Zetknęłam się jakiś czas temu z dziwnym wpisem na jednym z fanpage’ów reklamujących schronisko dla zwierząt. Otóż, jeden z pracowników opisywał sytuację, gdy rodzina przyszła z psem, prosząc aby schronisko zwierzę przyjęło i tłumacząc się alergią syna. Pracownicy odmówili, prosząc o zaświadczenie o alergii. W rezultacie psa znaleziono przywiązanego pod schroniskiem.

Pod spodem pojawiły się pełne miłości komentarze, co do których nawet wyśmiewana przeze mnie akcja „Hejtstop” miałaby pełne uzasadnienie. Bo oto dowiedziałam się, a właściwie powiedziały mi to zwierzoluby, że każdego z członków tej rodziny, składającej się z osób niewesołego prowadzenia się do pięciu pokoleń wstecz, należałoby powiesić, poćwiartować, połamać kołem, a następnie wykastrować. W tej kolejności. W ostateczności rzucić pitbullom na pożarcie. Bo jak to tak można ukochanego członka rodziny po prostu zostawić?

    Uściślijmy

Każdy ma prawo do swojego zdania, niekoniecznie zaś ma prawo do żądzy mordu kogoś, kto zdanie ma inne albo też inaczej ma zamiar się zachować. Pies i kot nie stoi na równi ze mną. Jakbym nie uwielbiała mojego koteczka, jakbym się z nim chętnie nie bawiła, z rozczuleniem nie patrzyła, jak drapie w drapaczek, usiłując dostać się do okruszka kocimiętki, jakbym chętnie nie miziała mu futerka szczoteczką, patrząc jak z „kocią miłością” wygina grzbiecik, tak kotek w hierarchii stoi trochę niżej. Bardzo mi przykro.

A jeśli okaże się, że nagle u mnie albo członka mojej rodziny zdiagnozowano cięższą alergię i rozwiązaniem będzie pozbycie się kota, to z wielkim bólem serca, zdając sobie sprawę, że i nam będzie kota brakować i kotu, przynajmniej na początku, będzie brakować nas, pożegnamy się. Rzecz jasna, będę się starała znaleźć mu dom. Rozpuszczę wici wśród znajomych, popytam rodzinę. Tylko czy jest spora szansa, by ktoś skusił się na wrednego ośmioletniego kocura? Z pewnością większa, niż w przypadku wspomnianej rodziny, gdzie do oddania był starszy pies. Wciąż jednak mała.

I proszę nie mówić, że „Ja mam dwa koty i trzy psy, a prawie od urodzenia mam zdiagnozowaną astmę”. Bardzo mi z tego powodu przykro, nie jestem lekarzem. Nie mam pojęcia czy po prostu popełniasz piramidalną głupotę, pogłębiając powoli swój stan chorobowy czy też po prostu Twój typ astmy pozwala Ci na przebywanie ze zwierzątkami i nic Ci się nie stanie.

Mam też „w pompce”, że „Rany, też mam astmę i zdarza mi się dusić, ale mimo to nie oddałabym za nic mojego Brysia”. Moim zdaniem postępujesz głupio, ale chcącemu krzywda się nie dzieje. Miłego życia z Brysiem. I szczerze mam nadzieję, że mimo alergii nic Ci nie będzie i wzorem Noego, również przebywającego dużo ze zwierzątkami, przeżyjesz z tym Brysiem nawet dziewięćset pięćdziesiąt lat. Tylko nie narażaj innych i nie każ innym się narażać. Bo niestety, ale znam ludzi, którzy kontakt ze zwierzętami mogą przypłacić życiem.

    Zauważmy też, że…

We wspomnianej historii pies został oddany do schroniska. Gdy schronisko odmówiło przyjęcia psa (czy w ogóle mogło odmówić? Nie jestem pewna czy dofinansowywanie z budżetu gminy jednak do czegoś nie zobowiązuje), nie został on porzucony na pustej działce w lesie. Nikt nie wywiózł go dwa miasta dalej, gdzie zdechł z głodu czekając, aż ktoś przyjdzie. O zakopywaniu żywcem i innych metodach nie wspomnę, bo katowanie zwierząt to już inna, o wiele gorsza sprawa. Rodzina, jak tylko mogła, zatroszczyła się o zwierzę. A że żyjemy w czasach, gdy łatwiej oddać dziecko, niż psa… Smutne trochę.

Oczywiście, biorę pod uwagę fakt, że alergii mogło nie być. Jasne, to nawet bardzo prawdopodobne, że piesek się znudził, że kapcie się skończyły i zaczął gryźć kanapy, że rozkopywał grządki, że psi charakter okazał się nie taki, jak rodzinka oczekiwała.

Niestety, pomimo wielu kampanii są ludzie, którzy nadal chcą pieska, bo córeczka sobie zażyczyła, a potem córeczka się znudziła albo po prostu piesek przestał pasować do posadzek. Nic na to nie poradzimy, a z drugiej strony obawiałabym się, że tacy ludzie psu zrobiliby po prostu krzywdę, żeby tylko psa się pozbyć – bo schronisko psa nie weźmie.

Czy schronisko wzięło to pod uwagę?

P.S. Odwołuję to, co pisałam o wrednym i starym kocurze. Przyszedł, przytulił się i wyjątkowo dziś nie ugryzł. Chwała mu za to.

Komentarze

komentarze