Wydaje mi się, że mamy problem z dosadnością. To w sumie ciekawe, bo kontrowersja w dzisiejszych czasach sprzedaje się, jak chyba nigdy wcześniej. Choć to pewnie stwierdzenie na wyrost, bo przecież kontrowersją w każdej epoce było jednak coś innego.

Jak co roku, i w tym mieliśmy 1 sierpnia. Jak co roku, obchodziliśmy rocznicę Powstania Warszawskiego. Nie obyło się tradycyjnie bez dyskusji typu: „potrzebne to nam było czy nie?”, „dlaczego upamiętniamy to, a zapominamy o innych”, w które ja już wchodzić nie zamierzam. Swoje zdanie mogę posiadać, a dyskutowanie nad tym zostawię Wam. Odbyło się zapewne mnóstwo różnych pikników i festynów „powstańczych”, na których dzieci rzucały do celu granatem z papieru, czołgały się przez materiałowe tunele, mające imitować kanały, w których brodzili powstańcy i strzelali z łuku, bo strzelanie z łuku na festynie musi być, choćbyśmy nawet robili piknik w klimatach science fiction.

Czyli rozumiecie – poczuj się, jak powstaniec. Miło, radośnie, bo i Powstanie Warszawskie było czymś na kształt poskakania sobie pod Sejmem, kiedy przepycha się tam kolejne potrzebne i mniej potrzebne reformy. Że ludzie ginęli? No kurka blada, codziennie ktoś ginie! Tu wypadek, tam drugi, tu ktoś wpadnie pod pociąg, tu kogoś dźgną nożem.

Mecz

Dzień po rocznicy odbywał się mecz. Polskę zaś (i może nie tylko Polskę) zmiotła z nóg oprawa kibiców Legii Warszawa, na którą składała się utworzona z biało czerwonych kartonów flaga z datą 1944 oraz napisem u dołu wykonanym po angielsku: Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zamordowali 160 tysięcy osób. Tysiące z nich było dziećmi”. Szokujące? Może w dobie zrzucania winy na Polaków i ponoć polskie obozy koncentracyjne napis był dosadny, ale nie to rzucało na kolana. Na samym środku bowiem umieszczono ogromny wizerunek niemieckiego żołnierza, strzelającego dziecku w głowę.

Podniósł się krzyk. Jak można z taką nienawiścią odnosić się do naszych zachodnich przyjaciół? Toć to sianie nienawiści! Osądzacie ludzi, którzy dziś nie mają nic wspólnego z tym, co działo się siedemdziesiąt trzy lata temu! Ci ludzie w większości już nie żyją! Mecz piłki nożnej to nie czas na takie akcje.

Były i pozytywne reakcje, a nawet było ich więcej! Strasznie mnie to cieszy, bo i ja bardzo pozytywnie podeszłam do oprawy. Tak, była wstrząsająca, choć to ciekawe, bo kontrowersyjna jest dziś co druga reklama w przestrzeni publicznej. Koncerny szczują cycem, dosadnym hasłem, potem, ups, przepraszają, „wylewają” marketingowca, już przecież zwrócili na siebie uwagę. Tu zaś nie tyle była kontrowersja, co wstrząs.

Nie lubisz Niemców?

Choć i kontrowersji nie brakuje. Bo jak to tak, Niemców oskarżać? Tylko że ja nie oskarżam. Naprawdę, nic dziś do Niemców nie mam, lubię ich, mimo że pogardliwie fukali na mnie gdy sprzedawałam ciuchy na Jarmarku Dominikańskim i zagadywałam do nich po angielsku, a ci oburzali się, że nie mówię po niemiecku. Lubię ich, mimo że uważają, że w naszych kiblach brakuje papieru toaletowego (serio! Cała historia TUTAJ). Gdy rozmawiam z Niemką, naprawdę nie siedzi mi w głębi łba, że pewnie jej dziadek biegał z karabinem za moim. Jeśli nawet biegał, niech będzie i tak – dzisiejsza Niemka nie jest temu nic winna. To już historia.

Co nie oznacza, że o Powstaniu Warszawskim nie trzeba mówić, podobnie jak o tym, że ludność warszawską zabijali właśnie Niemcy. Tak było i tyle. Z tym nie ma co dyskutować, choć czasem niestety trzeba, w obliczu choćby bzdur o „polskich obozach koncentracyjnych”. Choćby dlatego warto o tym mówić.

Dlatego cieszę się, że kibice zabrali w tej sprawie głos. A że widok żołnierza strzelającego do dziecka był widokiem wstrząsającym? Że może na radosnym meczu to było niestosowne? A może dzięki temu nie będziemy relatywizować i robić z powstania kolejnego pikniku? W mojej okolicy knajpa z rolkami sushi uznała, że rocznica Powstania Warszawskiego to świetny pomysł na konkurs, gdzie za udostępnienie fanpage’a knajpy można wygrać kilka rolek. Niby super, ale co to ma wspólnego z powstańcami?

Strzelanie pomiędzy dziecięce zapłakane i przerażone oczy to nie wymysł warszawskich kibiców. To pokazanie, jak było. Jak wyglądało powstanie. To przypomnienie, że sednem nie było czołganie się w tunelu z IKEI, a koszmar płonącego miasta, w którym zginęły tysiące. Trzeba o tym pamiętać.


Spodobało Ci się? Śledź Rozkminy Tiny na facebooku 🙂

Komentarze

komentarze