Nowoczesna matka mchem nie zarasta. Nie ma zresztą takiego prawa. I to absolutnie nie dlatego, że ledwo wyciśniętego z siebie noworodka zatyka gumą w postaci smoczka, oddaje niani/babci/instytucji i leci zarabiać pieniądze w pracy. Dziś, gdy możemy cieszyć się nieco dłużej urlopem macierzyńskim, i tak nie mamy prawa zarosnąć.

Nie mówię tu nawet o rzeczywistym lenistwie, kiedy to mimo posiadania berbecia, komuś się wyraźnie nie chce żyć i robić coś poza minimum. Zastanowiłabym się tu zresztą czy przypadkiem nie mamy do czynienia z depresją poporodową. A ja nie o depresji czy lenistwie (absolutnie nie zrównuję!), a o normalnym stanie, gdzie próbujemy ogarnąć niemowlę, dom i choć troszkę siebie.

Bo takie ogarnianie łatwe nie jest. Czasem jest łatwiej, gdy w ogarnianiu ma się ludzi do pomocy. Ktoś pomoże w sprzątaniu, weźmie dziecko w przerwie, gdy na chwilę się odessie, pozwoli się ubrać, umyć zęby. A kiedy już ubierzesz, rozbierzesz i przewiniesz dziecko, a następnie znów ubierzesz, by wyjść na spacer, dowiesz się, żeś leniwa baba. Nie musisz zresztą wychodzić. Dziś dowiesz się tego z internetu.

To tylko wymówka

Bo każdy Ci dziś powie, że matka aktywna być musi. I tyle. Nie ma że ledwo ogarnia życie, a jej dziecko swoim zachowaniem pozwala na aktywność polegającą na okrążeniu wózkiem wokół bloku, zanim zacznie histeryzować. Przecież jest chusta (KLIK! Tu pisałam o moich wrażeniach związanych z chustowaniem), to o co chodzi? Nie lubi chusty?

Zostaniesz również pouczona, że dziecko nie zwalnia Cię z aktywności towarzyskiej. „Ja właśnie wróciłam z wycieczki po górach! Maluch po drodze cały dzień spał, a w górach pięknie obserwował wszystko z nosidła. No, były przeszkody, ale to tylko wymówka„. Przypominasz sobie swoją trzygodzinną podróż samochodem, podczas której miałaś ochotę wysiąść na autostradzie, żeby nie słyszeć wrzasku własnego dziecka.

Ostatecznie niech będzie coś bliżej „Marudzisz. Ja wszędzie chodzę z dzieckiem, a Ty jak dzikus, w domu. Wczoraj byłam w galerii sztuki, na wystawie. Dziecko w chuście wytrzyma wszędzie. Chyba się nad sobą troszkę rozczulasz?” No chyba rzeczywiście. Przypominasz sobie, jak po dwudziestu minutach w chuście dziecko zażyczyło sobie nagle odrobiny spokoju i przebodźcowane w sumie nie wiadomo czym zaczęło wydzierać się w kawiarni. Nie zafundujesz takich atrakcji wielbicielom sztuki – choć może ci od współczesnej doceniliby (KLIK! Tu więcej o sztuce współczesnej). Matka aktywna? podziękuję.

Rozwijaj się, bo musisz

Czyli że się nie da? Jasne że się da. Są rodzice bardziej zorganizowani, którzy sami pojadą w Himalaje z klasową wycieczką i są tacy, dla których Himalajami jest wypad do sąsiedniego miasta z maluchem. Są dzieci które zniosą wszystko – od gimnastyki z matką, po wyprawę dokoła świata, po której rozczuleni rodzice będą wspominać jak to Pamela pierwszy raz w życiu popłakała się mocniej, bo zobaczyła Indianina, a są takie, które półgodzinną podróż autobusem obrzydzą tak, że współpasażerowie zasugerują Ci przesiadkę do najbliższej taksówki.

Oczywiście że można. Matka aktywna to dziś wcale nie rzadkość, ale i nie konieczność. Sama mam mnóstwo znajomych, którzy z niemowlakiem i nieco starszym dzieckiem, a nawet dziećmi, podróżują, uprawiają sport, pracują i robią wiele innych rzeczy. Czy to znaczy, że reszta szuka wymówek? Nie. To znaczy że oni chcą i mogą. Nic więcej. I nic mniej.


Chcesz więcej? Wpadaj na fanpage! 😉 

Komentarze

komentarze