Kolejność jest jasna dla każdego: najpierw ze sobą jesteśmy. Wybraliśmy się spośród wielu innych (albo też nie mieliśmy zbyt dużego wyboru, co Ci będę słodzić), poznajemy się i jesteśmy coraz bliżej głębszych deklaracji. Potem gdy już jesteśmy pewni, są zaręczyny. A po zaręczynach – wiadomo. Biała kiecka, garnitur, takie tam.

Proste? Nie bardzo. Bądźmy szczerzy, większość wysypuje się na pierwszym etapie. Zakochujemy się, jesteśmy ze sobą i okazuje się nagle, że jednak z jakiegoś powodu na kontynuację nie ma szans. Przyczyn może być tak wiele, że można o nich pisać kolejnego bloga.

No dobrze, ale jeśli przejdziemy ten etap, kolejny to już poważne deklaracje! Pierścionek, obietnica ślubu, potem informowanie rodziny, zapoznawanie jej ze sobą, jeśli jeszcze się nie znają, plany ślubne – czy to jest fair, żeby w tym czasie kończyć relację?

Tak! To jest fair

Kolejnym etapem, zaraz po narzeczeństwie, jest małżeństwo. I na tym etapie musimy już mieć pewność. Przysięga ma zmienić choćby to, że odwrotu już nie ma. Jaki więc etap jest tym, na którym możesz jeszcze zrezygnować?

Pewien ksiądz żartował, że dobry kurs przedmałżeński (UWAGA! Zdradzam temat następnego tekstu) to taki, na którym rozstaje się przynajmniej jedna para. Dowcipniś, przyznaję, ale jest w tym ziarnko prawdy. Narzeczeństwo to czas, gdy sprawdzamy czy na pewno nadajemy się do tego, aby żyć wspólnie.

I jeśli podczas okresu bycia ze sobą pewne sprawy nie zostały poruszone, w narzeczeństwie jest na to czas najwyższy! Kiedy wspominasz o dzieciach, Twój mężczyzna robi dziwną minę? To ten moment, w którym go o tę minę pytasz. Bo jeśli sądzisz, że jakoś to będzie, nawet gdy marzysz o czwórce pociech, a przyszły mąż dzieci mieć nie chce, to się grubo mylisz.

Jakoś to będzie!

Wiadomo, te nieszczęsne dzieci to kwestia najbardziej sporna. Warto jednak wiedzieć o sobie dużo więcej. Gdzie chcecie mieszkać po ślubie? W jakim stopniu dopuszczacie mieszkanie z rodzicami? Własny dom czy mieszkanie? Jak odnosicie się do pracy matki po urodzeniu dziecka? Już pewnie wiesz, że te pytania zajęłyby połowę serwera, więc i ja dalej ich nie mnożę.

Jasne że nie we wszystkich kwestiach trzeba być zgodnym! Małżeństwo to twór, gdzie kompromis czasem przestaje być brzydkim słowem i jest konieczny. O większości spraw da się rozmawiać na bieżąco. Pozostają jednak te istotne, które z pewnością będą uwierać, jeśli ich nie omówimy.

Często sami wiemy, które kwestie są dla nas ważne i omawiamy je zaraz po zaręczynach. A przynajmniej powinniśmy, zanim jeszcze sprawdzimy najbliższe salony sukien ślubnych i dostępne sale weselne. Po to jednak okres zaręczyn trwa najczęściej przynajmniej te kilka miesięcy, żeby ewentualne pytania zdążyły jeszcze przyjść do głowy.

Jeszcze możesz zrezygnować!

I to nie jest tak, że teraz będę namawiać Cię do odwrotu, bo Twój mąż woli placki ziemniaczane z keczupem, niż z cukrem i śmietaną… Choć rzeczywiście jest to zbrodnia sporego kalibru. Po prostu warto mieć na uwadze, że to jest czas, by utwierdzić się w swojej decyzji. Do kiedy? Do samego końca zaręczyn. Naprawdę do samego końca.

Do dziś pamiętam smsa o 5:00 rano w dzień ślubu. Oprócz zapewnienia o modlitwie był również tekst: „Jeśli jednak chcesz zrezygnować, powiedz, a ja wszystko odkręcę”. Im więcej o nim myślałam, tym bardziej byłam za niego wdzięczna. Nie, absolutnie nie dlatego że żałuję! Bo mimo że lepszego męża niż mój po prostu nie ma (No nie ma, bardzo mi przykro), ten sms nie był w niego wymierzony. Wręcz przeciwnie – był wyrazem troski o Nas.

Czy narzeczeństwo musi kończyć się ślubem? Absolutnie nie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że ciężej jest zerwać zaręczyny, niż zwykły związek. Szczególnie jeśli z zaręczynami jesteśmy już daleko, a za przygotowaniami ślubnymi poszły niemałe pieniądze. Jeśli jednak to pieniądze są tym, co Cię zatrzymują… Nie muszę chyba nic dodawać. Małżeństwo jest fajne! Jeśli naprawdę oboje go chcemy i dobrze się do niego przygotowaliśmy.

Temat dnia dzisiejszego to „Małżeństwo jest trudne”. Ja zaś chcę Ci podpowiedzieć, co możesz zrobić by było nieco łatwiej – jeszcze przed tym jak Ci „koń do taktu zamiecie ogonem”. By Ci po latach ryżu nie było żal.

To drugi już tekst napisany z okazji Międzynarodowego Tygodnia Małżeństw. Poprzedni możesz przeczytać tutaj, gdzie znajdziesz również resztę szczegółów. Za zaistnienie tego tygodnia w blogosferze podziękujcie zaś Ewie z Mocem.

małżeństwo nic nie zmienia

Komentarze

komentarze