chcę? Nie dlatego, że jestem katoliczką i instytucja małżeństwa jest dla mnie ważna, choć pewnie daje mi to większy ogląd na rozmiar zniszczeń. A te niestety, są ogromne. Warto zacząć od dzieci, choć jak się okazuje, statystyczna większość rozwodników jest bezdzietna, a każde kolejne dziecko zmniejsza „szanse” na rozwód. Tak czy siak, dziś widzę że moim znajomym z rozbitych rodzin ciężej jest budować solidny związek. Nie jest to niemożliwe, ale fundament, który inni mają za darmo, trzeba sobie wyrobić samemu.

Wybiegłam w przyszłość – pamiętajmy jednak, że my, Polacy lubimy rozwodzić się z iście włoską ekspresją, angażując w to widzów, dzieci, znajomych i innych, żonglując alimentami i unikając ich płacenia oraz walcząc o dzieci. Nie muszę chyba w tym momencie przytaczać tabelek i opowiadać, jak to wpływa na dziecko. Myślę, że również wiemy i często to „skądś” znamy. Jeśli nie z autopsji, to z otoczenia. Dziecko z rozbitej rodziny częściej niż to z pełnej będzie wchodziło w przypadkowe relacje seksualne i związki bez przyszłości. Częściej też będzie na siłę szukało miłości i wpadało w inne ryzykowne zachowania.

Co z „bezdzietną większością”? Stres generowany przez sprawy rozwodowe powoduje ogólne pogorszenie zdrowia i stany depresyjne. Oczywiście, nie ma co generalizować, że zawsze tak jest i każdy rozwód kończy się chorobą psychiczną oraz deprywacjami u dzieci – nie bez powodu jednak w Teksasie pod pewnymi warunkami wnioski rozwodowe są rozpatrywane dopiero rok po ich złożeniu, w Norwegii zaś dla chcących się rozwieść rodziców obowiązkowe są spotkania mediacyjne, podczas których wskazuje się również skutki rozwodów dotyczące dzieci.

Nawiasem mówiąc, przeraża mnie również biznes, jaki próbuje się ukręcić na rozpadzie rodziny. Kojarzycie te słynne torty rozwodowe, stylizowane na parodię ślubnych? To tylko wierzchołek góry lodowej. Organizowane są już całe targi rozwodowe, gdzie nieszczęśliwy mąż może poszukać detektywa, zawiedziona żona dobrego adwokata i psychologa, tak by wszyscy byli zadowoleni. Taka współczesna wersja danse macabre.

Czy to potrzebne?

Być może oburzysz się, bo wiesz, że nie dało się inaczej. Być może dopiero po odejściu od żony możesz oddychać równo, bez lęku. Być może nawet wychowanie samotnie małych dzieci nie jawi Ci się jako trudne, od kiedy w końcu odeszłaś od męża. Być może Twoja córka po Twoim rozwodzie założyła szczęśliwą rodzinę i dziś dziękuje Ci, że zdecydowałaś się na ten krok i dołożyłaś wszelkich starań, żeby wychować ją w poczuciu miłości oraz bezpieczeństwa. Być może czytasz te statystyki i po ludzku się wkurzasz, bo mimo że się rozwiodłaś, one Cię nie dotyczą. Wszyscy wiemy, że statystycznie pan i jego pies mają po trzy nogi.

Nie wchodzę w niczyje życie i nie oceniam konkretnej Zosi, która opuściła Adriana czy Krystiana, który uciekł od Gosi. Przyczyny znają jedynie Zosia, Gosia, Adrian, Krystian, plus ewentualnie ich znajomi oraz rodzina, jeśli zechcieli się nimi podzielić. To oni ocenią, prędzej lub później, czy odejście od siebie było przykrą koniecznością czy też można było jeszcze powalczyć, pójść na terapię, spróbować od nowa, jeszcze raz i kolejny. Nie mam zamiaru twierdzić, że jedna trzecia małżeństw w Polsce rozwodzi się z byle kaprysu. Tak nie jest.

Jednak jeśli jest to aż jedna trzecia małżeństw, nie zamierzam udawać, że każdy z nich miał ważny powód, dla którego nie mógł dalej żyć z drugą osobą. Coś poszło solidnie nie tak, gdzieś pogubiliśmy pewne wartości i jak dla mnie, trzeba by o tę rodzinę jednak wspólnie powalczyć. Nie o tę konkretną rodzinę. Ogólnie.

Statystyki: rozwodprzemyslto.pl

Komentarze

komentarze