Pamiętam, jak sama jechałam na Światowe Dni Młodzieży, które odbywały się nie tak daleko, bo w Kolonii (obecnie niestety znanej ze smutnych sylwestrowych wydarzeń). Kilka dni temu zdałam sobie z przerażeniem sprawę, że od tamtego czasu minęło już jedenaście lat, a to znaczy, że jestem stara i na tegoroczne się nie nadaję, a zamiast biletu, powinnam w końcu sprawić sobie dobry krem przeciwzmarszczkowy.

Co nie zmienia faktu, że pojechałabym, gdyby nie to, że z małym dzieckiem średnio się da. Znaczy się, jedenaście lat temu też widziałam niemowlaki na placu, mało tego, jeden z nich jechał z nami w autokarze. To już jednak wyprawa dla matek ekstremalnych. I mających spokojniejsze dzieci. Sorry Młoda, absolutnie nie jesteś spokojna.

Ogólnie, kiedy czytam doniesienia i słucham opinii niektórych, mam wrażenie, że wielu sądzi, że tegoroczne Światowe Dni Młodzieży to wyprawa dla odważniejszych. Zamachy i różne inne wydarzenia, które ostatnio miały miejsce powodują, że po prostu zaczęliśmy się bać. Wiadomo, ogromne skupisko ludzi to idealne środowisko dla psychopatów i fanatyków, którzy w imię wyższych idei chcieliby pozbawiać życia ludzi. I wyjątkowo nie chodzi mi o zwolenników aborcji.

Pytanie, czy to jedyne takie skupisko? W połowie lipca młodzież z całego kraju spotka się na Przystanku Woodstock. Gazeta Lubuska podaje, że w zeszłym roku było tam ok. 210 tys. osób. Popatrzyłam sobie na koncerty odbywające się na tegorocznym, zapłakałam, że i tam w tym roku nie będę (Luxtorpeda, Hey, Within Temptation, Tarja i Apocalyptica w jednym miejscu? To się już więcej w moim życiu nie wydarzy) i zdałam sobie sprawę, że również nie jest to najbezpieczniejsze miejsce. I nie chodzi tym razem o oparzenia słoneczne, przedawkowanie alkoholu i ciekawszych substancji oraz ryzyko okradzenia czy pobicia. Woodstock, w porównaniu do ŚDM w Kolonii, pilnowany był naprawdę mizernie, jakby organizatorzy mieli nadzieję, że potencjalnych terrorystów porwie magia koncertów i zamiast się wysadzać, radośnie zaczną pląsać w rytm nadany przez wioskę krysznowców. Mimo to jednak ludzie przyjeżdżają, rozbijają namioty, bawią się i nie widać, żeby byli zatroskani o to, że ktoś ich zaraz rozpuknie na kawałki.

Po części rozumiem wkurzenie mieszkańców Krakowa.

Zwłaszcza tych, którzy ze Światowymi Dniami Młodzieży z różnych powodów nie chcą mieć nic wspólnego. Jasne, ja mam pod koniec czerwca niedaleko siebie zjazd młodzieży nadzianej, a ściślej – Opener. Ponoć „jedyne” 100 tysięcy osób, ale coś mi się w to wierzyć nie chce, bo Trójmiasto jest dosłownie zawalone. Niby złych doświadczeń nie mam, ludzie są raczej mili, ale i tak od razu jest tłoczno i brudno.

Tu już jednak bardziej uwierzę w jakiekolwiek zabezpieczenia przed terroryzmem, ale dla chcącego nic trudnego – przecież SKM-ki i autobusy są wtedy przepełnione, o plażach nie wspomnę. Większość, poza handlarzami, zamyka się w domu i czeka, aż ten spęd się skończy. Ktoś protestuje? Nie słyszałam. Ktoś wspomina o możliwości ataku muzułmanów? Również nie kojarzę. A to przecież tylko  jedne z niewielu letnich masowych imprez.

Fakt, Światowe Dni Młodzieży w Krakowie mają szansę być jedną z tych większych. Jak już wspomniałam, byłam jedenaście lat temu, w Kolonii. Że wtedy nie było zagrożenia terroryzmem? Przypomnę w takim razie, że zaledwie miesiąc wcześniej, 7 lipca wydarzyły się zamachy w Londynie, w metrze i autobusie. Zginęły wtedy 52 osoby, 700 zostało rannych. Również wtedy pojawiło się pytanie „Jechać czy nie jechać?” i zapewne wiele osób bilety anulowało, odsprzedało, schowało i po prostu nie pojechało. Większość jednak sobie nie odpuściła, co widać było po zapełnionym po brzegi ogromnym polu. My w sumie spaliśmy już poza tymi brzegami, a słowo „spaliśmy” jest tutaj trochę nie na miejscu, bo całą praktycznie noc przetańczyliśmy i przegadaliśmy z Niemcami, Włochami, Anglikami… Właściwie z każdym. Odespałam dopiero w domu.

A przecież w Kolonii muzułmanów jest i wtedy też było mnóstwo. Gdybyśmy patrzyli wtedy podejrzliwie na każdego z nich i bali się, że któryś z nich nagle się wysadzi, dostalibyśmy w końcu niezłej psychozy. U nas natomiast cały czas się wyróżniają. Mało tego, są dosyć pilnowani przez ludzkie spojrzenia. Nie mam zamiaru tu poruszać tematu rzekomej dyskryminacji i pytać czy to dobrze czy źle, że traktujemy muzułmanina jak potencjalnego terrorystę, ale tak jest i to z pewnością utrudnia to próbę zamachu.

A organizacja?

Ponoć jest jedną ze słabszych stron ŚDM i będzie chaos. Nie wiem czy może być większy bałagan, niż ten jedenaście lat temu. Całe pole, w szczególności Włosi i Polacy, śmiało się wtedy z niemieckiej słynnej pedantycznej organizacji i dopięcia wszystkiego na ostatni guzik. Bo guzik niestety pękł. Ludzi było tyle, że nie mieli jak wyjechać z placu, który był jakieś kilkanaście kilometrów od miasta. Autobusy i autokary nie dawały rady i w końcu zresztą na długi czas przestały kursować. Ponoć były też jakieś alarmy bombowe, ale być może były to plotki. Nie pamiętam, dawno to było. Pamiętam tylko, że msza skończyła się rano, a z placu do miasta wyjechaliśmy po dwudziestej trzeciej. My, bo inni jeszcze czekali.

Czy pojechałabym na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie?

Jasne że tak. Gdybym tylko mogła, nie zastanawiałabym się nad tym, zwłaszcza pamiętając, jak cudownie czułam się wtedy, po tamtych. Energii starczyło mi na cały rok, a wspomnienia mam do teraz. Chyba nawet jakimś cudem koszulki mi mole nie zjadły. Jeśli tylko nie jesteś na tyle stary, że przerażają Cię lekko spartańskie warunki, a chciałbyś przeżyć coś, co za jedenaście lat będziesz wspominał z „bananem” na twarzy, jedź.

Czy mogę zagwarantować, że nikt tam nie zginie z rąk zamachowca? Ano, nie mogę. Podobnie jak nie mogę zagwarantować, że nikt nie zginie jadąc tam autokarem ani też, że po prostu nikt z nas nie zginie jakkolwiek. I absolutnie nie chcę tu sugerować, że muzułmanów i uchodźców nie należy się bać, bo jak już pisałam, ryzyko istnieje. I nie chcę tu bagatelizować zagrożenia, bo ono jest i należy zachować ostrożność, zwłaszcza gdy ktoś obok nas dziwnie się zachowuje. Tylko czy nie mamy zachować jej w autobusie czy metrze? Czy gdziekolwiek możemy czuć się bezpiecznie?

Komentarze

komentarze