Zbiórka na dziecko z siatkówczakiem przewijała się mi się dość często. „Boję się ciemności”! – krzyczał do mnie ze zdjęcia mały chłopiec. Nie, nie pomogłam mu, choć współczułam, jak współczuli mu inni, którzy zresztą w odróżnieniu ode mnie przelali mu swoje wdowie grosze.

Łatwo wyobrazić sobie, jak poczuli się ci ludzie, gdy dowiedzieli się, że zostali oszukani. A jest ich naprawdę wielu – na biednego chłopca wpłacono 504 tysiące! Ogromna suma, a ile przy tym narzekań, że biedne dziecko, że NFZ nie ma serca, skoro nie chce sfinansować dziecku tak niezbędnej operacji i muszą się na nią składać Polacy. W zbiórkę włączyli się celebryci i sądząc po ilości nazwisk, mało brakowało, byśmy tu drugi WOŚP mieli. Tym bardziej przykre.

Czego powinniśmy się nauczyć?

Cała historia dobitnie przypomina nam, że tak, wokół siebie mamy wielu oszustów. Na „chorą córkę” zbiera wielu cwaniaków w rodzicielskich grupach. Nie tylko rodzicielskich zresztą. Sama pamiętam, jak na jednej z nich dano mi do zrozumienia, że pani zbierająca na samotną matkę, która została nagle bez mieszkania i środków do życia, wygląda dziwnie i nie podlega pod żadną fundację. Kobieta zapierała się, że owa samotna matka siedzi u niej i potrzebuje dosłownie wszystkiego. Jej konto zaś wyglądało, po dogłębnym przyjrzeniu się, dość dziwnie, trochę jak niedawno założone subkonto innej osoby, która również wyglądała na fałszywą. Po moim zapytaniu o nazwę fundacji, pod którą podlegają, dostałam odpowiedź, że właśnie do niej jadą. Na szczęście za chwilę zgłosiła się osoba, która z oszustką już miała do czynienia. O jedną mniej. Jedną z wielu.

Wokół nas jest tego pełno, dlatego warto być nieco sceptycznym, zanim pożegnamy się z naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Naiwnością jest wierzyć, że cyganka spod sklepu jest uboga, a jej dziecko ostatnio jadło dwa dni temu, dlatego dziś leży u niej prawie nieprzytomne. O odpowiedzialnej pomocy już zresztą pisałam (Przeczytaj! Jak nie pomagać ludziom? ). Naiwnością jest wierzyć każdej osobie, która samodzielnie organizuje zbiórkę na niewidzianą przez nikogo innego człowieka.

No dobrze, ale tu wszystko wyglądało przecież wiarygodnie! Zbiórkę wsparli stoma tysiącami państwo Lewandowscy! Ba, w promowanie włączyli się dziennikarze i byli politycy. Promowały ją również wiarygodne profile. To co, mamy nikomu nie pomagać? No właśnie! I tu dochodzimy do tego…

Czego uczyć się nie powinniśmy?

„Jeśli nikt Cię nigdy nie oszukał, to bardzo możliwe, że po prostu nic dobrego w swoim życiu nie zrobiłeś” – powiedział kiedyś pewien ksiądz, będący moim wykładowcą. Teza dość kontrowersyjna, ale idealnie pokazuje problem. Tak, być może żeby zminimalizować możliwość oszustwa, kupisz biednej kobiecie chleb, a ona odda go do zaprzyjaźnionej piekarni i kupi tanie wino. Tak, być może poświęcisz komuś swój czas, by wyprowadzić z sytuacji bez wyjścia, a on wypnie się na Ciebie i po fakcie poleci w jeszcze głębsze bagno. Być może zaufasz akcji, której cel wyglądał szczytnie, a potem okaże się, że to może i szczyt, ale i żenady, a Ty jesteś bez pieniędzy, które miałaś w końcu wydać na siebie.

Czy to znaczy, że nie masz pomagać? Nie, to znaczy tylko, że ktoś Cię oszukał. Wykorzystał Cię ktoś, kto tej pomocy realnie nie potrzebował. Wczoraj był to może pan zbierający na „dziecko z siatkówczakiem”. Inna osoba tej pomocy potrzebuje rzeczywiście i jeśli uznasz, że możesz i chcesz pomóc, nie wahaj się.

Kilka tysięcy ludzi zostało wprowadzonych w błąd. Czy cwaniak reklamujący zbiórkę poniesie odpowiedzialność, a pieniądze zostaną zwrócone? Taką mam nadzieję. Podobnie chciałabym, żeby te osoby wyniosły z tego tę bardziej pozytywną lekcję, zamiast machnąć ręką na każdą pomoc, jakiej mogliby udzielić drugiemu człowiekowi.

Komentarze

komentarze