Patrzę jak oczarowana! Co prawda wiek produkcyjny u mnie jest jeszcze świeżą sprawą, o dzieciach myślę jedynie w kontekście przyszłego zawodu, ale przecież niemowlaki są po to, by je podziwiać! Obce niemowlaki, znaczy się. Własne są jeszcze po to, by nas męczyć. No więc gapię się na tą cudną istotkę na matczynych rękach i nagle coś miga mi koło uszu. Kolczyk?!

Niemożliwe. Skąd kolczyk u niemowlaka? Mały omam wzrokowy zdarza się każdemu i wcale tu nie żartuję. Może tak słońce padło? Tylko że znów coś miga. Wyciągam szyję i widzę… jednak kolczyk. Taki zwykły na wkręty. Pamiętam, że tak mnie wtedy zatkało, że przestałam głupio popiskiwać do biednego dziecka.

To było spory czas temu. Dziś cudów w postaci zakolczykowanych niemowląt widziałam już mnóstwo. Dyskusji na temat kolczykowania również – sama blogosfera aż kipi od wyrażanych własnych zdań. Po co więc tu jeszcze moje?

Może dlatego, że oprócz posiadania dziecka, przedtem z nimi pracowałam? Już wtedy wiedziałam jedno – przekłuwanie uszu niemowlętom to bardzo kiepski pomysł!

No dobrze, ale dlaczego?

Wielu rodziców jako argument wskazuje seksualizację dziecka od jego najwcześniejszych lat. I ja uważam, że z seksualizacją maluchów niestety mamy problem, a niektórzy chcą go jeszcze bardziej pogłębić. Tyle że nie sądzę by akurat kolczyki sprawę pogarszały. Seksualizacja dziecka to nie kwestia kolczyków i nie kwestia pomalowanych do przedszkola paznokci. To temat na jakieś kilka (jeśli nie kilkanaście) kolejnych wpisów, gdzie przekłuwanie uszu niemowlętom byłoby jedynie marnym dodatkiem.

Niemowlaki przez życie przewijały mi się dość często. Młodsze rodzeństwo, czyjeś dzieciaki, w końcu i mój niemowlak. Każdy z nich przy częściach ciała, a szczególnie głowy, grzebał sobie, jak tylko mógł. Ciągnął za język, tarmosił za nos, uszy... Że nie złapie małego wkrętu? Głowy sobie uciąć nie dam. Zbyt często widziałam, jak niewyćwiczone maluchy, które teoretycznie o chwycie pęsetowym jeszcze nie powinny nawet wiedzieć, nagle brały coś w dwa palce. W ogóle, jeśli macierzyństwo czegoś mnie nauczyło, to tego że gdy mówię „Moje dziecko na pewno tego nie zrobi„, mylę się w 8 na 10 przypadków.

No i ból. „Moja Krystynka nie płakała” – no nie wiem, może w szoku była. Sama jednak przekłuwane uszy miałam, dużo później i oczywiście, rwanie zęba to nie jest, ale nie okłamujmy się, że to całkiem bezbolesna sprawa. Po co zadawać niepotrzebny ból niemowlakowi, który jeszcze nie rozumie, dlaczego ma cierpieć? A pamiętajmy, że gojąca się dziurka swędzi, czasem również leciutko pobolewa. Fakt, że kolczyki są piękne (KLIK! Tu pisałam o ślicznych kolczykach z kamienia), ale naprawdę nie można z tym poczekać?

A starsze dzieci?

Dalej wchodzi moje pedagogiczne doświadczenie. Tak, jestem na tyle radykalna, żeby twierdzić że i wczesny wiek przedszkolny to trochę za wcześnie. Choć… Do dziś pamiętam autystyczną dziewczynkę, która pierwszy kontakt ze mną złapała właśnie wtedy, gdy o sweter zaczepił się jej wiszący kolczyk. Piękna chwila… Zrozumie ten, kto miał do czynienia z dzieckiem ze spektrum autyzmu. A przecież nic nie powiedziała, nawet na mnie nie spojrzała. Stanęła bokiem i ręką naprowadziła na zaczepiony kolczyk.

To jednak tylko piękna dygresja. Tu skończyło się dobrze. Na szczęście w innych przypadkach również, a trochę ich było. Odpadały wkręty i małe kolczyki się gubiły, nieco większe zaczepiały o swetry, bluzy, włosy. O tych wiszących nie wspomnę, bo do tej pory trudno mi pojąć, że rodzice do przedszkola, gdzie dzieciaki turlały się i ganiały, zakładali dzieciom wiszące kolczyki.

Pewnie, można chcieć dziecku te kolczyki zakładać „od święta”, na niedzielę czy wyjątkowe okazje. Tylko że przecież i tak trzeba je najpierw nosić około miesiąca, żeby się wygoiły. Nawet jeśli sprawę załatwimy w wakacje, nie posyłając wtedy dziecka do przedszkola, co jakiś czas trzeba te kolczyki nosić.

Kiedy więc jest dobra pora? Dla mnie jest to czas pójścia do szkoły. W wieku 5-6 lat dziecko nieco się uspokaja, zajęcia szkolne również nie są tak dynamiczne. Sama byłam „kolczykowana” tuż przed pierwszą komunią (KLIK! Po co dziecku pierwsza komunia?) i z tego co widzę, jest to bardzo dobra okazja.

Niemowlakom więc nie polecam

Szczególnie że podczas sondowania tematu doczytałam, że taki bezpośredni kontakt z mocnym alergenem, jakim są materiały, z których wykonuje się kolczyki, może wywołać alergię. Ta zaś z wiekiem może się nawet powiększyć. Tu jednak w temat głębiej nie wchodzę, gdyż lekarzem nie jestem i w działanie układu immunologicznego wnikać nie zamierzam.

Nie mam zamiaru również tutaj twierdzić, że przekłuwanie uszu niemowlętom to horror, który fundują co najwyżej jakieś Karyny Dżesikom. Jeśli przeanalizowałaś wszystkie przeciw, a mimo to masz wyraźny powód, by to zrobić (tradycja rodzinna czy inne, o których nie mam pojęcia), nic mi do wychowania Twojego dziecka. Nie jest to krzywda, którą trzeba byłoby zgłaszać czy załamywać ręce nad ludzką głupotą. Ot, Twoja sprawa i sprawa Twojego dziecka.

Sama jednak nie wyobrażam sobie. Nie narażałabym niemowlaka na bezsensowne cierpienie, na atak mikrobów oraz bakcyli na rękach dziecka, które te uszy będą szarpać. No i na wyrwanie sobie kolczyka oraz uszkodzenie ucha. Nie mówiąc o tym, że niemowlaka kolczyki jakoś tak wcale nie zdobią. Przynajmniej dla mnie.

Poczekam więc.

Komentarze

komentarze