Nie zawsze jest czas, by siedzieć długo w kawiarni, delektować się godzinami z przyjaciółmi kawą, pięknymi wnętrzami i wyszukanym ciastem. Czasem chcemy po prostu usiąść na 10 minut między jednym, a drugim pociągiem. Właśnie dla takich ludzi powstała dworcowa kawiarnia „Pellowski” w Sopocie.

Sieci piekarni i cukierni „Pellowski” trójmieszczanom przedstawiać nie trzeba. Ich pikantne świderki zachwycają niezmiennie, od lat, a główne punkty są najczęściej oblegane i zwłaszcza podczas pięknej pogody trzeba odstać swoje w kolejce. Na szczęście kawiarnia w Sopocie specjalnie oblężona nie była i szybko mogliśmy cieszyć się festiwalowym zestawem.

Co zdziwiło mnie, gdy w ramach trwającego festiwalu „Czas na kawę” zawitałam do „Pellowskiego”? Przede wszystkim, rozmiar przybytku. Jest to dość mały punkt, mieszczący się tuż przy kasach Wielkość jednak nie ma tu znaczenia – są ławeczki, jest miejsce, by usiąść.

Piekarnia – cukiernia „Pellowski” w swojej festiwalowej ofercie ma zestaw składający się z cappucino i organicznego ciastka. Kawę podano w jednorazowym kubeczku, ciastko zaś zapakowano w folijkę. Jest to więc opcja, która jak najbardziej nadaje się na wynos, w przypadku gdy na nas pora i musimy z kawą lecieć dalej.

Z drugiej strony, kawa w jednorazowych kubeczkach wciąż jeszcze kojarzy się z „bieda-kawami” z automatu. Cappuccino Pellowskiego całkowicie obala ten mit! Ma bardzo przyjemny, słodko-kremowy i miękki smak, który bije na głowę wiele kaw z bardziej eleganckich miejsc. Wrażenia estetyczne schodzą tu więc na dalszy plan.

A ciastko?

Opcja „organiczna” i bezglutenowa bardzo mnie zaciekawiła. Uprzedzę że dla osób lubiących smaki ostre, zdecydowane, ten może być zbyt delikatny. Da się jednak wyczuć aromat jabłek i wiórków kokosowych, dzięki którym nie jest zbyt suche. Polubiło je również moje dziecko, a mogłam się podzielić bez wyrzutów sumienia, bowiem ciastko ma naprawdę dobry skład! Surowce, z których powstało, pochodzą z ekologicznego rolnictwa. Cieszę się, że nawet przybytki kojarzące się raczej ze słodkością i niezdrowym cukrem wprowadzają zdrowsze pogryzki!

Minusy? Znalazłam chyba tylko jeden -jak na festiwalową cenę 10 zł, zestaw jest dość mały. Warto jednak pochwalić dbałość o zdrowie gości, niefaszerowanie ich cukrem i innymi konserwantami oraz stworzenie zestawu dla festiwalowiczów będących wiecznie w biegu, dzięki któremu magię „Czasu na kawę” mogą oni poczuć nawet wtedy, gdy praktycznie nie ma na nią ani chwili.


Zobacz inne wpisy z festiwalowej serii „Czas na kawę”!

Komentarze

komentarze