Tematu nie chciałam tu tykać, zwłaszcza że zrobiłam to już na facebooku. O tym jak gimnazjalistki z Gdańska pobiły swoją koleżankę, napisano już i tak za dużo. I właśnie chyba w tym problem.

Trudno było przejść obojętnie obok filmiku zamieszczonego przez matkę koleżanki poszkodowanej. Znęcanie się nad dziewczyną, która nie może wstać, płacze, której nikt nie pomaga… Myślę, że nie tylko mi łzy stanęły w oczach. I to bez względu na to czy bita dziewczyna miała coś na sumieniu czy nie miała – nikt nie miał prawa jej tak potraktować.

Jak się jednak okazało, Polska agresją stoi, a te dziewczyny nie różnią się wiele od tysiąca innych „komentatorów”. Oto bowiem pod filmem pojawiły się groźby, a nawet „obietnice” gwałtu, pobicia zarówno agresorek, jak i reszty widowni. „Jak ją spotkam, zaj**ie, nawet wiem, gdzie ta *** mieszka!” To jedno z łagodniejszych. Chciałam w tym miejscu zaprezentować kilka screenów, pokazać, w jaki sposób grożono napastniczkom, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Chyba nie warto w tym momencie podawać tego dalej.

Żałosne hieny dziennikarskie

Komentatorzy fejsbukowi to nie wszystko. Oto bowiem portal plotkarski, któremu staram się nie nabijać wejść, a jeśli już nabiłam, mam kaca moralnego, zamieścił filmik, jak sprawczynie płaczą w sądzie. Ach, ten płacz stał się dla hejterów swoistym katharsis! No nareszcie! Bijące smarkule boją się, płaczą, nie wytrzymały presji… Hurra! Dowaliliśmy im! Jeszcze! Kciuki w dół, jak w starożytnym Rzymie.

Żeby jeszcze bardziej upodlić dziewczyny, pokazany jest na tym skundlonym portalu film, jak gość z kamerą idzie za napastniczką i najeżdża tą kamerą na… jej pośladki. Rozumiecie, jaki był tego sens? Bo ja wolę się nie domyślać. Zdjęcie tych pośladków w lekko prześwitujących legginsach również widnieje na tym portalu. Przecież można, ta dziewczyna pobiła koleżankę, można ją upodlić. Jeśli ktoś ma pomysł na akcję „Nigdy więcej nabijania wyświetleń kretynom”, chętnie się włączę.

Sytuację na filmach z zatrzymania podkręcają media. „Żałujecie? Coś masz do powiedzenia?”, słyszymy jednego z reporterów TVNu, jak zwraca się chamsko prowokacyjnym tonem do dziewczyny. Wiadomo, jakby jeszcze odpowiedziała agresywnie, pokazała fucka, jak matka, byłoby bosko, ale niestety, ta nie chciała „współpracować”. Inaczej jak wspomniana matka – „Nie chce Pani rozmawiać? Ale dlaczego?” Bo się kurka blada, nie umalowałam! Sama z racji działalności społecznej nieraz miałam do czynienia z dziennikarzami zadającymi prowokujące, niesmaczne pytania – nie staję po stronie matki, natomiast nie dziwię się rzuconemu dziennikarzynie fuckowi. Cóż za pożywka! Jaka matka taka córka – mogą teraz napisać.

Ale im się należało!

Uściślijmy. Jestem zdania, że jak najbardziej kara im się należała. Zwłaszcza że dziewczyny już wcześniej wchodziły w konflikty z prawem i jak się okazało, dziewczyna z filmu nie była pierwszą, którą pobiły. Z pewnością pewien ostracyzm społeczny, jak i konsekwencje prawne powinny je spotkać. Ani mi w głowie ich bronić, tworzyć dennych wywodów o tym, że biedulki na pewno żałują i od dziś będą święte.

Kimże jednak w tym przypadku są dziennikarskie hieny, dopytujące się czy na pewno wyciągnięto konsekwencje do siódmego pokolenia wobec rodziny, dyrektora placówki, przypadkowych przechodniów i czy dziewczyny na pewno dostały najwyższy wymiar kary?

Kim w tym wypadku są komentatorzy życzący dziewczynom śmierci, grożący pobiciem i innymi „przyjemnościami”? Czym się różnią od agresorek? Bo mają powód? Bo powodem jest pobicie innej osoby? Tak samo przecież powodem pobicia było odebranie chłopaka czy coś innego.

Nie bawię się w „hejtstopy” i inne durne akcje mające zatrzymać hejt płynący jedynie z jednej strony. Zastanówmy się jednak czy słowem nie dajemy czasem przyzwolenia na agresję? O ile jesteśmy lepsi?


Podobał Ci się post? Chcesz śledzić pojawiające się wpisy? Wejdź na bloglovin 😉 

Komentarze

komentarze