Postawmy sprawę jasno – nie każdy lubi buszowanie w ogromnych centrach handlowych, w których wśród kilkudziesięciu sklepów, tysięcy wieszaków, ubrań, dodatków, kawiarenek i innych, ciężko tak naprawdę znaleźć to, co się chce.

No bo idzie taka typowa Tina po czarne spodnie. Tylko i wyłącznie czarne spodnie! Chodzi po jednym sklepie… Gdzie tu do jasnej anielki w ogóle spodnie położyli?! Płaszcze, buty, spódnice… A, tutaj… czarnych nie ma? A to przepraszam. Idzie dalej, o proszę. Są czarne, tylko materiał jakiś taki dziwny, już się pruje po boku. Niby 159,99 po przecenie, a kompletna chińszczyzna. O! Są! Sprzedawco kochany, najdroższy, najcudowniejszy, kłaniam się, nóżki całuję i poproszę rozmiar 40! Co? Jak to dla takich grubych świń nie produkujecie?!

A w internecie? Na hasło „czarne spodnie” wyskakują Ci rzędem spodenki różnych krojów, rozmiarów od XXXXS do 20XL, w dodatku w różnych cenach. Żyć, nie umierać! Po co my jeszcze w ogóle wychodzimy z domu i robimy z siebie męczenników w głośnych i chaotycznych centrach handlowych? I dlaczego ja mimo wszystko już wolę to zatłoczone centrum?

Kolor

„Kolor zależy od ustawień monitora” – brzmi maluteńki i drobniuteńki zapisik w rogu stronki. Nic dziwnego, że nie widziałaś. Wiesz za to, że do twarzy Ci w takim chłodnym malinowym! Właśnie takim, jak na tej koszulce. Normalnie byś jej nie kupiła, ale ta słodka, niemal pachnąca malinka właśnie powiedziała do Ciebie „mamo!”

Trzęsąc się z podniecenia niczym osika klikasz „zamów” i czekasz. I przychodzi. Top w kolorze intensywnej cieplutkiej pomarańczy. „No przecież na stronie pisze, że czerwony!”, odpisuje znudzona życiem, pracą i klientami pani pracująca w Biurze Obsługi Klienta. No pisze, a właściwie jest napisane. Jak również widnieje zapis o ustawieniach monitora. Nic to. Masz pomarańczową koszulkę, w której wyglądasz jak ogorzały prosiak i którą możesz nosić po domu, strasząc męża! Super, nie?

Rozmiar

Nosisz rozmiar 36, więc zamawiasz 36. Proste? Ano, nie bardzo. Rozmiarówki w sklepach są tak różne, że przeciętna kobieta z BMI wartym 23 lawiruje od rozmiaru 36 do rozmiaru 42. Pół biedy, jeśli sklep ma jako tako stałą rozmiarówkę i wiesz, że w KupCiuszku masz rozmiar 38 i tego się trzymasz, póki znów nie utyjesz. Coraz częściej jednak w obrębie sklepu rozmiarówek jest kilka, różnią się co sezon, co kolekcję albo nawet co szmatkę.

Patrzysz więc na tabelę rozmiarów, mierzysz cycki, mierzysz ramiona, brzuch, sadło na tyłku i udach ściskasz i wychodzi Ci rozmiar 40. Świetnie! Zamawiasz ten cudny elegancki komplecik… I czeka Cię urocza niespodzianka! Okazuje się, że choćbyś wysmarowała swoje cudne udka olejem kujawskim, spodnie nie wejdą, za to poduszki w żakiecie klapią na pół metra od Twoich ramion, a kiedy go zapniesz, masz wrażenie że zmieścisz tam jeszcze dwoje swoich dorosłych już dzieci. Pocieszasz się, że taką masz już niewymiarową sylwetkę i nic na to nie poradzisz. Podobnie jak pociesza się wiele innych kobiet, które taką sytuację przeżyły.

Jak to na mnie wisi!

No ale ok, załóżmy że rozmiar się zgadza. Wiemy, że w tym sklepie nosimy 38, wszystkie ubrania jednego rozmiaru są mniej więcej szyte na podobnego człowieka. Nie musimy się obawiać, że jedne spodnie zlecą nam z tyłka, a drugie, prawie takie same, na niego nie wejdą.

Nie wiem jak Ty, ale ja zanim coś kupię, najczęściej przymierzę kilka innych „cosiów”, które często wyglądają na mnie nieco gorzej albo wręcz fatalnie. Na zakupach online nie mam możliwości sprawdzić, że ta bluzka będzie miała za długie rękawy, spodnie będą cisnąć w udach… To znaczy, niby mam, bo jest tabela rozmiarów, ale i tak ciężko ją sobie zwizualizować całą na sobie. W rezultacie bluzka, która miała pięknie leżeć, wisi jak ubrania mamy na siedmiolatce. A to przecież nie wszystko. Jeśli nie kupujemy w sprawdzonych sklepach, plagą są…

Ale o tym już w następnym wpisie 🙂

Komentarze

komentarze