Lato się kończy, wraz z nim kończą się problemy Polaków. Bo cóż jest tym największym i najbardziej palącym? Nie upadająca służba zdrowia, nie przymusowe wysyłanie maluchów do szkół, reszta też się nie umywa. Największym problemem letniego sezonu 2015 były… parawany.

Wyjaśniam od razu: nie chodzi o parawany sklepowe czy też takie, za którymi przebiera się Anja Rubik zanim wyjdzie pokazać najnowszą kieckę od jakiegoś Kwakwariusa. Chodzi o parawany, za którymi ponoć wstydliwie chowają się ludzie na plaży, nie chcąc integrować się z lokalną i pozalokalną społecznością, zagrabiając sobie tym pół plaży i jedną trzecią wody w morzu. Oburzenie tym bardziej słuszne, że „zagranico” parawanów nie ma wcale. Rubik przebiera się przy ludziach, a ci opalają się na leżaczkach albo kocykach, parawany zostawiając w dusznej i zaściankowej Polsce. Taki wstyd. Tak wielki wstyd przed innymi, kulturalniejszymi, niż Janusze i Grażyny narodowościami.

    Po co właściwie parawan? Mieszkam sobie blisko morza i widuję je czasem. Nie są plagą, możliwe, że w innych miejscowościach rzeczywiście jest ich więcej, a jednak są. Podobno świetnie chronią przed chłodnymi podmuchami wiatru, które nad Bałtykiem są częste i potrafią zawiać człowieka nawet w ciepły dość dzień. Ponoć dzięki nim biegające dzieci nie ciskają piachem w oczy spod pięt, jak i również mogą bawić się owinięte parawanem i nie sypać dzięki temu komuś na koc. Być może chronią przed krytycznymi spojrzeniami Grażynę z cellulitem i Janusza z rozstępami na brzuchu.

    Sama nie „parawanię”, nigdy nie odczuwałam takiej potrzeby. Nie widziałam też, aby ktoś parawanił tak, że zaiwaniał tym pół plaży. Wierzę, że takie zjawisko gdzieś istnieje, jak i również istnieje zjawisko zajmowania plaży parawanem o czwartej nad ranem, choć już widzę, jak Janusz na urlopie leci o czwartej z parawanem, wbija kołki i biegnie sobie jeszcze pospać. Niech więc będzie, że wierzę. Nie wierzę za to, że ktoś inny widząc całą zajętą plażę i pusty kawał piachu za parawanem, upewniając się, że właściciel nie wróci za chwilę z tojtojki nie wywali tegoż na kupę za plażą. Nie wierzę, że Januszowi nie przesunie się parawanu w głąb „kółeczka”, jeśli zajmuje on powierzchnię dużego salonu, a sam Janusz siedzi w środku na leżaczku.

    Problem jednak jest poważny. Na tyle istotny, że wypowiadają się o nim celebryci, jak i prawnicy, którzy po kilku dniach zażartej debaty, wertowania ustaw i dokształcania się niepewnie stwierdzili, że parawaning jest w sumie nielegalny. A skoro tak, w przyszłym roku na plażę wybiorę się tradycyjnie, z kocykiem. A może się nie wybiorę, może będzie padać. Może temat deszczowego lata okaże się być bardziej sympatycznym, niż parawany.

Komentarze

komentarze