Na See Bloggers wybierałam się z duszą na ramieniu. Przyznam, że nie bardzo wiedziałam, czego spodziewać się po dużej konferencji, na którą przyjedzie tak wielu blogerów, vlogerów i innych twórców. Będąc w realu osobą dość nieśmiałą (ha! Za to w sieci mogę zgrywać kozaka), panicznie szukałam jakiegoś punktu zaczepienia – gdzie ludzie, gdzie sale i co się tu w ogóle robi?

A diabeł okazał się strasznym nie być. Pojechałam z nadzieją, że dowiem się czegoś nowego i nie zawiodłam się! Jacek Kłosiński opowiedział wiele ciekawych rzeczy na temat planowania pracy. I choć, jak niedawno pisałam (KLIK!), nie cierpię planowania będącego sztuką dla sztuki, chętnie obadam niektóre wymienione narzędzia. Po południu zaś wybrałam się na wspaniały Fotospacer z Mariuszem Stachowiakiem. Jako że od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem poprawienia swojego mizernego warsztatu fotograficznego, wskazówki Oderwanego bardzo mi się przydadzą. Podczas warsztatów miałam też okazję testować Zenfona 3 i będąc posiadaczką mniej doskonałej dwójki, z miejsca się zakochałam. W samym aparacie, rzecz jasna. Mamo, kup mi!

Prelekcje i jeszcze raz prelekcje

Kolejny dzień w nie mniejszym stopniu obfitował w zdobytą wiedzę (o wrażeniach nie wspominam!). Jak influencera widzą agencje, czyli stos słupków, liczb, sposobów mierzenia rosnących „klików” oraz „lajków”, hasztagów i innych, pokazał nam Hubert Wydrych. Zabrakło mi tu nieco jakiejś praktyki, prób odniesienia do czegoś bardziej namacalnego, ogólnie czegoś więcej, niż zaprezentowanie samego narzędzia, którego i tak nie możemy użyć, ale nie narzekam. Wiedza całkiem przydatna, zwłaszcza dla mnie, która ostatnio w social mediach dużo siedzi. Następnie wybrałam się na panel o kontrowersjach, gdzie prelegenci dyskutowali między innymi o tym, na czym się wybić, jeśli nie właśnie na szeroko pojętej kontrowersji. Można w ogóle jakoś inaczej? Okazuje się, że można. Choć nie trzeba.

Drugi dzień ogólnie zaskoczył mnogością ciekawych zajęć! Jednym z nich był wykład „Nieperfekcyjnej Mamy” Anny Dydzik, znów o planowaniu pracy. Tym razem jednak nie z punktu widzenia mężczyzny siedzącego w branży IT, a „mamuśki”, która jakoś tam ogarnia dom, dzieciaki, męża i blogowanie, a więc tak dużo bardziej dla mnie! Na koniec została prelekcja Jasona Hunta – krótka, zwięzła i na temat.

see bloggers

Ludzie

Na See Bloggers, oprócz sporej dawki wiedzy, miałam nadzieję nawiązać ciekawe znajomości. Nie zawiodłam się! Nie zliczę wszystkich osób, z którymi miałam okazję rozmawiać, plotkować i wymieniać naprawdę wartościowe informacje. Jakoś tak się złożyło, że poznałam blogerki podróżnicze, dzięki czemu przypomniałam sobie, jak bardzo o podróżach lubię słuchać. Kojarzycie może ten moment, gdy zdajecie sobie sprawę, że w nawale spraw oraz upływu czasu zapomnieliście o czymś, co kiedyś Was fascynowało i do czego warto wrócić?

W każdym razie, z Anią z „Life is too short to live without travels” oraz Kasią z „Kuuk&Travel” czas na See Bloggers upłynął jeszcze szybciej! Równie miło czas spędziłam z Pawłem z bloga „Bracia przy kawie„, z którym przekornie (ha!) piłam herbatę, Agnieszką, autorką „Aga4run„, która zaraz po rejestracji poświęciła swój czas na oprowadzenie nas, świeżaków, po obiekcie oraz wieloma innymi osobami. Gdybym miała ich teraz wymieniać, pewnie pisałabym jeszcze długo.

A inne atrakcje?

Tak, oprócz tego było jedzenie i pewnie już zdajecie sobie sprawę, że jeśli o prelekcjach opowiedziałam przed wspomnieniem o jedzeniu, to znaczy że rzeczywiście były one na wysokim poziomie. Poważnie jednak, można było spróbować tajskich lodów i drugiego dnia nawet się dopchałam. Ba, mimo że temat „beauty” nie jest dla mnie (nie muszę tłumaczyć, moje zdjęcie widzieliście), świetnie się bawiłam przy stoisku Gosh Cosmetics, gdzie nawet skusiłam się na makijaż oraz przy kosmetykach AA, gdzie podczas konkursu prawie zjadłam aloes. Brawo ja!

see bloggers

Jako herbaciana narkomanka, łasa na teinę pod wszelkimi postaciami, okupowałam namiętnie stoisko do komponowania herbaty firmy Loyd. Kardamon, lukrecja, cynamon, trawa cytrynowa sprawiły, że wypiłam wreszcie herbatę idealną! Oprócz tego, mocno kusiło wspomniane już stanowisko Asusa, gdzie dopytywałam się o telefoniczne nowinki i słuchałam ciekawych mini-warsztatów na temat mobilnej fotografii. Troszkę żałuję, że nie wybrałam się drugiego dnia. Może za rok poprawię swoje zachowanie i zdobyte w niebie punkty wykorzystam na jakiś dar bilokacji – podczas See Blogers to się naprawdę przydaje.

Zgrzyty

Nie byłabym sobą, gdybym nie dostrzegła minusów. Łukasz Jakóbiak mówiący bardziej o sobie, niż o wywiadach i mijający się nieco z prawdą, choćby w kwestii zapraszania zawsze kogoś, kto „nie jest na topie”. Następnie wywiad z Anną z „What Anna Wears” – Anny nie znałam wcześniej i przeraziła mnie dziwna opowieść typu „No i fajnie, że mogę siedzieć tu z Wami ładnie ubrana i pachnąca, ale wiesz, kiedyś śmierdziałam tydzień na Gibraltarze”. Nie chcę się czepiać, być może po prostu nie jestem grupą docelową Anny i jej fankom się podobało.

Ogromnym rozczarowaniem był też jeden z warsztatów, na który poszłam, mając nadzieję że dowiem się, jak złamać tabu, tymczasem trafiłam na reklamę firmy kosmetycznej. Spodziewałam się czegoś innego, być może nawiązania do marki, a tu takie buty. To jednak bardziej moje prywatne rozczarowania, na które twórcy See Bloggers wpływu nie mieli. Tak to jest, że przy takich różnicach między uczestnikami zawsze ktoś będzie mniej lub bardziej zadowolony z danego warsztatu czy prelekcji. Ciężko zadowolić jednocześnie vlogera urodowego, blogera kulturalnego, parentingowego, lifestyle’owego i innych.

Dlatego nie narzekam, bo w sumie narzekać tu ciężko! Wyjechałam stamtąd naładowana pozytywną energią i chęcią do działania. O ogromie nowozdobytej wiedzy nawet nie wspominam! Do zobaczenia, mam nadzieję, za rok. Organizatorom zaś z całego serca dziękuję za możliwość uczestnictwa w tak wspaniałej imprezie.


Zapraszam do polubienia fp! 😉

Komentarze

komentarze