Mogę się pochwalić, że odwiedzałam ubrania z drugiej łapki, zanim zaczęły być modne. Prekursorką natomiast była moja babcia, z zawodu krawcowa, która jak nikt inny, najdziwniejszą szmatkę za dwa złote zmieniała w odzieżowe cudo rodem z wybiegu. No właśnie – na początku ciuchland był sklepem dla ubogich, których nie stać na zaopatrywanie się w droższe ubrania, dziś ubierają się w nim nawet celebryci. Skąd niegasnąca popularność takich przybytków?

W podstawówce i gimnazjum raczej ciężko było się przyznać, że ta fajna bluzka, na którą zgrzytały zębami klasowe modnisie, to nie żadna zagramanica czy bogata ciotka, tylko ordynarny ciuchland przy dworcu. W liceum szłam już na całość -jako że ubierałam się wtedy dość dziwacznie, a dziwaczne ubrania nie były jeszcze tak dostępne w sklepach internetowych, jak dziś, gdy mamy nawet ciuchlandy online. Właśnie zmroziła mnie myśl, że popularność sklepów internetowych to właściwie kwestia jakichś ostatnich dwunastu lat. Czas jakoś niebezpiecznie szybko zaczął biec.

W każdym razie, liceum to rozkwit moich szmateksowych rozbojów, gdzie rabowałam długie czarne spódnice, ażurowe ciemne swetry i inne gotyckie gadżety, na widok których dziś łezka kręci mi się w oku. Gdy studiowałam, zwiedzałyśmy szmateksy praktycznie całą grupą studencką. Na zajęcia spóźniałyśmy się hurtem, za to z siatkami używanych szmat. Wykładowczynie rozumiały, choć wolałyby pewnie, żebyśmy nie zabierały im całej dostawy.

No dobrze, ale co jest takiego ciekawego w second-handach? I czemu tak często wolimy dziś ubranie, które nosił ktoś przed nami, niż nowe, pachnące, z sieciówkowego wieszaka?

Ekologia

Dla wielu stała się sposobem na życie. Do lamusa odeszły foliowe torebki, korzystamy z papierowych i materiałowych. Niektórzy nawet niemowlaki zawijają nie w pampersy, tylko w wielorazowe pieluszki, jak drzewiej bywało. Niestety, nie cofniemy czasu i nie zaczniemy znów produkować sprzętu elektronicznego, który przetrwa lata, ale pewne zmiany w trybie życia możemy poczynić.

I taką zmianą jest właśnie szafa bez góry jednosezonowych ubrań z sieciówki, z którymi za rok nie będziemy mieli co zrobić. Ci starsi częściej stawiają na klasykę, czyli drogą odzież w liczbie sztuk dosłownie kilka. A młodsi? Kupują ubrania, które już ktoś nosił, a które jeszcze do noszenia się nadają, w dodatku są całkiem ładne! Raj dla tych, którzy niekoniecznie muszą ubierać się w to, co proponuje im sezonowa moda (KLIK! Co mnie przeraża w tegorocznej modzie?), choć i takie ciuszki da się znaleźć. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie szukać.

Ubrania dla niemowląt

Niemowlęce ubranka nosi się raczej krótko. Oczywiście, miło się inwestuje w te, w których noworodek i nieco starszy maluch będzie wyglądał słodko i praktycznie zapozuje do pamiątkowych zdjęć. Jednak kupowanie całej nowej wyprawki bodziaków, pajacyków, śpioszków najpierw na rozmiar 56, następnie 62, potem 68 i 74, a na końcu jeszcze 80 (tak! Te wszystkie rozmiary nosi berbeć, zanim roku nie ukończy. A Ty się martwisz, że od stycznia do grudnia przeskoczyłaś z 36 do 40?) może sprawić, że pierwsze urodziny dziecka rodzina spędzi na dworcu, po licytacji mieszkania na kredyt.

W szmateksach zaś ubrania dla niemowląt kosztują najczęściej stosownie do tego, ile dziecko je ponosi. A że poprzedni niemowlak najczęściej również nie nosił ich długo, rzadko kiedy są zniszczone. Nieco ciężej dostać ubranie w dobrym stanie dla dziecka rocznego czy dwulatka i rodzicom nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego. Bezdzietnych zaś informuję, że takie dzieci „poznają świat”. Cały. Nie tylko te czyściutkie zakątki, raczej wolą wszelki brud, piasek, lepkie picie, smarowanie drzwi oraz spodni nektarynką i takie tam.

Jakość

No dobrze, z tym dziś bywa różnie. Kiedy byłam w liceum, miałam do wyboru: chińszczyznę z rynków i małych sklepików, nieco lepsze, ale wciąż słabe jakościowo i drogie sieciówki oraz ciuchlandy, w których ubrania nieraz były naprawdę dobrej jakości. Dziś małe chińskie rączki produkują ciuchy dla całego świata i wcale im się nie dziwię, że nie chcą tego robić porządnie. Ja za takie pieniądze celowo urywałabym szwy tak, by puszczały po pierwszym założeniu.

Siłą rzeczy, również w szmateksach z jakością bywa różnie. W dodatku i te różnią się od siebie. Są takie, w których wszystkie ubrania są tak znoszone, że właściwie nie wiadomo, kto je kupuje, bo nie nadają się nawet na szmaty do czyszczenia samochodu. Są też i te, w których co prawda można kupić bardzo ładne ubranie, ale cena powala. O cenach w second-handach będę jeszcze pisać, więc tu temat zostawię.

Jakiś czas temu widziałam post kobiety, która żaliła się, że jej sklep ze skandynawskimi ubraniami dobrej jakości jest uznawany w mieście za ciuchland. Powodem były ubrania nieposegregowane rozmiarami i kolorem oraz wystrój wnętrz – rzeczywiście mało skandynawski i przypominający właśnie ciuchland. Rozpieściły nas tanie sklepy i sprawiły, że te droższe muszą po pierwsze rzeczywiście wyglądać na droższe, po drugie kusić również jakością. Przynajmniej te niesieciowe, mniejsze. I to też plus sklepów z używanymi ciuchami. Dzięki nim jeszcze nie zalała nas tandeta, z której nie sposób się wygrzebać, żeby dotrzeć do czegoś lepszego jakościowo. Jeszcze.

 

 

Komentarze

komentarze