Zawrzało w blogerskim (pół)światku. I to ostro zawrzało! Czyżby ktoś opublikował wpis naszpikowany błędami ortograficznymi? A może wyszło na jaw, że Kasi Tusk teksty pisze tata? Jest jeszcze lepiej. 11 grudnia opublikowano kolejny ranking wpływowych blogerów Jasona Hunta.

Jeśli jesteś blogerem, pewnie nie muszę tłumaczyć, o co chodzi. Jeśli zaś wolisz trzymać się z daleka od blogerskiej patologii, uprzejmie wyjaśniam – jest to jeden z bardziej liczących się rankingów kolesia uznawanego przez wielu za „nauczyciela” blogosfery. I oczywiście, możesz być znany, lubiany, a ludzie mogą Cię czytać i bez tego, że tam jesteś. Nie zmienia to faktu, że agencje reklamowe ten ranking lubią, no i że daje on niektórym jakąś tam szansę wybicia się.

No więc zawrzało. Jak się okazało, z porażką (?) pogodzić się ciężko. Jeszcze kilka dni temu prawie wszyscy blogerzy opisywali się w komentarzach u Kominka – prezentowali swój blog, osobę, osiągnięcia i inne. A potem opublikowano ranking. Na grupach blogerskich natomiast posypały się komentarze.

Z gratulacjami?

Tak, tych było sporo. Sama gratulowałam kilku osobom, które znalazły się w rankingu. To nie są ludzie, którzy raz na dwa dni wrzucą coś na rozzalona.blox.pl i cieszą się, że piszą. Te osoby pracują na to całą sobą, niektóre postawiły wszystko na rozwój bloga i mają nadzieję, że to zaowocuje. Wielu z nich z tego właśnie żyje. Pojawienie się tam jest ogromnym sukcesem i jest czego gratulować.

Wiadomo że sam ranking jest nie tyle celem, co „efektem ubocznym” ich pracy, ale może im trochę pomóc. Szczególnie tym, którzy dopiero zaczynają się piąć i wciąż jeszcze wiele pracy przed nimi.

Nie znasz Kominka to cię tam nie ma

Wow! A co trzeba robić, żeby się znaleźć w takim rankingu? – spytała jedna z osób, która dopiero zaczęła blogową przygodę. „Niewiele. Pójść na kilka eventów blogerskich, zagadać do Jasona vel Kominka, wziąć udział w jego kursie, wejść mu w tyłek i sukces murowany”. Serio, były podobne sugestie i odpowiedzi.

Chyba nie muszę komentować. Wiele z nazwisk rankingu to marki same w sobie, o których było nieraz głośniej, niż o samym twórcy rankingu. A reszta? Pewnie mniej lub bardziej promowała swoją osobę. Na stos! Jak mogli? Zamiast po cichu publikować posty, mając nadzieję, że nikt nie przeczyta?

A może nawet rzeczywiście zagadali na którymś blogerskim spotkaniu do twórcy rankingu? Niewybaczalne. Z pewnością miejsce w rankingu mają dlatego, że w odpowiednim momencie podbiegli z kawusią. Z pewnością.

Muszę coś dodawać?

Ja tam nie chcę być. To głupota

Inni głośno i dobitnie po ogłoszeniu rankingu muszą powiedzieć, że nie rozumieją sensu tego całego rankingu, wyścigu i innych i wcale nie chciałyby się tam znaleźć. Wielu z nich pewnie nawet szczerze, choć domyślam się, że i wśród nich są tacy, którzy po cichu wysłali zgłoszenie na maila. W każdym razie, ranking blogerski jest głupi, a już w ogóle ranking Kominka, który przecież jest seksistą i obraża ludzi, to już jest podwójnie głupi. No i był kiedyś ktoś kto poprosił, by z rankingu go wypisać. To on jest bohaterem, nie tegoroczni zwycięzcy. Wiadomo.

I jasne. Nikt nie musi lubić Kominka. Nikt nie musi udawać, że szczytem marzeń jest zaistnieć w jego rankingu. Bo nie musi, jest wielu topowych blogerów, którzy w rankingu się nie pojawiają. Tylko czy trzeba o tym mówić z taką pogardą przy ludziach, którzy właśnie cieszą się, że tam zaistnieli? Żyłka Ci pęknie, jeśli tego nie zrobisz?

Tam są nie ci, którzy powinni być

Wiadomo. Przede wszystkim powinnam tam być ja, a tak jesteście skazani na kłótnie, co zrobić żeby ranking był idealny. A poważnie, ja również uważam, że powinny się tam znaleźć pewne osoby, które się nie znalazły. Myślę, że wielu innych również ma pomysł na umieszczenie tam kogoś i w sumie to normalne. To nie jest obiektywny i demokratyczny ranking blogerski, gdzie głosowano nad każdą osobą. To ranking jednego blogera, ewentualnie kilku marketingowców.  Nie wiem w sumie.

Tylko co z tego? To że ktoś powinien się tam znaleźć nie znaczy, że inni na to nie zasługują. Że muszą słuchać, jak mówisz że obiektywnie (bo Twoje zdanie jest obiektywne) w tym rankingu są: same słabe nazwiska/te same twarze/blogowe lizusy/ parentigowcy/szafiarki/inne.

Pamiętam jak pisałam o tym, że blogerzy to też ludzie i kradną (KLIK!). Oczywiście, mogą to też być ludzie zazdrośni, bo czemu i nie. Nawet rozumiem, że komuś się miejsce w tym rankingu bardziej marzyło i nie może przełknąć guli. Tyle że jesteśmy dorośli. Możemy odetchnąć trzy razy, zapalić papierosa, jeśli palimy, zrobić sobie kawę, a potem zastanowić się czy na pewno chcemy napisać, że ranking blogerski ssie, nie ma znaczenia, a te osoby, które tam są, nie powinny w nim być?

Czy też jak raz, możemy po prostu wziąć pod uwagę, że ktoś może się cieszyć i nie psuć im tej zabawy powyższymi tekstami albo innymi typu: „Kominek? Nie znam. Tych ludzi z rankingu też nie znam. Nikogo nie znam.” Bo jutro będziemy pisać o hejcie (Ha! Ja już pisałam. KLIK!) i ludzkiej zawiści. I zapomnimy, że powinniśmy podać siebie jako przykład.

Komentarze

komentarze