– Zaraz, siostra! Chcesz mi powiedzieć, że ktoś wziął Was za ludzi na poziomie, zaufał Wam, zaprezentował Wam drogi towar, wystawił tak, żebyście mogli obejrzeć, przetestować, a Wy zachowaliście się jak bydło i wszystko rozkradliście? Kury szczać prowadzić, a nie bawić się w blogerów! Jeszcze rozumiem wszystko, telefony, blendery, ale zabieranie alko z imprezy? Za to powinno być dożywocie! – nabijał się ze mnie brat.

– Zaraz zaraz! Jacy „Wy”? Po pierwsze, mnie nawet na afterze nie było, po drugie, wypraszam sobie, nic nie zwinęłam!

– Byłaś wśród tych tysiąca pięciuset osób? No to sorry, ale Wy!

O co chodzi? Przecież See Bloggers się skończyło. No właśnie – po blogerskim festiwalu zostały jedynie piękne wspomnienia i kilka relacji oraz filmów. Na jednym z nich organizatorzy opowiadają, jak po zakończeniu okazało się, że stanowiska Asusa zniknęły telefony (tak, te w których tak się zakochałam). Rozumiecie, nie że ktoś omyłkowo wziął ze stolika kremik do rąk w ramach prezentu, bo myślał że można czy może lakier do paznokci. Chodzi o drogie telefony, których nikt z napojami do hurtowego brania raczej nie pomylił. Oprócz tego ze stanowiska kuchennego również zniknął sprzęt. Próbowano też w ramach pamiątki zabrać sobie fotel stojący na dworze, na szczęście próbę kradzieży zauważono. Na wieczornej imprezie natomiast kilka osób przywłaszczyło sobie alkohol. Dokładniej, całe wyniesione kartony.

Szok!

Słuchałam tego wszystkiego z nieźle rozdziawioną japą. Przyznam, że byłam w totalnym szoku. Na wydarzeniu byłam, po stoiskach chodziłam, chętnie dowiadywałam się o produktach, które poszczególne firmy miały w ofercie. Razem ze mną chodziło naprawdę sporo ludzi i poza dwiema paniami po czterdziestce, które rzeczywiście nieco bawiły się w „Kuźniara”, wciskając się gdzie się tylko dało, sępiąc o produkty i wywołując tym litościwe spojrzenia oraz ogólne rozbawienie, nie znalazłam wokół siebie naprawdę nikogo, kto by wyszedł na chytrą babę. Wręcz przeciwnie, byłam mile zaskoczona tym, że nikt się na nic nie rzucał. Przynajmniej przy mnie, bo kilka osób ponoć widziało co innego. Wiadomo, wszędzie nie byłam.

Można podsumować to stwierdzeniem, że na prawie dwa tysiące ludzi zawsze znajdą się jakieś świnie. Wiadomo, jeśli idiotów było nawet dosłownie kilka procent, przy takiej liczbie robi się z tego kilkadziesiąt osób. A taka ilość może już zrobić trzodę.

Jakoś tak od razu przypomniały mi się blogerki, które ledwo założyły bloga czy konto na instagramie, już wysłały firmie niezwykle długiego maila, nieraz wyglądającego tak: „Hej, wspułpraca?”, na co nieszczęśnik odbierający maile miał ochotę odpisać: „Hej, cmoknij się w…”, więc najczęściej nie odpisywał nic. Sama znam dziewczynę, która kiedyś brała udział w różnych konkursach, siedziała na różnych grupach, kombinowała tak, by wygrać jak najwięcej rzeczy, a teraz w tym celu założyła bloga. Kilkadziesiąt polubień i wysyła oferty współpracy.

Zawsze coś się trafi.

Tu zaś można upolować „towar” w realu! Kremiki, paznokcie, jedzenie… Robot kuchenny, krzesło, nowy telefon. W sumie, dlaczego nie? Skoro niektórzy tylko po to bloga zakładają, to co mają się szczypać?

Szkoda tylko, że tacy ludzie, mimo że jest ich mało, psują opinię reszcie. Chciałabym napisać tutaj, że niedobrze jest, gdy większość jest oceniana przez pryzmat żałosnej mniejszości, ale nie mogę. Jakoś tak nie mogę, bo zwyczajnie jest mi głupio, że tak ciekawa i wartościowa impreza w mediach została przedstawiona jako siedlisko złodziei, którzy jakby ich zostawić, wzięliby do domu „na pamiątkę” cegły z Parku Technologicznego. Mimo że naprawdę, poza tymi incydentami, było przyzwoicie i cudownie. Mimo że przy sama nie zarejestrowałam obok siebie prawie żadnego przypadku „kuźniarstwa”.

Wiecie tylko, co w tym wszystkim jest najlepsze? O całej sprawie napisał skundlony plotkarski portal. Do artykułu dołączył zdjęcie Bogu ducha winnej uczestniczki, która nic nie ukradła. Zdjęcie z telefonem i wizytówkami z charakterystycznym logo. Tak że ktoś może pomyśleć, że właśnie patrzy na skradziony telefon i wizytówki delikwentki. Zdjęcie jest… kradzione.

Podsumowując…

Zamiast swojego podsumowania, tym razem ukradnę czyjeś, bo sprawę idealnie podsumował PigOut: „Pierwsi jesteśmy do biczowania chciwych bab z Radomia i kręcenia gównoburzy po każdej zadymie w Lidlu, tymczasem sami jesteśmy (mówię my, ale mam na myśli ich) w stanie zabić za darmową puszkę Tigera.”

Pojutrze zarówno skundlony portal, jak i my, blogerzy, będziemy nabijać się z babć bijących się o buty na przecenie w supermarkecie. Tak, my, blogerzy. Nie Wy. Bo i ja nabijam się chętnie.


Śledź mnie na fanpage’u!

Jestem również na instagramie i bloglovin‚ 😉

Komentarze

komentarze