Obiecano nam pieniądze. W sensie, nie nam, Tinie i spółce tylko nam, Polakom. Kwota nie byle jaka, bo aż pińćset złociszy. Za pińćset można kupić wiele. Dwie solidne pary butów. Albo dwie chusty do noszenia dziecka. Można opłacić przedszkole. Dawane co miesiąc jest całkiem niezłą zapomogą. Jak przy każdej zapomodze jednak i tu istnieją obostrzenia, dzięki którym pieniądze z założenia mają trafić do tych bardziej potrzebujących.

Czy obostrzenia są słuszne? Zawsze można nad tym dyskutować, a więc i tu możemy się zastanawiać czy pińćset nie powinna dostać matka jednego dziecka zarabiająca niewiele więcej niż wynosi limit, zamiast matki drugiego dziecka, która śpi na pieniądzach. Przykłady zawsze można mnożyć i co zabawne, prasa tym razem bardzo chętnie to robi. Naprawdę nie wiem czy śmiać się czy płakać, gdy czytam kolejną historię typu „Nie dostanę pińćset, bo mam tylko jedno dziecko”, „Nie dostanę pińćset, bo nie mam męża”, „Nie dostanę pińćset, bo paznokieć mi się złamał” i tym podobne sensacje.

    Nie dostaniesz, to nie dostaniesz.

    Pójdziesz do pracy albo do pracy pójdzie Twój mąż i zarobi te pińćset. Normalnie myślący przeszedłby nad tym do porządku dziennego, ewentualnie zastanowiłby się, jak w inny sposób wykombinować, żeby „hajs się zgadzał”. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać komuś, kto nie śledzi komentarzy sfrustrowanych Grażyn w grupach mamusinych i pod kolejnymi artykułami. Otóż nie. Grażyna prędzej zapłacze się na śmierć, bo sąsiadki z góry dostały, a Grażyna nie dostała, bo jakichś tam wymagań nie spełniła. Więc siedzi Grażyna przed laptopem i płacze w komentarzach, że „obalić pisiorów, bo się do niczego nie nadajo”, „patologia wielodzietna dostanie, a moje dziecko nie i to jest sprawiedliwość?” obwiniając prezydenta, rząd, Putina, Kościół, imigrantów i sąsiadów za to, że ona tych pieniędzy nie dostanie. Nie żeby Grażyna umierała z głodu, najczęściej ma za co żyć. Najczęściej, bo wiem, że różnie bywa i czasem pięćset złotych przydałoby się realnie na chleb. Jasne, zapewne bywa i tak, ale to już inna sprawa, bo jeśli ktoś nie ma na chleb, najczęściej nie pisze komentarzy na facebooku. Koleżanka Grażyny w każdym razie dostała. Grażynka nie.

    Osobiście uważam, że te pińćset to pomysł tak głupi, że aż słów brakuje.

    Nie dlatego, że ja, podobnie jak Grażyna, pińćset na moje dziecko nie dostanę, ale dlatego, że żeby ktoś te pieniądze dostał, ktoś inny w dużej ilości musi je wyłożyć, a jeśli dołożyć do tego obsługę administracji, szkolenia, wychodzi niezła suma. Oczywiście, lepsze pińćset niż ośmiorniczki. Tylko czy naprawdę musimy wybierać między jednym, a drugim? Nie możemy po prostu płacić mniej? Tak, pomysł jest durny, ale czy w związku z tym mamy płakać, że nie jesteśmy w „uprzywilejowanej” grupie?

    To nie pińćset dzieli ludzi. Ludzie dzielą się sami i jeśli nie z tego powodu, to z innego. Powód zawsze się znajdzie.

Komentarze

komentarze