Facetowi żona zaczęła mówić przez sen. Jakieś jęki i imię Rysiek… Bez dwóch zdań doprawiała mu rogi. Aby to sprawdzić, pewnego dnia udał, że wychodzi do pracy i schował się w szafie. Patrzy, a tu żona idzie pod prysznic, układa sobie włosy, maluje się, perfumuje i w samej koszulce nocnej wraca do łóżka. W tym momencie otwierają się drzwi i wchodzi Rysiek…

Super przystojny, wysoki, śniada cera, czarne, bujne włosy – jednym słowem bóstwo.
Facet w szafie myśli: „Muszę przyznać, że ten Rysiek to ma klasę!”.
Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie, a na nim stylowe ciuchy, najmodniejsze i najdroższe w tym sezonie.
Facet w szafie myśli: „szlag, ale ten Rysiek, to jednak jest zajebisty!”.
Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu mięśnie krateczka-kaloryfer, wysportowany, a klatka jak u gladiatora.
Facet w szafie myśli: „ten Rysiek, to ekstra gość!”.
Rysiek zdejmuje super-trendy bokserki, a tu penis cudowny – pierwsza klasa.
Facet w szafie myśli: „O żesz ty, Rysiek jest rewelacyjny”
W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się ciało z cellulitisem, obwisłe piersi, rozstępy…
Facet w szafie myśli: „O kurcze! Ale wstyd przed Ryśkiem”.

     Ten dowcip przypomniałam sobie podczas kolejnej „debaty” internetowej na temat Polaków. Bo jeśli przejrzeć internety i jeśli popatrzeć na kraje wokół nas, to mamy podobno mnóstwo powodów do wstydu. Poważnie, przeciętny Polak, jak wskazują „amerykańscy naukowcy”, ma na imię Janusz, chodzi najczęściej w tzw. żonobijce, ewentualnie kamizelce typu Bomber z mnóstwem kieszeni. Na nogach szorty i skarpetki do sandałów. Często białe. Żona Janusza, Grażyna, spieczona na skwarkę w pobliskim solarium kuzynki Jolanty, najczęściej straszy topem w panterkę, legginsami i złotymi sandałkami. Tak właśnie jadą na wakacje, na które oszczędzali ładne kilka lat. Córka Vanessa została w domu, poprawia w tym roku maturę z połowy przedmiotów, bo bez wyższego wykształcenia dziś ani rusz. Na wakacjach Janusz z Grażyną robią zdjęcia wszystkim i wszystkiemu, na plaży rozstawiają ostatni krzyk polskiej mody, jakim jest parawanik, a w samolocie klaszczą, jak uda się wylądować. Co jakiś czas Janusza i Grażynę mijają młodzi Polacy – mijają, płaczą i wstydzą się. Bo to Polacy właśnie.

Płaczemy więc i wstydzimy się, wstawiając kolejne komentarze na facebooka i inne portale. Czasem ktoś nieśmiało wtrąci, że na wakacjach, gdzie liczy się turystyka, nie leżenie na plaży, niezależnie od kraju większość panów nosi sportowe sandały i skarpety, bo bez nich zwyczajnie odparzają się nogi. Nieraz pojawiają się japonki… Osobiście wolę już skarpetki do sandałów, ale ja to pewnie typowa Grażyna jestem.

Czasem ktoś nieśmiało wtrąci, że to Rosjanie i Anglicy mają w zwyczaju zastawiać leżaki swoimi ręcznikami do końca turnusu. To nic, my rozkładamy parawany. Czasem ktoś przypomni, że Włosi i Hiszpanie bywają za głośni… No ale oni tacy są. A my? Wstyd. Ponoć Japończycy robią dużo więcej zdjęć i w ogóle, w dobie smartfonów i kijków do selfie już chyba każdy dokumentuje jakoś swoją podróż. Nie, i tak nam głupio.

Wstydzimy się również, kiedy to obcokrajowcy odwiedzają nas. Do dziś śmieję się, gdy przypomnę sobie przystanek Polskiego Busa w Łodzi, gdzie stałam w kolejce do toalety. W toalecie siedziała Niemka, a gdy wyszła, ostrzegła nas łamaną polszczyzną, że brakuje papieru toaletowego i że „A to Polszka własznie”. Panie stojące za mną w kolejce bardzo się zasmuciły, rozległy się głosy, że „No tak, tak nas postrzegają w Europie, u nas to nic nie ma, wszystkiego brakuje”, a ja przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy stoję w kolejce do toalety na przystanku, gdzie widocznie chwilowo zabrakło durnego papieru czy też Polski Bus przeniósł mnie w czasy PRL-u i gdy za chwilę będę chciała kupić sobie jakieś pogryzki na dalszą podróż, stanę w kilometrowej kolejce i dwie osoby przede mną skończy się kiełbasa… No ale ta toaleta coś za nowoczesna. I rzeczywiście, z toalety wyszedł współtowarzysz podróży informując, że nie żadne „atopolszka”, tylko Niemka nie ogarnęła podpisanego po polsku, angielsku i niemiecku guziczka, po naciśnięciu którego wylatywał papier. Miny pań za mną – bezcenne. Niestety, Niemki już nie było.

Dobrze w sumie, że nie dostrzegamy wad u innej narodowości – że nie widzimy hałaśliwych Włochów z Erasmusa, Niemców na Jarmarku Dominikańskim, obrażonych, że nie potrafimy w ich Danzigu mówić po niemiecku. Fajnie, że uznajemy, że to widocznie część kultury, obyczajowości, że taki mają charakter. Bo tak jest i miło, że akceptujemy innych. Tylko czemu przy okazji nie potrafimy zaakceptować samych siebie, z naszymi cechami, zaletami i drobnymi wadami? Dlaczego nie reagujemy, gdy obrażają nas w prasie, również w tej polskiej? Gdy sugerują nam, że jesteśmy ksenofobami, nie potrafimy modnie się ubrać i w ogóle, wstyd za nas? Dlaczego się nie bronimy?

Może dlatego, że typowy Janusz to zakompleksiony typ, który sypie głowę popiołem i powtarza, że przeprasza za Polskę?

W takim razie ja przepraszam za typowego Janusza.

Komentarze

komentarze