Miałam nie poruszać tego tematu, ale on wraca i pewnie długo wracać będzie, bowiem napływ imigrantów ze Wschodu to nie jest sprawa, która szybko się skończy. Zapewne jeszcze wielu z nich tu przyjedzie. Czy naprawdę mamy się na to zgadzać?

Szczęście w nieszczęściu, mało jest wśród nich „ryzykantów”, którzy chcieliby osiedlać się w naszym kraju. Większość z nich traktuje go jako przystanek w drodze do szczęścia – a szczęście znajduje się w Niemczech, Danii, Wlk Brytanii, Francji, Szwecji… U nas luksusów za darmo nie ma. Trzeba na nie solidnie zapracować, mieć trochę szczęścia, wygrać ze skarbówką, innymi urzędami. Sami chętnie i często wyjeżdżamy za lepszym życiem.

     Co jednak z tymi, którzy tu zostaną? Media zewsząd atakują nas obrazami biednych, koczujących ludzi, bez dachu nad głową, bez jedzenia, zatrzymywanych, bitych przez policję, przegrywających z falami w pontonie. Niestety albo stety, żyjemy w dobie smartfonów, tanich kamer i aparatów. Bardzo szybko wychodzi na jaw, iż mężczyzna bity przez węgierską policję w rzeczywistości jest odciągany od kobiety z dzieckiem na ręku, którą zaczął bić i przewracać na tory. Szybko okazuje się też, że mężczyzna, którego żona z dzieckiem utonęli, nie przypłynął z terenów objętych wojną, a jedynie chciał taniej odebrać przelew od siostry z Kanady, na nowe zęby. Swoją drogą, jeśli jego siostrę stać było na ufundowanie bratu nowych zębów, to o co chodzi? I jakim człowiekiem jest ktoś, który swoim bezdennie głupim czynem sprawił, że zginęła mu żona i dziecko? Jak można w ogóle ryzykować czyimś życiem dla nowych zębów? Nie pojmuję. Nie pojmę też zachowania imigrantów w Budapeszcie, którzy niszczą ufundowane im wodę i jedzenie. Nie chcą, niech nie jedzą i nie piją, ale osobiście denerwuję się za każdym razem, kiedy spleśnieje mi chleb, zepsuje się mięso i muszę coś wyrzucić. Nie chodzi tu nawet o cenę, chodzi o szacunek do jedzenia.

     Mamy również relacje z zagranicy. We Włoszech „biedni imigranci” plądrują samochody, wywalają z nich ludzi, chcąc dostać się dalej, rabują bagaże, smarują kałem autokary… A pod relacją komentarze o tym, że ci ludzie potrzebują pomocy. Gdybym potrzebowała pomocy, z pewnością nie rzucałabym butelkami z wodą i sucharkami. Z pewnością nie napadałabym gromadnie ludzi na dworcu, z pewnością nie gwałciłabym kobiet w ośrodku imigracyjnym – zachowałabym się tak, by na tę pomoc zasłużyć. Nie na socjal, ale właśnie na pomoc.

     Nie zgadzam się na to. Nie zgadzam się, by moje pieniądze szły na mieszkania dla ludzi, którzy mają gdzieś szacunek dla mojej kultury, którzy w krajach ościennych zaczepiają skąpo, według nich, ubrane kobiety. Nie zgadzam się na pomoc dla ludzi, którzy tej pomocy nie chcą, a zamiast niej żądają pieniędzy i pomocy socjalnej. Nie zgadzam się na rządy wandali, takie jakie mają miejsce w wielu miejscach Francji i Wielkiej Brytanii. Tak, chcę pomóc. W tym celu mogę wesprzeć fundacje i stowarzyszenia typu „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”, „Caritas”, „Polska Akcja Humanitarna”, „Estera”, które pomagają uchodźom w ich własnych krajach, rozpoznają bieżące potrzeby i sprowadzają tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy i którym grozi w każdej chwili śmierć.

     To nie jest kultura, która chciałaby współistnieć z naszą. Pomagajmy, ale rozsądnie. Inaczej sami będziemy mieli spory problem.

Komentarze

komentarze