Październik to dla studentów czas szczególny. Czas rozpoczynania nowych kierunków studiów, powrotów na te już rozpoczęte, czas nerwowego logowania przez wiecznie zawieszające się systemy zapisów na zajęcia i w końcu czas studiowania, ze wszystkim, co się z tym wiąże.

Jest też druga grupka, do której należy również moja skromna osoba: grupka osób, której mimo upływu czasu spadające kolorowe liście, pojawiający się chłód i zimne wieczory kojarzą się z powrotami do miasta studenckiego. Tyle że tych powrotów już nie ma. Studia skończone, wieczną studentką nie chciało mi się być, doktorat również mnie nie interesował. Właściwie podczas ostatniego roku marzyłam już o momencie, gdy obronię się i zacznę szukać pracy.

Jeśli jesteś w tej grupie, co ja, zapewne masz już swoje przemyślenia na temat pięcioletniego przynajmniej okresu życia. Jeśli jesteś młodszy, być może niedługo, gdy już studia będą miały się ku końcowi, pożałujesz pewnych spraw, pewnych rzeczy, które Cię ominęły. Do czego mogą odnosić się Twoje „postudenckie” żale?

1. Mieszkanie na studiach

Na pierwszych dwóch latach studiowania prym wiedzie akademik. Na drugim miejscu znajduje się mieszkanie studenckie, a na trzecim stancja „przy babci” albo rodzinie wynajmującej pokój. Na trzecim roku akademik zamienia się miejscami z mieszkaniem studenckim. I tak najbardziej żałują chyba ci, co nie mieszkali w akademiku. Ominęły ich możliwości złapania kontaktu z wieloma studentami z innych kierunków, szybkiego zdobycia notatek na konkretny przedmiot, imprezy korytarzowe, kłótnie z panią z recepcji i wiele innych atrakcji.

Kto żałuje? Najczęściej mieszkańcy stancji, gdzie imprezowanie jest raczej niemożliwe. Goście najczęściej muszą wyjść o określonej godzinie. No jasne, goście w akademiku też muszą, ale kto nie potrafił obejść tego przepisu, nawet przy największej biurwie za stolikiem w recepcji? Nie mówiąc o tym, że mieszkanie z dorosłą osobą, do której należy mieszkanie, jest zwyczajnie niewygodne.

2. Brak imprez

Miałam okazję poznać „mimozy”, które mimo najszczerszych chęci otoczenia nie chciały wyjść na miasto wieczorem ani też nawet na imprezę w drugim pokoju. Nie i koniec. I o ile mogę zrozumieć brak pieniędzy na imprezy, o tyle raczej wiadomo było, kto może pozwolić sobie nawet na trzy piwa (bogaty! Pewno z Warszawy), a kto od czasu do czasu na jedno albo po prostu nie pije. Wierzcie lub nie, w towarzystwie studenckim naprawdę pić nie trzeba! Sama niejedną taką posiadówę spędziłam na lekach albo po prostu nie mając ochoty. Nie to nie, ale posiedź raz kiedyś z nami chwilkę, pogadaj, daj się poznać, jak chcesz, możesz przecież za chwilę wyjść.

I tak, każdy ma wybór, nikt nie musi imprezować, wychodzić do ludzi i każdy z nas może sobie siedzieć w tym pokoju. Ale wierzcie, te kilka osób nagle na piątym roku budziły się, że w sumie to głupio, że nawet z juwenaliów mają głównie wspomnienia siebie w piżamie w łóżku. Lepiej późno niż wcale, ale wszystkiego nie da się nadrobić na końcu studenckiej drogi.

3. Imprezy i jeszcze raz imprezy

Na drugim końcu osi uplasowali się wieczni imprezowicze, będący nieraz przy okazji wiecznymi studentami. Co niektórzy zaliczyli w ten sposób kilka kierunków, na których, rzecz jasna, przerobili góra dwa pierwsze semestry. Imprezy to dla wielu nieodłączny element studiowania, jak już tłumaczyłam, nie chodzi nawet o alkohol. Po prostu miło jest porozmawiać z ludźmi bardziej „na luzie”, powygłupiać się, zrobić coś szalonego. Tylko czy trzeba robić to codziennie?

Jasne, w pierwszym semestrze robimy to trochę częściej. Dobrze, „trochę” to eufemizm. Tylko że w przerwie między imprezami są wykłady, ćwiczenia, na które czasem trzeba się przygotować, poczytać coś, a mniej więcej co pół roku jest sesja. Warto czasem zobaczyć, o czym teraz mowa na wydziale, żeby potem nie przedstawiać się pod koniec lutego osłupiałemu ćwiczeniowcowi, który już dawno wykreślił Cię z listy, o czym nie wiedziałeś, bo i kiedy miałeś się dowiedzieć?

Czego tu żałować? Zmarnowanego czasu. Znajomi już pracują, zresztą mało kto traktuje poważnie kogoś, kto ma w poważaniu jakiekolwiek obowiązki. Samemu pracę znaleźć ciężko i w ogóle jakoś tak ręka sama wędruje do nocnika.

4. Nie zdążyłam znaleźć męża

Jakkolwiek brzmi głupio, wcale nie jest to żartem! Druga połowa studiów to, zwłaszcza dla singielek, czas nerwowego logowania się na przeróżne sympatie, przeznaczonych, randkowiczów i inne portale, na których można kogoś znaleźć. To także czas zmiany priorytetów na imprezie – nagle przestaje się szukać najlepszego alkoholu na stole, za to nerwowo rozgląda się po nowych twarzach płci przeciwnej, bo a nuż widelec, znajduje się tu przyszły mąż, ojciec moich dzieci, budowniczy domu, w którym po studiach osiądę…

Rozpędziłam się, ale przysłowie „Czwarty rok mija, a ja niczyja” ma coś w sobie, i o ile mężczyzn to chyba tak nie dotyka albo też ja po prostu tego nie zauważyłam, to kobiety nagle uświadamiają sobie chyba, że zaraz wrócą do swojej wsi i sąsiadki nie zapytają czy mogą przeczytać pracę magisterską, ale „gdzie ten chłop, co go sobie upolowałaś”. Albo też boją się, że po studiach już takiej okazji na znalezienie chłopa nie będzie. Spokojnie, będzie. Najwyżej zdążysz pojechać do Paryża, zanim zostaniesz mamą.

5. Bez doświadczenia nie przyjmujemy

Wiesz, że znam osoby po socjologii i politologii, które nie podają kebabów? Jak oni to zrobili? Ano, w całkiem prosty sposób i tym sposobem nie było urodzenie się w bogatszej rodzinie, gdzie tatuś założył dziecku firmę. Już podczas studiów działali w kołach studenckich, organizacjach pozarządowych oraz dorabiali sobie, gdy tylko trafiła się okazja.

Jasne, zdarzają się wymagające kierunki studiów, na których po prostu nie ma czasu, by wygospodarować sobie dwie godziny w tygodniu na wolontariat albo praktyki. Z tym, że takich kierunków jest raczej mało i często praca po nich jest albo też zdawałeś sobie sprawę, że po studiach musisz zaliczyć jeszcze kilka kursów, żeby pracować. Najczęściej jednak przynajmniej druga połowa studiów jest mniej zawalona przedmiotami .

Wiadomo, możesz sobie tłumaczyć, że nie masz czasu, że na Twojej uczelni nie wymagają praktyk, że nie chcesz być tanią siłą roboczą. Co się odwlecze, to nie uciecze, głupio tylko tak po pięciu latach rozdawać pracodawcom CV z dumnie zaznaczoną szkołą wyższą, zainteresowaniami i niczym więcej. To, że będziesz żałować, jest więcej niż pewne. No chyba że masz bogatych rodziców, rodzinną firmę, ale to już inna sprawa.

6. Koniec ze zniżkami

Korzystasz? Jeśli mieszkasz w mieście studenckim, zapewne wiesz, gdzie jest zniżka studencka na pizzę i piwo (nawet to najpodlejsze) i cieszysz się niezmiernie, że do domu możesz jechać taniej, niż osoba po dwudziestym szóstym roku życia. Potem studia się kończą i powoli nadchodzi ten moment, gdy ostatnia naklejka na legitymacji traci swoją ważność. Niejeden przedłuża sztucznie ten czas, zapisując się na studia, na których się nie pojawia – tylko że to odsuwanie nieuchronnego. I tak w końcu nastąpi ten moment, gdy z bólem serca i łzą w oku kupisz bilet miesięczny za normalną, a raczej nienormalną jeszcze dla Ciebie cenę.  Moment, gdy w kinie zostawiasz nie równowartość obiadu, a równowartość całodniowego wyżywienia.

I oby to był już ten czas, gdy masz jakąkolwiek, chociaż dorywczą, pracę. To boli, zwłaszcza przez pierwsze kilka miesięcy, a do tego przypominasz sobie okazje, gdy mogłeś skorzystać ze zniżki, ale Ci się nie chciało. Pamiętasz to planetarium, do którego obiecywałeś sobie zajść, kiedy tylko przechodziłeś? Pamiętasz, tylko że teraz ciut drogo tam.

7. Mogłem zmienić kierunek…

Poszedłeś na upragnioną rzeźbę i nagle zamiast sztangi i stroju gimnastycznego dali Ci dłuto, a potem kazali ciosać coś w gipsie? A może po prostu okazało się, że pedagogika nie jest dla Ciebie i nie dasz sobie rady w sali pełnej dzieci, a nagle zainteresował Cię język hiszpański i coraz bardziej widzisz siebie w roli tłumacza?

Pierwszy rok jest doskonałym czasem, by zrewidować swoje poglądy, zacząć ewentualnie od nowa, bo potem będzie już coraz ciężej. Niestety, nie każdy ma tyle odwagi, bo głupio tak się rodzinie przyznać, że rok się „straciło” i zaczyna się od początku, poza tym lubimy widzieć w sobie osoby zdecydowane i ukierunkowane od początku na jedną słuszną drogę sukcesu. Studia nie wciskają Cię w ramy wyuczonego zawodu, ktoś po skończonej biologii może być świetnym informatykiem, tyle że jednak jest troszkę trudniej, no i czasem żałujemy, że nie odważyliśmy się na zmianę.

A Ty? Czego żałujesz?

Komentarze

komentarze