Jesienne wieczory sprzyjają podsumowaniom. I tak przypomniało mi się, jak ponad dwa lata temu podjęłam decyzję o założeniu bloga. Phi, prościzna! Kiedyś już go pisałam, więc przecież wiem, z czym to się je. Decyzję swoją przedstawiłam obytemu w komputerowym świecie mężowi, po czym zaczęłam zastanawiam się nad darmową platformą.

Mąż szybko ulitował się nade mną, wybił mi z głowy wszelkie bloxy i podobne, za co jestem mu wdzięczna ( mimo że znam mnóstwo świetnych blogów na tego typu serwisach). Co nie zmienia faktu, że gdy pierwszy raz posadził mnie przed WordPressem i zaczął omawiać najbardziej podstawowe kwestie, zaczęłam się histerycznie śmiać. Dziś wspominam ten moment z politowaniem dla samej siebie, ale wtedy naprawdę czułam się jak świeżo odkopany neandertalczyk, któremu ktoś tłumaczy specyfikę wysyłania maili.

No właśnie – miałam szczęście, że przez absolutny początek przebrnęłam z kimś. A potem chciałam już i nadal chcę coraz więcej robić sama. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego? Łatwiej jest samemu przenieść swoje wyobrażenie w sieć, niż tłumaczyć je najpierw komuś innemu, a następnie kilka razy poprawiać wizję. Tylko jak nauczyć się WordPressa, jeśli tematycznie jest się kompletnym tłukiem?

Nauka dla opornych

I tak zaczęłam tu i ówdzie trochę czytać, dowiadywać się w różnych grupach, forach, a także oglądać tutoriale. Skutek? Dziś wiem nieco więcej. Kropla w morzu tego, czego mam zamiar jeszcze się dowiedzieć, ale nie patrzę już na podstawy WordPressa jak student pierwszego roku na tematy magisterek. Jest lepiej. Tylko jakim kosztem?

Znalezienie każdego problemu wymagało ode mnie sporo czasu. Jeden problem? Rozwiązanie znalazłam gdzieś w wyszukiwarce. Za chwilę drugi. Tu pomogła specjalistyczna grupa. Tyle że pojawił się trzeci – i tu znów leciałam do męża. Aaaaa! Załamać się można? To dodam, że każdy z tych problemów był naprawdę kompletnym drobiazgiem.

No właśnie. Bo przecież na początku naszej drogi z WordPressem nie wymagamy najczęściej trzytomowej instrukcji obsługi, a jedynie krótkich i konkretnych rozwiązań. Nie stawiamy w końcu strony NASA, a tworzymy stronę szkoły, małej firmy czy może bloga. Najwięcej czasu znajduje znalezienie odpowiedzi na pytania. Nauka zajmuje może…

WordPress w 500 sekund?

500 sekund? Tyle czasu, według Kamila Lipińskiego, twórcy strony 500sekund.pl potrzebujesz, aby nauczyć się nowej rzeczy w WordPressie. W 500 sekund dowiesz się między innymi:

  • jak dodać quiz
  • stworzyć lepszą nawigację na stronie
  • wyłączyć wtyczkę na określonych podstronach.

Brzmi dla Ciebie strasznie? Dla mnie też brzmiało.

Bo przypomnę raz jeszcze: dopiero zaczynam naukę WordPressa. Tym bardziej staram się chłonąć wiedzę jak gąbka, ale boję się przy tym języka naszpikowanego trudnymi informatycznymi zwrotami, które sprawią że ucieknę od laptopa i schowam się w kąt, by tam grać w bierki. Na szczęście 500sekund.pl to nauka dla opornych. Może instrukcje nie zaczynają się od „weź myszkę do ręki, kliknij przycisk…”, ale są naprawdę łatwe do zrozumienia! Nie trzeba równolegle zapisywać się na informatykę, żeby pojąć.

Jak zacząć?

Właściwie cały początek opisany jest na grafice znajdującej się na stronie głównej. Tu mamy całą drogę, od dokonania płatności, do korzystania z kursów.

Ale to nie wszystko! Może chcesz się zainspirować? W zakładce „Inspiracje” znajdziesz wizualne propozycje, które możesz przejrzeć. Może akurat któraś będzie bardzo pasować do Twojej strony? Dzięki temu nawet jeśli raczkujesz w wordpressowej nomenklaturze, masz jak „krowie na rowie”, co możesz zrobić, aby było u Ciebie ładniej.

 

Tematy mikrokursów? Niektóre z nich już podałam, ale znajdziecie ich tam kilkadziesiąt. Od „Jak ukryć informację o konieczności aktualizacji WP dla zalogowanych użytkowników?” przez „Problem z wgrywaniem plików PDF do biblioteki”, do „Jak wyłączyć wyświetlanie elementu dla wersji mobilnych?”. Właściwie znalazłam tu odpowiedzi na pytania, które kiedyś gdzieś zadawałam, nie zawsze uzyskując jasną i konkretną odpowiedź, ale przyznam się, że niektóre z mikrokursów są wręcz inspiracją do tego, co możemy jeszcze zrobić na swojej stronie.

Cena? Na zachętę znajdziemy tu kilka darmowych odpowiedzi na pytania. Większość mikrokursów kosztuje 5 zł. To niewiele, biorąc pod uwagę, że na stronie znajdziemy odpowiedź na większość podstawowych pytań, które dręczą zgłębiającego wiedzę „wordpressowicza”. Pojedyncze kursy, te mniej „mikro”, są w nieco wyższej cenie, nie wyższej jednak niż 15 zł.

Jeśli jednak nie szukamy odpowiedzi na to jedno konkretne pytanie, a chcemy przeanalizować większość zagadnień i z kilkunastu – kilkudziesięciu mikrokursów zrobić większy kurs, warto po prostu wykupić pakiet! Dzięki niemu mamy nieograniczony dostęp do wszystkich kursów przez określoną ilość czasu, w zależności od wybranego pakietu.

I tu chyba mogę wspomnieć, że dzięki mojej współpracy z Kamilem Lipińskim, twórcą platformy, kursy i pakiety kursowe możecie mieć jeszcze taniej! Wystarczy, że wpiszecie hasło rabatowe: rozkminytiny, a dopadnie Was 10% obniżka cenowa. Czyli nie dość, że ogólnie tanio, to jeszcze bardziej. Promocja trwa do 31 grudnia 2017 roku, warto się więc pospieszyć. A może kurs WordPressa pod choinkę? 🙂

Komentarze

komentarze