W grudniu przypadkowo trafiłam na zakrystię akurat po Mszy dla dzieci przygotowujących się do sakramentu Eucharystii. Miałam jednak spory problem z załatwieniem swojej sprawy, gdyż księdza otoczyło stadko matek, które dosłownie, niczym sroki rzucające się na małego kotka, trzepotały groźnie skrzydłami w jego kierunku.

– Proszę księdza, ale to nie jest w porządku! Ja nie rozumiem! A jeśli pojedziemy na przykład do babci, to skąd Iwonka ma wziąć serduszko za obecność? Co? Przyjść i powiedzieć, że nie mogliśmy? A czemu MY mamy się tłumaczyć?
– Proszę księdza, ale nas nie będzie! My pracujemy oboje w niedzielę i córa siedzi z nami w pracy, bo nie ma jak zostać! I CO TERAS?
– Proszę księdza, bo Nikodem był w zeszłym tygodniu w szpitalu, prawda Nikodem? I on nie ma serduszka i się bardzo martwi, co teraz…
– Proszę księdza, ale czemu MY mamy się tłumaczyć?!

Biedny „proszęksiędza” próbował sprawy wyjaśniać, ale ciężko było mu dojść do słowa. Widać zresztą było, że agresywność u niego była, niczym w Seksmisji, na poziomie 1. W dodatku sprawy matek-srok bardzo chętnie by rozwiązał w sposób ugodowy. Problem w tym, że niektóre matki w sposób ugodowy do sprawy podejść nie chciały. Bo niby czemu rodzice mieliby prowadzić Iwonkę co niedziela do kościoła, skoro po chrzcie Iwonka w tymże przybytku pojawiła się na pasterce i ślubie cioci? I czemu ksiądz przymusza rodziców i stwarza im nowe obowiązki?

Jakim prawem?

Powiem szczerze, że myślałam, że ci wszyscy rodzice to taka papka medialna. W końcu i w tym roku znalazłam anonimową wypowiedź „teologa”, który płakał, że jeśli jego dziecko miałoby pójść do komunii, to musiałoby modlitwy pozaliczać i że to sprzeczne z religią, bo Jezus kochał wszystkich. Dziecko oczywiście modlitw nie zna, bo anonimowy teolog jest niewierzący, ale rówieśnicy dziecka anonimowego teologa idą do komunii i anonimowe dziecko anonimowego teologa też by chciało. Wymyślone przez gazetę problemy pierwszego świata, które fajnie się nagłaśnia, bo ciemny lud to kupi.

I tak w maju idą sobie te dzieci do komunii. Internet pełen pogardy do księży, mnożą się artykuły typu „Nie dopuścił dziecka do sakramentu, bo nie zdało 10 przykazań! Są dyskryminowani, bo nie poszli do komunii” i podobne. Gdyby zresztą oceniać rodziców dzieci pierwszokomunijnych po komentarzach pod portalami informacyjnymi, wyszłoby, że są oni niezłymi hipokrytami, którzy co prawda nie uważają, że ich wiara wymaga obecności w kościele, bo przecież Bóg jest wszędzie, ale pierwszej komunii przecież leśniczy ani ogrodnik miejski nie udzieli. Ateiści zaś uczą dzieci tchórzostwa i braku asertywności, bo posyłają dzieci tylko dlatego, że babcia tego wymaga. Litości.

Oczywiście, hiperbolizuję, bo to, że takie osoby są widoczne, nie oznacza że są jedynymi. Pewnie i nie stanowią nawet jakiejś znacznej większości, tak już jest, że dziwne przypadki widoczne są od razu. Nie dziwię się jednak w tym momencie osobom zastanawiającym się czy przypadkiem tak ważny sakrament nie powinien być udzielany później, gdy już dziecko zrozumie. Nie dziwię się też, że dziecko z tak dziwnej, jak opisane wyżej, rodziny widzą w komunii jedynie okazję do zdobycia laptopa.

I tu mam dobrą wiadomość!

Ośmioletnie albo dziewięcioletnie dziecko jak najbardziej jest w stanie zrozumieć. Oczywiście musi tu zaistnieć warunek dobrej katechezy i jej kontynuacja w domu, gdzie kontynuacja nie oznacza odpytania ze znajomości Ojcze Nasz. Jeśli dziecku wyjaśni się, co tego dnia jest najważniejsze, dlaczego tak ważne jest, żeby dobrze się przygotować i nie będzie ono widziało, że my w tym wszystkim upatrujemy tylko tego, by restauracja zwróciła się w kopertach, jak najbardziej jest w stanie dobrze się przygotować.

Mam też jeszcze jedną dobrą wiadomość! Jeśli z katolicyzmem masz nieco mniej wspólnego, naprawdę nie będzie sporym nietaktem, jeśli nie poślesz swojego dziecka do pierwszej komunii. Naprawdę, świat się od tego nie zawali, ksiądz Cię z ambony nie wyczyta ani też sąsiedzi na widłach nie wyniosą. Poważnie! Może ewentualnie babcia się obrazi, ale to coraz rzadziej, bo dzisiejsze babcie raczej spokojnie do sprawy podchodzą, a jeśli nawet, przypominam, że jesteś już dorosły i nie masz obowiązku słuchać się babci.

A prezenty? Tu też pewnie niektórych zaskoczę: sakrament Eucharystii będzie ważny nawet bez laptopa i quada w prezencie! Nie wierzysz? Sprawdź albo spytaj się w pobliskiej zakrystii! Mało tego, coraz częściej słyszę o pierwszych komuniach całkowicie bez prezentów! I mimo zgorszenia społeczeństwa (tak, tego samego, które upatruje hipokryzję w drogich prezentach) dzieci nie wyglądają na skrzywdzone. Czyżby były bardziej asertywne od tych, które poszły do komunii, bo babcia kazała?

Komentarze

komentarze